Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 lutego 2016

145. Jennifer L. Armentrout - Onyks


Po zakończeniu czytania Obsydianu miałam ogromną ochotę zabrać się za kontynuację, czyli właśnie Onyks. Ta ochota jednak szybko mi przeszła i o książce zwyczajnie zapomniałam. Niedawno jednak natknęłam się na serię Lux ponownie i postanowiłam przeczytać tom drugi. Czy było warto?

Katy i Daemon są ze sobą złączeni tajemniczą więzią. Dziewczyna doskonale wyczuwa jego obecność i odwrotnie. Obydwoje są też sobą zainteresowani. W otoczeniu Katy znikąd pojawia się jednak Blake, który zadziwiająco rozumie ją i staje się jej bliski. Czy chłopak jest jednak niewinny? Co ukrywa? Czy złe przeczucia Daemona co do niego się sprawdzą? I ostatecznie, kogo wybierze nastolatka?

Czytając Onyks, czułam dokładnie to samo, co podczas lektury Obsydianu. Dlaczego ta książka tak potwornie przypomina serię Zmierzch. Dlaczego to ta sama, identyczna historia tylko z kosmitami zamiast wampirami w roli głównej? Katy przypomina Bellę, Blake to taki Jacob, Dee - siostra Deamona - Alice, a sam Deamon... Wydawałoby się, że powinien być jak Edward. I po części tak się zachowuje. Nie widzi świata poza Katy, aczkolwiek ma w sobie tę nutkę złego charakteru czy zadziorności, która bardziej skłania się do uwielbiania go, aniżeli do potępienia i obrzydzenia jego ślepym zapatrzeniem w Katy. 

To historia do bólu schematyczna, w dodatku teraz autorka postawiła jeszcze na trójkąt miłosny, który jest w dzisiejszych czasach już chyba podstawą, o ile nie zakrawa o tradycję w tworzeniu i pisaniu tego typu opowieści.

Właściwie do ostatnich stron tylko postać Deamona ratowała tę historię. I chyba tylko dla niego w ogóle chwyciłam za Onyks. Mam co do książki naprawdę mieszane uczucia. Z jednej strony to po prostu odpatrzony pomysł, a z drugiej jest tutaj coś, co przyciąga.

Książkę czyta się naprawdę szybko i co najdziwniejsze, ona naprawdę wciąga. Autorce trzeba jedno przyznać - choć nie jest oryginalna, to naprawdę umie pisać historie z akcją, które się nie nudzą, mimo, że są schematyczne i przewidywalne. Kończąc jeden rozdział, od razu zaczynałam kolejny, nie patrząc na to, czy się wyśpię, czy nie, czy mam coś ważnego do zrobienia, czy nie. Tak długo, aż nie skończyłam. Byłam jednak pewna, że na Onyksie zakończy się moja przygoda z serią Lux. Aż tu Jennifer L. Armentrout postanowiła zaskoczyć i bezczelnie wręcz zakończyć nie tyle co książkę, a właściwą akcję, jedną wypowiedzią Daemona, która zmieniła wszystko. To nawet nie była wypowiedź, a jedno słowo, które sprawiło, że od razu zabrałam się za trzeci tom - Opal.

Czy polecam? Uważam, że sami powinniście się przekonać. To nie jest literatura najwyższych lotów. Jest taką przeciętną młodzieżówką, która ma w sobie to "coś", co nie pozwala oderwać od niej wzroku i rąk, dopóki się jej nie przeczyta do końca. Jedni ją uwielbiają, inni besztają z błotem. Ja stoję mniej więcej pośrodku, dlatego nie będę jej Wam rekomendować. Jeśli podobał się Wam Obsydian, Onyks na pewno też Wam przypadnie do gustu, bo w zasadzie poziomem nie odbiega w ogóle od pierwszego tomu. Jeżeli jednak Obsydian nie poruszył Waszych czytelniczych serc, nie ma co czytać kontynuacji, bo tylko stracicie czas.

Moja ocena: 5/10

Jennifer L. Armentrout, Onyks, Filia, Poznań 2014, s. 522.

poniedziałek, 15 września 2014

096. Jakub Ćwiek - Kłamca 2,5. Machinomachia

Jakub Ćwiek  już wielokrotnie potwierdził, że polski pisarz również może tworzyć bestsellery na miarę tych światowych. Seria o Kłamcy jest ich doskonałym przykładem. Tym razem jednak, prócz samej książki, czytelnik dostaje grę o zabawnej nazwie Kłamcianka towarzyska. To zdecydowanie coś, czego w Polsce jeszcze nie było.

Kłamca 2,5. Machinomachia składa się na dwa krótkie opowiadania oraz tytułową nowelkę. Wszystkie trzy fabularnie osadzone są w świecie Kłamcy. Posiadacz książki przeczyta o historii z indiańskim bóstwem, pozna Lokiego jako swata anioła i śmiertelniczki, a także odwiedzi go w Tokio, gdzie bohater będzie próbował poradzić sobie z pewnym planem.

Tytułowe, najdłuższe opowiadanie jest mistrzowskie, aczkolwiek nie ukrywam, że to w drugim - Swacie - odnalazłam to, na co tak czekałam. Pełne akcji i przemocy, humoru typowego dla głównego bohatera. Nie zabraknie więc ciętego języka, arogancji i cynizmu oraz seksu. Jednak nie liczcie na za wiele, bo Jakub Ćwiek zna umiar. Pod kurtyną trudnego charakteru Lokiego, dostrzeżemy także niebywałą inteligencję i spryt. Nordyckiego boga po prostu nie da się nie lubić.

Pisarz serwuje czytelnikowi bardzo dobry zbiór opowiadań. Wszystko się w nim zgadza, dopieszczony jest niemal każdy wątek. Niezbyt wzniosły język pozostaje poprawny. Jednak z treści nie wyniesie się właściwie żadnego przekazu, więc jeśli na to liczycie, niechybnie się zawiedziecie. Machinomachia bowiem to przede wszystkim akcja, krew i perfekcyjna ironia, którą odnajdziecie tutaj we właściwie każdym zakamarku.

Dodatkiem do książki jest Kłamcianka Towarzyska. Gra karciana, choć na pozór nieco skomplikowana, okazuje się być  dość prostą. Instrukcja, zamieszczona na ostatnich stronach, wszystko zgrabnie i obrazowo wyjaśnia. Nie ma co prawda określonej liczby graczy, ale im ich więcej, tym będzie zabawniej!

Ćwiek powrócił w dobrym stylu, a jedynym mankamentem książki jest jej objętość. Te trzy opowiadania to zdecydowanie zbyt mało. Jednak fantastyczna gra pozwala nacieszyć się światem Kłamcy jeszcze długo po zakończeniu lektury.

Kłamca 2,5. Machinomachia jest przyjemnym przypomnieniem postaci Lokiego. Jednakże pozostaje tylko tym, bo owy zbiór jest pozycją dobrą na zaledwie jeden wieczór. Miejmy jednak nadzieję, że ta książka jest zapowiedzią  następnych historii o Kłamcy, bo jednak po zakończeniu Machinomachii można odczuć pewien niedosyt.

