piątek, 16 lutego 2018

196. Mateusz Skrzyński - Pięść, Skowyt oraz Głodujące Psy


Nie ukrywam, że poezja jest mi bliska. Sama mam za sobą dość sporo napisanych wierszy, a ich czytanie sprawa mi nie lada przyjemność. Z tego też powodu ogromnie się ucieszyłam, gdy dostałam możliwość przeczytania Pięści, Skowytu oraz Głodujących Psów. Okładka tylko przypieczętowała moją chęć na zapoznanie się z tą pozycją - naprawdę pasuje do zawartości. W dodatku, już następnego dnia tomik znalazł się w mojej skrzynce pocztowej (Poczta Polska naprawdę potrafi zadziwić).

Pięść, Skowyt oraz Głodujące Psy jest debiutanckim tomikiem poezji Mateusza Skrzyńskiego. Liczy on sobie zaledwie nieco ponad sto stron i jest podzielony na trzy, tytułowe część - Pięść, Skowyt i Głodujące Psy. Zdecydowanie to ta ostania mi spodobała się najbardziej.

Wiersze Skrzyńskiego tylko z pozoru są kontrowersyjne. Pod przykrywką alkoholu, seksu i całej "ciemnej strony świata", ujawnia się nam codzienność niemal każdego, a jej już kontrowersyjną nazwać nie można. Nie będę mówiła, że są tu wiersze lepsze lub gorsze, bo to nie o to chodzi. Są takie, które skradły moje serce i czułam, jakby mówiły o moich doświadczeniach i uczuciach, ale znalazły się i takie, o których nie potrafię powiedzieć nic, oprócz tego, że były. Białe, żółte i czarne harpie, Krótki smutny wiersz oraz Zwierzę są tymi, do których już zdążyłam kilka razy wrócić.

Dodatkowym atutem, moim zdaniem, można tutaj uznać wielokrotne nawiązania do samego autora. Już od początku można było się domyślać, że pisząc o życiu i ludziach, pisze o sobie i własnych doświadczeniach. Na potwierdzenie tego jawi się Krótki smutny wiersz, w którym pojawia się chłopiec o nazwisku "skrzyński", o którym autor wspomina w trzeciej osobie (gdy cały czas mamy do czynienia z pisaniem w pierwszej). No, majstersztyk.

Pięść, Skowyt oraz Głodujące Psy na pozór są zbiorem bardzo prostej współczesnej poezji, ale w tej prostocie jawi się prawda i jakiś urok, który do mnie trafia. Wydawać by się mogło, że w tych 110 stronach nie można zawrzeć zbyt wiele, więc sam tomik można pochłonąć w jeden wieczór. Ja poświeciłam mu kilka dni, by dokładnie przemyśleć to, co czytam i Wam również ten sposób polecam.

Jedyne, czego tutaj mi ewidentnie brakowało, to chociaż króciutka notka od samego autora. Można uznać, że zawartość powie nam wszystko (a poza tym Mateusz Skrzyński troszkę o tym na swojej stronie napisał), ale jednak moim zdaniem dobrze byłoby dostać taką notkę już w tomiku - na samym początku, przed zabraniem się za właściwą treść.

Poezja jest takim specyficznym tworem, na który nie ma ustalonej reguły czy zasad. Sam autor w Internecie przyznaje, że czytając jego wiersze, odbiorca nie będzie miał problemów z interpretacją. I faktycznie, przez swoją prozatorskość można tak powiedzieć. Ale moim zdaniem poezję każdy odbiera po swojemu. Do każdego trafia co innego, każdy to samo zdanie rozumie zupełnie inaczej, więc jeśli tylko potrafi czytać ze zrozumieniem, to Pięść, Skowyt oraz Głodujące Psy do niego trafi. A prócz tego może wywrzeć dość spore wrażenie, jak to było w moim przypadku.


Za możliwość przeczytania tomiku serdecznie dziękuję autorowi, Mateuszowi Skrzyńskiemu.

niedziela, 4 lutego 2018

195. Podsumowanie stycznia


Z kilkudniowym opóźnieniem przychodzę do Was z podsumowaniem stycznia.

Stary rok zakończyłam i rozpoczęłam nowy z ogromną fazą na Nocnych Łowców. Po obejrzeniu dwóch sezonów Shadowhunters naszła mnie ochota na powrócenie i przypomnienie sobie zarazem Darów Anioła. Zamówiłam więc od razu wszystkie sześć tomów, a w międzyczasie, wypełniając sobie czas potrzebny na dojście paczki, przeczytałam Opowieści z Akademii Nocnych Łowców, które ani trochę mnie nie zawiodły, mimo moich obaw, gdy zorientowałam się, że opowiadają one w głównej mierze o przygodach Simona w Akademii Nocnych Łowców. Na szczęście w książce znalazło się miejsce na bohaterów z Darów Anioła.

Następnie zapoznałam się z książką, której tytuł w żadnym stopniu nie odzwierciedla zawartości. Właśnie tym rozczarowały mnie Fińskie dzieci uczą się najlepiej, o których opinia czeka na opublikowanie. 

Pochłonęłam również Miasto kości i tak - decyzja o zakupie wszystkich tomów była jak najbardziej prawidłowa. Raczej o tej książce nic tutaj nie napiszę, ale kto wie - może pojawi się coś o całej serii, gdy już ją ponownie przeczytam.

A na zakończenie poznałam coś, co już teraz mogę spokojnie określić mianem jednej z najlepszych przeczytanych przeze mnie książek w całym 2018 roku, a może i życiu. Powiedz wilkom, że jestem w domu mnie złamało, roztrzaskało moje serce na kawałeczki, zlepiło je ponownie, a następnie znów rozbiło. Nadal muszę zebrać myśli, by coś o niej więcej napisać. 

A jak się przedstawiał Wasz styczeń?