Moja ocena: 7/10

Jakub Ćwiek, Kłamca 2,5. Machinomachia, Wydawnictwo SQN, Kraków 2014. s. 192

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu SQN:

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

wtorek, 9 września 2014

095. Kady Cross - Dziewczyna w stalowym gorsecie

Epoka wiktoriańska wraz z X-Menami? Lubię historie traktujące o tych czasach, natomiast bajką o X-Menach zachwycałam się w dzieciństwie, podobnie zresztą jak teraz uwielbiam filmy z tej serii. Więc dlaczego by nie chwycić po książkę? W dodatku ta wpadająca niemal od razu w oko okładka, a wierzcie mi, że oprawa graficzna jest dla mnie bardzo ważna.

Główną bohaterką jest szesnastoletnia Finley, która po raz kolejny traci pracę za sprawą swoich tajemniczych, przeklętych zdolności. Jest urodziwą młodą dziewczyną, a przez to wabi do siebie mężczyzn. Gdy opisywanej nocy powala wielbiciela jednym ciosem, ucieka, a chwilę później trafia na przystojnego Griffina, który również skrywa mroczną tajemnicę...

Żadna osoba nie była zupełnie dobra czy zupełnie zła-jedna część nie mogła istnieć bez drugiej.

Zacznijmy jednak od tego, że podchodziłam do tej książki aż trzy razy. Za pierwszym przeczytałam około piętnastu stron, drugie podejście również nie było zbyt owocne. Za trzecim razem w końcu dałam jej szansę i przeczytałam w całości Dziewczynę w stalowym gorsecie, ale nadal zastanawiam się, czy nie lepiej było zakończyć moją przygodę z nią, jeszcze zanim ona się tak właściwie rozpoczęła.

Za sam pomysł autorce można postawić ogromnego plusa. I zrobiłabym to z ogromną chęcią, jeśliby oczywiście pisarka poradziła sobie z historią. To, że była ona nudna i przewidywalna jest oczywiste. Ta opowieść była wręcz infantylna i tak banalnie prosta, że aż boli. Bohaterowie również nie przyciągają uwagi czytelnika. Samo przez siebie mówi to, że miałam ogromny problem z zapamiętaniem ich imion. Gdy w końcu mi się to udało, książka się skończyła, a i one szybko wyparowały mi z głowy. Finley irytowała mnie na każdym kroku swoją głupotą i sztuczną słabością. Griffin, bohater, którego powinnam uwielbiać - arogancki, ale bardzo przystojny - tutaj w ogóle nie przypadł mi do gustu. O całej reszcie aż szkoda wspominać.

Na ludzkie serce nie było ceny.

Jedyne, do czego nie mogę się przyczepić to język. Pasował idealnie do młodzieżówek - ani nie zbyt ambitny, ani nie też zbyt prosty. Choć strasznie irytowały mnie zabiegi autorki. Gdy już zaczęła pewne sytuacje i bohaterów porównywać do innych postaci literackich, to przez dobre pół książki robiła to notorycznie.

Żałuję bardzo, że Kady Cross nie udało przenieść się mnie do czasów wiktoriańskiej Anglii. Żałuję również, że przynajmniej w połowie nie zachwyciła mnie tak swoim tworem, jak zachwycają mnie X-Meni. Być może pomysł był oryginalny, ale wyraźnie widać, że pisarka nie udźwignęła postawionemu sobie zadaniu. 

Nie powiem, by książka była aż tak zła. Po prostu nic nie wniosła do mojego życia. Nie zapadła mi w pamięci. Co prawda, nie była aż tak słaba, bym przerwała czytanie (bo jednak dotrwałam do końca!), ale jednak na tyle nudna i banalna, bym nie miała ochoty na kontynuacje. I Wam również ją odradzam. A już na pewno odradzam jej kupno, bo sama żałowałabym wydanych pieniędzy na Dziewczynę w stalowym gorsecie.

Moja ocena: 3/10

Kady Cross, Dziewczyna w stalowym gorsecie (ang. The girl in the steel corset), wyd. Fabryka Słów, Lublin 2013. s. 400

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

czwartek, 26 czerwca 2014

081. Robert Kirkman, Jay Bonansinga - Żywe trupy. Upadek Gubernatora. Część 1

Tytuł: Żywe trupy. Upadek Gubernatora
Tytuł oryginału: The Walking Dead. The Fall of The Governor
Autorzy: Robert Kirkman, Jay Bonansinga
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Cykl: The Walking Dead, tom 3
Ilość stron: 340


Po zaskakujących Narodzinach Gubernatora oraz po fantastycznej Drodze do Woodbury, przyszła kolej na wyczekiwaną przeze mnie część pierwszą Upadku Gubernatora. Czy było warto?

Po przybyciu Lilly Caul z towarzyszami do Woodbury, srogie lecz skuteczne rządy Gubernatora Philipa Blake'a przeistaczają się w istną rzeź. Sam Blake staje na rozdrożu - z jednej strony pozostaje krwawym łotrem, z drugiej jednak rozum podpowiada mu, że powinien się opanować. Jaką drogę wybierze? I czy faktycznie doprowadzi go ona do upadku? Odpowiedzi na te pytania serwuje Wam kolejny tom serii The Walking Dead.

Książka nie opowiada tylko o despocie w Woodbury. To również kontynuacja historii Lilly, która z bojaźliwej i kruchej dziewczyny, przeradza się w silną i odważną kobietę. Z początku niechętnie podchodziłam do takiego pomysłu autorów. Miałam bowiem nadzieję, że książka pędzie poświęcona tylko i wyłącznie Gubernatorowi. Jednak po zakończeniu lektury stwierdziłam, że dobrze się stało. Bez wątku Lilly Upadek Gubernatora byłby tylko i wyłącznie pełen przemocy, znęcania, gwałtów oraz krwawych jatek.

Żałuję natomiast, że tak mało uwagi było poświęconych żywym trupom. Zombie bowiem pojawiały się bardzo rzadko i wydawało mi się, że ich kreacja nie była już tak mordercza i bezlitosna jak we wcześniejszych tomach. Brakowało mi ich ataków, a opisy wypadów po prowiant bez tego nie były już tak pełne grozy.

Należy zaznaczyć, że dla osób, które zaznajomiły się z komiksem lub przynajmniej obejrzały wszystkie serie serialu The Walking Dead, wydarzenia opisywane w książce nie będą wielkim zaskoczeniem. Jedyną różnicą był ich punkt widzenia. Prócz tego wydawało mi się, że ich opisy były o wiele bardziej bezlitosne, a czasem wręcz nieludzkie. Czytelnicy w końcu mogą również poznać znajomych bohaterów - Ricka, Glenna i Michonne z kataną, która w szczególności zapadnie w pamięci i niejednokrotnie zaszokuje.

Upadek Gubernatora mimo wszystko nie zawiódł moich oczekiwań. Choć znałam zakończenie, nie spodziewałam się takich zwrotów, zwłaszcza jeśli chodzi o historię Lilly Caul. To lektura pełna brutalności i przelewu krwi. Szkoda tylko, że tak mały udział miały w tym żywe trupy. Czekam z niecierpliwością na kolejną część, choć nieco dziwię się, dlaczego autorzy postanowili rozdzielić ten tom. Nie jest on zbyt obszerny. Z drugiej strony jednak cieszę się, że ta przygoda tak szybko się nie skończyła i nadal jest na co czekać.

Moja ocena: 9/10

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

środa, 18 czerwca 2014

079. J.K. Rowling - Harry Potter

Niemal miliony, jeśli nie więcej, znają historię Harry'ego Pottera i jego przyjaciół. Na temat książek i ekranizacji powstało mnóstwo publikacji i jeszcze więcej recenzji czy opinii napisanych na blogach i w magazynach. Ja jednak nie przeżyłabym, jeśli nie dodałabym do tego wszystkiego swoich trzech groszy.

Sławny wśród czarodziejów Harry Potter co roku trafia do szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, gdzie prócz nauki czarów, sporządzania eliksirów i meczów quddichta, musi rozwikłać wiele czarnomagicznych zagadek. Ostatecznie wiodą go one do pojedynku z najniebezpieczniejszym czarodziejem - Lordem Voldemortem. Harry jednak zawsze może liczyć na pomoc i wsparcie wiernych przyjaciół - Rona i Hermiony, a także dyrektora Hogwartu - Albusa Dumbledora. 

To wspaniała historia o walce dobra ze złem, która doskonale pokazuje to, że zło zawsze musi zostać pokonane. Ale nie tylko.  To przede wszystkim historia o mocy przyjaźni, która jest w stanie przetrwać mimo wszystko. A przyjaźń Pottera, Wasley'a i Granger została poddana wielu próbom wytrzymałości. Potwierdza to tylko to, jak silne potrafią być więzi międzyludzkie oparte na prawdziwej przyjaźni.

Nie żałuj umarłych, Harry, żałuj żywych, a przede wszystkim tych, którzy żyją bez miłości.*

Seria o Harrym Potterze jest również bardzo wzruszająca. Niejednokrotnie wiele sytuacji sprawiało, że miałam łzy w oczach. J.K. Rowling zawsze potrafiła idealnie dobrać słowa do wydarzeń i emocji, jakie targały sercami bohaterów. Dlatego też ta siedmiotomowa historia jest skarbnicą cytatów o prawdziwym życiu i miłości.

Chyba nie muszę mówić, jak bardzo pokochałam niektóre postacie, a inne jak bardzo znienawidziłam. Prócz trójki głównych bohaterów, polubiłam także Syriusza czy Hagrida, którego miłość i troska do niebezpiecznych i niekiedy obrzydliwych stworzeń urzekła mnie. Natomiast postaci Lucjusza Malfoy'a czy Bellatrix Lestrange wielokrotnie sprawiały, że miałam ochotę cisnąć książkę w kąt i ochłonąć.

Nigdy nie przepadałam za kończeniem wspaniałych, wciągających, a, co najważniejsze, pouczających historii. Ale po raz pierwszy doznałam uczucia, jakby jakaś część dawnej mnie bezpowrotnie odeszła. Po zamknięciu Insygniów Śmierci przez dobrych kilka minut siedziałam w miejscu, nie mogąc uwierzyć, że to już naprawdę koniec. Następnym razem to już nie będzie to samo, ale i tak miałam pragnienie sięgnąć za tę serię od początku. Gdy tylko uporam się z moim stosem zaległości, z pewnością pójdę wypożyczyć znów Kamień filozoficzny.

Bo widzisz, Harry, to nasze wybory ukazują, kim naprawdę jesteśmy, o wiele bardziej niż nasze zdolności.*

Miałam okazję czytać twórczość Rowling zarówno w starym, jak i w nowym wydaniu.Choć wygląd nowych okładem jest o niebo lepszy, ja nadal mam sentyment do starej szaty graficznej. Co prawda nie kusi ona tak bardzo swoim wyglądem (kolorystyka i kształt twarzy postaci woła o pomstę do nieba!), ja jednak nadal twierdzę, że są magiczne.

Tak więc, nie przejmujcie się obszernością kolejnych tomów, bo i tak będziecie potem narzekać, że przygoda z Harrym Potterem zbyt szybko się skończyła. Nie zrażajcie się też myślą, że znacie już filmy na pamięć, więc po co Wam książka, której widzieliście zakończenie. Wbrew pozorom, w szczegółach są ogromne różnice. Więc dla osób, które najpierw oglądały film, będzie to miłą niespodzianką. Czytajcie, a jeśli już to zrobiliście... Nie zaszkodzi sięgnąć po książkę ponownie!

Moja ocena: 10/10

Książki przeczytane w ramach wyzwań:
REKORD 2014 (tomy 4-7)
PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU (tomy 4-7: 16,4 cm)

Zapraszam również do zapoznania się z recenzją pierwszego tomu o tutaj.

*cytaty pochodzą z: J.K. Rowling - Harry Potter i Insygnia Śmierci

środa, 28 maja 2014

074. Veronica Roth - Niezgodna

Tytuł: Niezgodna
Oryginalny tytuł: Divergent
Autor: Veronica Roth
Wydawnictwo: Amber
Cykl: Niezgodna, tom 1
Ilość stron: 352


O Niezgodnej słyszałam już od dawna. Za każdym razem na półkach w księgarniach nawet jej nie brałam do ręki, a w Internecie nie zawracałam sobie głowy czytaniem jej recenzji. Nie potrafiłam pojąć, czym tak bardzo zachwycają się czytelnicy i czy może być coś lepszego od fantastycznych serii Igrzysk śmierci czy Delirium. W końcu jednak chwyciłam za powieść. Najpierw jednak zupełnie przypadkiem obejrzałam ekranizację, czego teraz niestety bardzo żałuję. A jakie mam zdanie na temat lektury Niezgodnej?

Pięć frakcji - Altruizm, Nieustraszoność, Erudycja, Prawość i Serdeczność – stanowi społeczeństwo Chicago. Altruistka Tris i reszta szesnastoletnich mieszkańców muszą przejść test przynależności i ostatecznie wybrać frakcję, w której chcą zamieszkać przez resztę życia. Nie jest to jednak takie proste i nie każdemu test wskazuje jednoznaczny wynik... Niezgodna Tris wybiera Nieustraszoność, gdzie obok morderczego treningu, będzie ukrywać tajemnicę, przez którą może zostać wyeliminowana…

Książkę Veronici Roth czytało mi się bardzo szybko. Myślę, że przyczyną tego była głównie wartka akcja i jej dynamizm powodowany przez krótkie zdania.  A działo się faktycznie wiele. Wydarzenia pędziły za wydarzeniami w niesamowitym tempie i czytelnik faktycznie mógł odnieść wrażenie, że razem z Tris i innymi bohaterami przebywa w Nieustraszoności. Nie wiem, czy był to celowy zabieg autorki, czy zupełny przypadek, ale gdy akcja rozgrywała się chociażby w Altruizmie, nie odczuwałam już tak  tego pędu.

Sami bohaterowie zostali dość dobrze skonstruowani. Choć wydaje mi się, że Ci drugoplanowi byli o wiele ciekawsi od głównych. Cztery czy nawet sam Eric – dowódca Nieustraszonych – fascynowali mi swoją oryginalnością i tajemnicą, jaka od nich biła.

Sam świat także był nieco oryginalny. Wydawać by się mogło, że to niemożliwe. Na rynku w końcu w dzisiejszych czasach pojawiło się mnóstwo dystopijnych książek o dokładnie takim samym schemacie. Presja bezlitosnej władzy i jedna, niepozorna dziewczyna, która nagle zmienia wszystko. W Niezgodnej również tak jest, jednak mam nieodparte wrażenie, że autorka skonstruowała zupełnie nowy, niepowtarzalny świat.

Niezgodna to bardzo dobra książka, którą czyta się szybko i w której nie ma czasu na nudę. Nie wymaga wiele od czytelnika, a za to daje wspaniałą historię. Zachwyciła mnie, choć uważam, że nad postacią Tris Veronica Roth powinna lepiej popracować. Mam nadzieję, że nie będę rozczarowana drugim tomem - Zbuntowaną, który z przyjemnością przeczytam.

Moja ocena: 8/10

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

poniedziałek, 19 maja 2014

072. Stanisław Lem - Solaris

Tytuł: Solaris
Autor: Stanisław Lem
Wydawnictwo: Literackie
Ilość stron: 209


Stanisław Lem, science fiction... Niby niemożliwe dla mnie. A jednak. Solaris pojawiło się na mojej drodze kilka miesięcy temu, kiedy to zabierałam się za pisanie pracy maturalnej. Temat fantastyczny jak dla mnie. Niestety, prócz zanalizowania fantasy, musiałam zmierzyć się również z literaturą science fiction, której, przyznaję szczerze, nie jestem wielką fanką. Jak było z powieścią Lema?

Akcja rozgrywa się na stacji badawczej na planecie Solaris. Jest ona pokryta niemal w całości przez ocean, a warunki, jakie na niej panują, są nieprzyjazne dla rozwoju jakiegokolwiek życia. Jednak owy ocean został sprowokowany do stworzenia "mimoidów" - zjaw czy omamów odpowiadających tłumionym w człowieku emocjom i lękom. Efektem tego są ich samobójstwa. Dlatego na stację przybywa psycholog Kris Kelvin, który dostaje za zadanie rozwiązania, a przede wszystkim zrozumienia tajemnicy solaryjskiej inteligencji.

Niewątpliwie Solaris to dzieło wyjątkowe. Na pierwszym miejscu czytelnik nie otrzymuje, jak by się mogło spodziewać, wynalazków techniki i nauki. Lektura ta jest bowiem jednym wielkim studium ludzkiej podświadomości. Autor co prawda zadaje odbiorcom pytanie o granice ludzkiego poznania, ale nie jest to jedynie poznanie obcego świata i bytu - oceanu. To również poznanie samego siebie, swoich lęków, obaw i skrytych gdzieś głęboko uczuć.

To powieść nie tylko o podróży w kosmos i życiu w kosmosie, to powieść nie tylko naukowa. Przede wszystkim to książka o miłości, niestety nieszczęśliwej, trudnej, a przede wszystkim niespełnionej miłości. Uczucia, które nie ma racji bytu, ale które istnieje i przezwycięża nawet śmierć. Myślę, że to dzięki tym aspektom Solaris tak mi się spodobało.

Nie mogło jednak zabraknąć wszystkich cech charakterystycznych dla science fiction. Niestety to nie jest "moja bajka" i owe czysto naukowe fragmenty, rozważania czy opisy jakiś wielce skomplikowanych obliczeń nużyły mnie. Niestety, z racji tego, że to na nie musiałam zwracać największą uwagę, musiałam przez nie przebrnąć. Nie odebrały mi one jednak przyjemności z czytania lektury, choć czasem musiałam sobie ponarzekać...

Dla każdego miłośnika fantastyki naukowej jest oczywiste, że dzieło polskiego pisarza jest lekturą obowiązkową. Osobom lubiącym poczytać o skomplikowanej miłości, która choć wymyślona, wydaje się być nazbyt realna, również polecam. 

Moja ocena: 7/10

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

wtorek, 13 maja 2014

071. Polscy fani Uniwersum Metro 2033 - W blasku ognia

Tytuł: W blasku ognia
Autor: Polscy fani Uniwersum Metro 2033
Wydawnictwo: Insignis
Cykl: Uniwersum Metro 2033
Ilość stron: 160


W blasku ognia to wybór najlepszych i najciekawszych opowiadań autorstwa polskich fanów Uniwersum Metro 2033 (projekt stworzony przez Dmitry'a Glukhovskiego). Niemal od początku, gdy pojawiły się pierwsze informacje, że ów e-book powstanie, wyczekiwałam go gorąco. Choć mam za sobą jedynie dwie książki z tego projektu, lektury W blasku ognia nie potrafiłam dłużej odwlekać.

Czasami przecież lepiej nie planować. Można zapeszyć. Skusić zły los. A po co to człowiekowi w tych czasach?

Darmowy e-book, bo tylko w takiej formie został wydany, składa się na kilkanaście krótkich opowiadań napisanych przez laureatów konkursu zorganizowanego na stronie metro2033.pl. Fabuła każdego z nich osadzona jest w świecie metra w klimatach postapokaliptycznych. A choć świat ten sam, tematyka jest wielce różnorodna. Mamy co prawda podziemne tunele, szczury i ludzi, którzy w obronie swojej broni są w stanie zrobić wszystko, ale nie brakuje też opowieści o wilkołaku, który sieje grozę w podziemnych korytarzach.

Moje odczucia po odłożeniu lektury są również bardzo różne. Z jednej strony jestem pełna podziwu dla Polaków, którzy odważyli się i napisali własne historie. Świadczy to również o tym jak doskonały świat stworzył sam Dmitry. W końcu jego pomysł był inspiracją. Jednak każdy medal ma dwie strony. Tak też i tutaj nie da się ukryć, że opowiadania nie dorastają do pięt samemu Metru 2033. Choć spośród nich znalazłam kilka naprawdę wybitnych, to większość pozostaje zbyt schematyczna i przewidywalna, a dodając do tego mdłą historię i bohaterów, którym czasem brak rozumu i odrobiny pomyślunku... Kilka z nich stanowczo byłoby trzeba dopracować.

Człowieczeństwo nie istnieje i nawet tutaj wciąż liczą się tylko pieniądze i układy. A dane słowo... obietnice... W Świecie Popiołów to słowa nieznane.

W blasku ognia pozostaje lekturą na jeden wieczór, do której przynajmniej ja nie mam zamiaru więcej wracać. Jednakże kilka opowiadań jest wartych poświęcenia chwili czasu przed snem lub, jak to uczynili bohaterowie, przy ognisku...

Moja ocena: 5/10

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

sobota, 26 kwietnia 2014

069. Cassandra Clare - Miasto zagubionych dusz

Tytuł: Miasto zagubionych dusz
Oryginalny tytuł: City of Lost Souls
Autor: Cassandra Clare
Wydawnictwo: MAG
Seria: Dary Anioła, tom 5
Ilość stron: 550


To jedna z recenzji, którą w mojej dość krótkiej karierze blogowej, najtrudniej się pisało. Nawet nie z powodu tego, że książkę czytałam właściwie ponad dwa miesiące... Ale najpierw pokrótce o fabule.

Wszystkie wydarzenia obracają się wokół Jace'a, który został "opętany" przez brata Clary - Sebastiana. Obydwoje wędrują po świecie za celem, o którym wie tylko Sebastian. Jace bowiem potulnie zgadza się na wszystkie jego zachcianki. Jedyną nadzieję, że w chłopaku tlą się jeszcze prawdziwe uczucia, ma Clary i dlatego to postanawia odnaleźć ukochanego i odkryć, jakie intencje ma jej brat. A cena jest spora. Chodzi tu nie tylko o życie Clary i wydawałoby się, że nieśmiertelną miłość, ale także o życie i duszę Jace'a. 

Schemat jest właściwie każdemu dobrze znany. Zbyt długo nie mogło być kolorowo między kochankami, bo byłoby za nudno i słodko. Tym razem jednak pojawia się Sebastian, który według mnie ratuje tę książkę. Z jednej strony jest strasznie podobny do ukochanego Clary, z drugiej jednak zupełnie od niego inny. Przystojny, czarny charakter, a w dodatku wydaje się być wrażliwy i uczuciowy. Ideał dla każdej dziewczyny. Tak jak niegdyś Jace był jednym z najbardziej humorystycznych postaci, tak teraz jego miejsce zajmuje syn Valentine'a. Jace został zepchnięty na dalszy plan, a przez całą sytuację "opętania" i służenia złu, pozbawiony tego, co było w nim najlepsze.

Fakt, czytałam tę książkę bardzo długo. Miałam mały kryzys, ale nawet patrząc przez pryzmat tego, myślę, że w "normalnych okolicznościach" wcale szybciej bym jej nie przeczytała. Mianowicie - strasznie mnie nużyła. 500 stron to dla mnie naprawdę niezbyt dużo. Mam jednak wrażenie, że gdyby autorka nieco jej odjęła, powieść nie straciłaby na wartości. Może by nawet zyskała. Wydarzenia ciągnęły się, a w dodatku wszystko było dla mnie nad wyraz przewidywalne. Być może po wcześniejszych częściach oczekiwałam czegoś więcej. A tymczasem jest to dobrze napisany ciąg dalszy historii. I tylko dobrze. Bo nic więcej nie potrafię na jej temat powiedzieć. A szkoda.

Moja ocena: 6/10

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

środa, 5 lutego 2014

061. Lauren Oliver - Requiem

Tytuł: Requiem
Oryginalny tytuł: Requiem
Autor: Lauren Oliver
Wydawnictwo: Moondrive
Seria: Delirium, tom 3
Ilość stron: 390


Requiem kupiłam już wczesnym latem. Sama do końca nie wiem, dlaczego przeczytałam tę książkę dopiero teraz. Z jednej strony miałam mnóstwo innych, które bardzo chciałam przeczytać, choć ta ciekawiła mnie równie mocno. Z drugiej strony nie chciałam zbyt szybko rozstawać się z bohaterami trylogii DeliriumRequiem jest bowiem trzecim i jednocześnie ostatnim tomem.

Tym razem narracja podzielona jest między dwie dziewczyny. Lena, która zdołała uciec do Głuszy, wspólnie z resztą Odmieńców wyrusza do miasteczka Waterbury, gdzie ponoć znajduje się bezpieczna osada innych niewyleczonych, chorych na delirię. Osada ludzi, którzy potrafią prawdziwie kochać. Przeciwieństwem głodu i ubóstwa jest historia Hany – dawnej przyjaciółki Leny. Dziewczyna poddała się remedium, a już niedługo ma wyjść za nowego burmistrza Portland i stworzyć z nim idealną, wzorową rodzinę. Rodzinę bogatą i znaną, ale pozbawioną jakichkolwiek czułych uczuć. Żadna z nich nie wie, że będzie dane spotkać im się jeszcze raz…

Chcieliśmy móc kochać bez przeszkód. Chcieliśmy mieć wolność wyboru. Teraz więc musimy o to walczyć.

Trylogia Delirium to jedna z wielu na rynku antyutopii. Jest jednak serią wyjątkową i zapadającą w pamięć. Lauren Oliver stworzyła prawdziwe arcydzieło, a główne wartości, jakie rządzą światem, ujęła w dość prostą historię. Historie miłosne między nastolatkami, których w księgarniach na półkach piętrzą się różne oblicza, tutaj przyjmują kompletnie inny wymiar. Ta opowieść, choć wydaje się być nieprawdopodobna, jest po prostu prawdziwa. Każdy z nas bowiem w mniejszym lub większym stopniu spotkał się z różnymi obliczami miłości. 

Bohaterowie, z którymi możemy się utożsamiać, którymi może być każdy z nas. Świat, w którym zwykły człowiek jest tylko pionkiem w ręku władzy. Świat, w którym ludzie chcą się buntować, bo pragną nie tylko kochać, ale przede wszystkim pragną być wolni.

Co to za dziwny świat, w którym ludzie pragnący po prostu kochać zostają zmuszani do walki. Co za przewrotna natura życia.

Muszę też wspomnieć, że to jedyna książka, z jaką w życiu się spotkałam, w której pisarz przedstawił tak wyraźny apel, trafiający do serc czytelników. Lauren Oliver właśnie tym mnie najbardziej ujęła. Pisze prostym, ale pięknym i osobliwym językiem. Radzi i apeluje jak kochać, jak dążyć do celów, po prostu jak żyć.

Jeśli nie jesteście przekonani do tej trylogii i wahacie się, czy po nią chwycić, nie zwlekajcie dłużej! Powtórzę raz jeszcze – to wyjątkowa historia, wyjątkowi bohaterowie i wyjątkowy świat. Myślę, że właśnie dlatego ta książka stała się bestsellerem. Jest mistrzowska i chyba te wszystkie pochwały i moje ukłony właśnie w tym słowie powinnam zawrzeć – Lauren Oliver jest dla mnie po prostu mistrzem.

Moja ocena: 10/10

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

sobota, 11 stycznia 2014

054. Dmitry Glukhovsky - Metro 2034

Tytuł: Metro 2034
Oryginalny tytuł: Метро 2034
Autor: Dmitry Glukhovsky
Wydawnictwo: Insignis
Seria: Metro, tom 2
Ilość stron: 491



Długo zwlekałam, by zabrać się za Metro 2034. Przyznam się szczerze – bałam się. Niezbyt pochlebne opinie, mówiące w skrócie, że kolejna część jest o wiele słabsza od poprzedniczki. Nie chciałam, by ta książka zepsuła moją opinię o metrze, które mnie zachwyciło. W końcu jednak przełamałam się i zabrałam za lekturę.

Akcja powieści znów rozgrywa się moskiewskim metrze, z tą różnicą, że w jego południowej części. Karawana wysłana ze stacji Sewastopolskiej po amunicję nie wróciła. By odkryć, co się właściwie stało, Homer, Ahmed oraz Hunter, który, nie wiadomo jak, przeżył po tragicznych wydarzeniach w WOGNie wyruszają w stronę tajemniczych i śmiertelnie niebezpiecznych tuneli wprost do Hanzy... Wkrótce dołącza do nich Sasza – nastolatka, skazana razem z ojcem na banicję.

Moje obawy co do tej lektury się potwierdziły. To już nie to samo metro, co w roku 2033. Metro 2033 było wręcz perfekcyjne. Nie brakowało mu niczego. Nastrój grozy i tajemniczości, jaki panował w podmoskiewskich korytarzach oraz na powierzchni, tym razem po prostu znikł. Czytelniczy mają do czynienia z pełną niebezpieczeństw wyprawą, aczkolwiek nie da się tego w tak dobitny sposób odczuć, a wędrówka staje się momentami zwykłym spacerkiem. Poprzednio, wchodząc do tuneli miało się świadomość, że razem z bohaterem się z nich nie wyjdzie. Teraz? Już nawet powierzchnia – zniszczona, na której roi się od drapieżników i mutantów – wydaje się być niczym.

Duże zastrzeżenie mam także do bohaterów. Autor skupił się na ich profilu psychologicznym, roztrząsaniu z nimi przeszłości jeszcze przed wojną, na ziemi, co negatywnie wpłynęło na akcję, która wlokła się niemiłosiernie. (Teraz już sama nie wiem, czy lepiej mało zarysowany profil bohatera, czy wręcz przerysowany... Chyba każdy z pisarzy powinien znać umiar). Momentami książka była naprawdę męcząca i nużyła do tego stopnia, że musiałam ją odłożyć na bok. W dodatku ni stąd, ni zowąd pojawia się nasz znajomy z poprzedniej części – Artem. Nie wiadomo jak, nie wiadomo skąd, nie wiadomo, dlaczego znajduje się w zupełnie innej części metra, a co gorsza – nie jest to w ogóle czytelnikowi wyjaśnione.

Spodziewałam się czegoś więcej. Spodziewałam się kolejnej, rewelacyjnej przygody w metrze, a dostałam coś na pograniczu fantastyki postapokaliptycznej i dramatu psychologicznego, słaniającego się niestety bardziej do drugiego gatunku.

Mimo wszystko książka nadal daje ogromne przesłanie i potwierdza fakt, że to tylko i wyłącznie człowiek jest największym zagrożeniem dla drugiego człowieka.

Pozostaje mi tylko wierzyć, że Metro 2035 wyjdzie autorowi o wiele lepiej i choć w minimalnym stopniu dorówna pierwszej części.

Moja ocena: 6/10

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

poniedziałek, 6 stycznia 2014

053. Gena Showalter - Alicja w krainie zombie

Tytuł: Alicja w krainie zombie
Oryginalny tytuł: Alice in Zombieland
Autor: Gena Showalter
Wydawnictwo: Mira
Seria: Kroniki białego królika, tom 1
Ilość stron: 508



Tematyka zombie jest w dzisiejszej kulturze niezwykle popularna. Zwłaszcza w literaturze osiąga swoje apogeum. Książek na temat żywych trupów powstaje coraz więcej, a pisarze muszą się bardzo natrudzić, aby ich dzieło zasłynęło choć odrobinę w świecie. Alicja w krainie zombie już ze względu na sam tytuł nawiązujący do bajki wabi czytelnika. Ale czy jest do czego?

Główną bohaterką jest Alicja, która w wypadku samochodowym traci rodziców i siostrę.  Przeprowadza się do dziadków i zaczyna naukę w liceum, gdzie zaprzyjaźnia się z Kat – kompletnym przeciwieństwem Ali. Nastolatka zyskuje popularność w szkole i trafia w oko jednemu z największych buntowników – Cole’owi. Chłopak razem ze swoją paczką przyjaciół poluje na zombie. Poznając go, Alicja poznaje świat, o którym zawsze mawiał jej ojciec, przed którym tak bardzo chronił ją, jej siostrę i matkę, ale świat, w który Ali nigdy nie chciała mu uwierzyć. Jak będzie teraz?

Przede wszystkim spodziewałam się więcej nawiązań do pierwowzoru – Alicji w krainie czarów. Prócz królika, który pojawia się na niebie i tytułów rozdziałów oraz oczywiście imienia głównej bohaterki, nic więcej czytelnik raczej nie spotka. Po drugie byłam nieco rozczarowana tym, że Alicja w krainie zombie nie jest pierwszą powieścią o takim tytule. Już wcześniej napisano książkę tak samo zatytułowaną. Prawdę mówiąc, myślałam, że autorka jest nieco bardziej oryginalna, a przede wszystkim, że podoła poprzeczce, jaką sobie postawiła.

Bohaterowie? Jest ich mnóstwo. Czytelnicy poznają klasyczny typ nastolatków imprezowiczów. Aż dziw, że tytułowa bohaterka stroni od alkoholu… Cole – buntownik – typowy niegrzeczny chłopak, który swoim zachowaniem przyciąga dziewczyny jak magnes. I tutaj drugie zdziwienie – choć nie stroni od towarzystwa dziewczyn, nagle Ali staje się dla niego tą jedyną, której musi strzec jak oka w głowie. Wiem, że jest to typowy schemat dla literatury młodzieżowej, aczkolwiek wiem również, że takie zachowanie graniczy z cudem…

Zaczęłam od minusów, a jakie są plusy? (Przyznam się szczerze, że naprawdę trudno jest mi je wymienić; musiałam długo myśleć). Przede wszystkim kreacja żywych trupów, z jaką nigdy wcześniej się nie spotkałam. Zombie nie są tutaj rozpadającymi się zwłokami, które bezmyślnie ciągną do ludzi, by się pożywić. Zostały ukazane jako forma dusz, a co więcej – istot myślących, zdolnych porozumieć się z człowiekiem.  Autorka opisała je dość dokładnie, za co chwała jej. Po drugie, historia jaką stworzyła, mimo wielu ale, kusi i wciąga. Choć z początku akcja rozwijała się wolno, a trupów było niewiele, pod koniec mamy prawdziwy mix wszystkiego (pisarka chyba chciała zadośćuczynić za początkową nudę). Wszystko to składa się w przemyślaną, ale niestety czasem nieco nieskładnie opisaną historię. Całą książkę jednak ratuje jedna, drugoplanowa, a nawet epizodyczna bohaterka – Kat. Jej wypowiedzi oraz zachowanie, nie tylko względem przyjaciół, ale również samej siebie były dla mnie powodem do śmiechu, ale również do podziwu dla niej.

Dziękuję również za wywiad z Geną umieszczony na końcu książki, dzięki któremu zapałałam do niej sympatią i ostatecznie wiem, że jednak będzie część kolejna książki, na którą miałam nadzieję, czytając zakończenie. Mam także nadzieję, że kontynuacja będzie napisana nieco lepiej niż poprzedniczka.

Moja ocena: 7/10 (mimo mojej dośc krytycznej oceny, miło wspominam lekturę tej książki)

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

piątek, 27 grudnia 2013

047. Cassandra Clare, Rees Brennan Sarah - What Really Happened in Peru

Tytuł: Co naprawdę wydarzyło się w Peru (nie została wydana w Polsce)
Oryginalny tytuł: What Really Happened in Peru
Autorzy: Cassandra Clare, Rees Brennan Sarah
Wydawnictwo: Margaret K. McElderry Books
Seria: Kroniki Bane'a
Ilość stron: 40



Każdy z Was, kto czyta tego bloga, na pewno wie, że darzę miłością, jak również i sentymentem, Cassandrę Clare. Choć nieco zawiodłam się pierwszą częścią Diabelskich maszyn, seria Dary Anioła jest dla mnie czymś naprawdę magicznym i fantastycznym. Prócz mojego uwielbienia do jednego z bohaterów – Jacego Waylanda, równym uwielbieniem darzę też Magnusa Bane’a. Zabrałam się więc za krótkie opowiadanie z cyklu Kronik Bane’a: Co naprawdę wydarzyło się w Peru.

Nie będę przedstawiać fabuły, bo naprawdę nie ma o czym mówić. Jest to po prostu kilka historii czarownika i jego przyjaciela Ragnora podczas ich pobytu w Peru w XVIII, XIX i XX wieku.

Trudno mi było cokolwiek o tym „dziele” napisać. Bohater, którego humor był dla mnie niejednym powodem do śmiechu i łez (spowodowanych śmiechem oczywiście), został ukazany w nader infantylny i powierzchowny, a wręcz prostacki sposób. A jego humor? Pisany na siłę, ukazujący skrajną głupotę.

Nie wiem, jak przedstawiają się dalsze części Kronik i naprawdę nie mam siły i chęci do nich zaglądać. Po prostu nie chcę psuć sobie wizerunku autorki, której powieści są dla mnie czymś, przy czym mogę odpocząć i się odprężyć. Odniosłam wrażenie, że Kroniki były pisane jedynie dla chęci zarobku, a nie dla jakości i zawartości.

Osobiście? Nie polecam ich nikomu, nieważne jak bardzo kochacie tego bohatera. Wierzcie mi – nie chcecie sobie psuć jego – idealnego wręcz – wizerunku.

Moja ocena: 1/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANTASTYKĘ

niedziela, 22 grudnia 2013

044. J.K. Rowling - Harry Potter i kamień filozoficzny

Tytuł: Harry Potter i kamień filozoficzny
Oryginalny tytuł: Harry Potter and the Philosopher's Stone
Autor: J. K. Rowling
Wydawnictwo: Media Rodzina
Seria: Harry Potter, tom 1
Ilość stron: 324


Tytuł Harry Potter i kamień filozoficzny znany jest każdemu. Jeśli nie czytaliście, na pewno obejrzeliście (fantastyczny moim zdaniem) film. Wiele by mnie opuściło, gdybym nie zabrała się za lekturę o czarodzieju z Hogwartu, dlatego postanowiłam ją przeczytać.

Głównym bohaterem jest młody Harry Potter – sierota, wychowanek mugoli Dursley’ów. W swoje jedenaste urodziny dowiaduje się, że jest znanym czarodziejem i trafia do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Tam poznaje dwójkę najlepszych przyjaciół – Rona i Hermionę oraz wrogów, np. Draco Malfoy’a, uczy się sztuczek magicznych, walczy z trollem oraz zostaje szukającym w najsłynniejszej grze w świecie magii – qudditchu. Na dodatek musi zmierzyć się z Lordem Voldemortem, który w przeszłości zabił jego rodziców i nieskutecznie jego samego.

Trudno napisać mi recenzję tak znanej książki jak Harry Potter i kamień filozoficzny. Ci, którzy są jej zwolennikami (również ja), zachwalają tę powieść. Są również przeciwnicy serii o młodym czarodzieju, którzy nie rozumieją fenomenu Harrego Pottera.

W głównej mierze sławę książce przyniosła ekranizacja, ale sama pozycja nie jest zła. Czyta się ją w niesamowicie szybkim tempie, akcja wre prędko do przodu, a gdy skończy się jeden rozdział, pragnie czytać się od razu następny, bez względu na obowiązki w życiu codziennym. Mnogość bohaterów i ich charakterów jest zdecydowanie na plus, choć może nieco razić to, że bardzo łatwo każdemu z nich idzie przyczepić określone metki. Ten ubytek ratują jednak interesujące historie ich życia i mimo, że są czarodziejami, każdy czytelnik – zwykły człowiek – może się z nimi utożsamiać. Jedyną postacią, która wykracza ponad wszelkie reguły jest nauczyciel eliksirów – Severus Snape. Przez obejrzenie filmu znam całą historię, aczkolwiek jest on w taki sposób opisany, że nadal mam dużo wątpliwości, co do tego, po jakiej stronie stoi. 

Pierwszej części właściwie nic złego nie można zarzucić. Jest wręcz idealna. Jedyne, co może razić czytelnika, jest wyraźnie niewprawiony warsztat pisarski autorki. Wierzę, że w kolejnych tomach się to poprawi.

Będąc młodsza, chciałam zabrać się za tę serię. Nic dziwnego, że zabrałam się za jej czytanie od drugiej części, bo często czytam serie nie po kolei. Szybko się jednak nią znudziłam. Teraz nie żałuję, że wróciłam do tej lektury. Już czekają na mnie kolejne tomy przygód młodego czarodzieja. A jeśli jeszcze jej nie czytaliście, nie czekajcie, tylko biegnijcie po książkę. Jeśli jednak macie już tę serię za sobą, myślę, że warto do niej kiedyś powrócić. Miłej lektury!

Moja ocena: 9/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 
CZYTAM FANTASTYKĘ

czwartek, 19 grudnia 2013

043. Dee Shulman - Gorączka 1

Tytuł: Gorączka 1
Oryginalny tytuł: Fever 
Autor: Dee Shulman
Wydawnictwo: Egmont
Seria: Poza czasem, tom 1/ Gorączka, tom 1
Ilość stron: 428



O istnieniu takiej książki, jak Gorączka dowiedziałam się dzięki portalowi Lubimy Czytać. Z opisu wydawała się ciekawa, zachęcała do przeczytania. Kilka razy widziałam ją w bibliotece, ale jakoś zawsze wybierałam inne książki. Ostatnio jednak w końcu ją wypożyczyłam, a z czytaniem nie zwlekałam – zabrałam się za nie już tego samego dnia.

Główną bohaterką jest Ewa – licealistka, która zdążyła na własne życzenie zostać wyrzucona z dwóch szkół. Gdy postanawia, że nie będzie się dłużej uczyć, nagle na jej drodze staje prywatna szkoła z internatem – St Magdalene’s – wyposażona w mikroskop elektronowy, czyli rzecz, przy której dziewczyna pragnie pracować najbardziej. Zapisuje się więc do owej szkoły, zdaje trudne egzaminy wstępne i zaczyna naukę. Poznaje kilku przyjaciół, nawet zakłada zespół, ale przede wszystkim mieszka z dala od swojej matki, jej chłopaka i przyszywanego brata, którego nienawidzi. Wkrótce poznaje tajemniczego Setha Leontisa – starożytnego słynnego gladiatora. Seth w swoich czasach zakochał się w Liwii o wyglądzie identycznym co Ewa… Tę dwójkę bohaterów łączy również tajemnicza gorączka, która powoli wykańcza Ewę, a za sprawą której Seth znalazł się we współczesności.

Z początku nie wiedziałam, co o tej książce sądzić. Z jednej strony, chcę przeczytać kolejną część, a z drugiej, cieszę się, że już skończyłam pierwszą.

Rzadko spotykam się z książkami, które początkowo są fantastyczne – wciągająca historia, ciekawi bohaterowie, jednak z każdą kolejną stroną było coraz gorzej. Wydarzenia wydawały się przerysowane, ciągnęły się niemiłosiernie, a zarys bohaterów, który wydawał się „dobry”, stawał się płytki. Ich charaktery i metki typu „dobry” lub „zły”, które bez problemu mogłam im przyczepić są głównym minusem książki.

Starożytna miłość Liwii i Setha była według mnie miłością zakazaną, kończącą się tragicznie, aczkolwiek miłością, o której chciało się czytać. Z kolei miłość między Ewą a Sethem jest przewidywalna. W dodatku niezdecydowanie bohaterów, czy pozostać przy ukochanym, czy jednak uciec jest zdecydowanie irytujące.

Trudno też nie wspomnieć o samej głównej bohaterce – niby nad wyraz inteligentnej nastolatce, która z powodzeniem łamie hasła i włamuje się do szkolnych systemów, która celująco zdaje trudne egzaminy wstępne, czasem zdającej się być zwyczajnie głupią i naiwną. Bo który mądry człowiek, mając na swoim koncie nieskończone liceum, szuka pracy w laboratorium, pracy z mikroskopem elektronowym…

Książka sama w sobie nie jest zła. Myślę, że autorka popełniała głupie błędy, ale przede wszystkim mogła bardziej dociągnąć fabułę i wprowadzić kilka, moim zdaniem dość ważnych i znaczących, poprawek. Na szczęście, mimo ciągnącej się akcji, książkę czyta się wyjątkowo szybko. Nie wiem również, czy był to specjalny zabieg autorki, czy zwykły przypadek, że skończyła książkę, pozostawiając czytelnikowi kluczowe sprawy niewyjaśnione. Jest to jednak powód, dla którego sięgnę po kolejną część, mając też nadzieję, że będzie ona znacznie lepsza od Gorączki 1.

Moja ocena: 5/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANTASTYKĘ

poniedziałek, 9 grudnia 2013

041. Cassandra Clare - Mechaniczny anioł

Tytuł: Mechaniczny anioł
Oryginalny tytuł: Clockwork Angel
Autor: Cassandra Clare
Wydawnictwo: MAG
Seria: Diabelskie maszyny, tom 1; prequel trylogii Dary Anioła
Ilość stron: 470



Dla osoby, która polubiła twórczość Clare, bo ma już za sobą większość serii Dary Anioła, jest wręcz obowiązkiem sięgnięcie po Mechanicznego anioła.

Historia zaprowadza czytelnika do wiktoriańskiej Anglii. Młoda Tessa przybywa tam statkiem z Nowego Jorku, pragnąc spotkać swojego brata Nathaniela. Zamiast niego, w porcie czekają na nią nieznajomi. Zamieszkuje z Mrocznymi Siostrami - dwójką kobiet, które twierdzą, że dziewczyna posiada niesamowity dar - jest zmiennokształtną i potrafi zmieniać się w postać każdego człowieka, zmarłego lub żywego, jeśli trzyma tylko w ręku należącą do tego człowieka rzecz. Dar ów staje się dla Tessy przekleństwem. Zmiany bowiem są bardzo bolesne i męczące, a nowy, podziemny świat, jaki poznaje i o którego istnieniu nigdy wcześniej nie miała pojęcia, nie wydaje być się bajkowym. Nagle jednak na jej drodze staje Nocny Łowca, Will Herondale, który ratuje dziewczynę z opresji i wprowadza ją do Instytutu - miejsca, które być może stanie się dla niej nowym, bezpiecznym domem...

Wszystkie fanki Clare, a także tej serii, pewnie mnie teraz zabiją lub przynajmniej zbesztają z błotem, ale muszę być szczera – mianowicie książka  mnie ogromnie rozczarowała. Choć historia była ciekawa (napomnę tylko, że akcja prawdziwie rozkręciła się dopiero po ponad połowie książki) i samo osadzenie jej w czasach wiktoriańskich (Anglia, Londyn – czyli wszystko co kocham całym sercem) jest ogromnym plusem dla autorki.  Mam natomiast ogromne wrażenie, że Clare chwyciła się pewnych schematów, które ni mniej, ni więcej – przyniosły jej ogromny sukces i popularność. Schematy te można tłumaczyć tym, że jest to prequel trylogii, ale powiedzmy sobie szczerze… Pewne „podobieństwa” do Miasta kości są przesadzone. Jeden z bohaterów, Will Herondale mógłby być bratem przyrodnim Jacego Waylanda. Charakter  Willa, który jest, nie przesadzę,  mówiąc: identyczny co Jacego. Will jest arogancki, zadufany w sobie, posiadający najbardziej opryskliwe wypowiedzi i doprowadzający swoje otoczenie do szaleństwa. Jednocześnie jest przez to bohaterem, który intryguje czytelnika i sprawia, że jest on najciekawszą postacią w całej książce. Jedyne, co różni obu panów to chyba tylko kolor włosów. Tessa z kolei jest odpowiednikiem Clary. To zwykła dziewczyna, która nagle staje się kimś i ma przez to wpływ na losy świata. Prawda, że czytaliście już kiedyś  taką samą historię?

Więc powiem to jeszcze raz – jestem okropnie rozczarowana i zawiedziona. Chciałam poznać coś nowego, na nowo odkryć Nocnych Łowców i ich perypetie. A dostałam zaledwie „odgrzane kotlety”. Nie twierdzę, że jest to zła książka. Prócz wlekącej się akcji wszystko jest całkiem w porządku, a gdybym jednak nie przeczytała wcześniej Miasta kości wszystko byłoby nawet bardzo w porządku.

Po tej lekturze pozostaje mi niedosyt i lekki niesmak. Myślę, że jak na razie odłożę w czasie poznanie dalszych przygód Tessy i jej nowych przyjaciół, aczkolwiek wiem, że kiedyś na pewno sięgnę po kolejne części. Choćby z powodu otwartego zakończenia, które wzbudziło moją ciekawość i ostatecznie jakoś uratowało w moich oczach tę lekturę.

Moja ocena: 6/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANTASTYKĘ

poniedziałek, 25 listopada 2013

038. Mats Strandberg, Sara B. Elgren - Ogień

Tytuł: Ogień
Oryginalny tyuł: Eld
Autorzy: Mats Strandberg, Sara B. Elgren
Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria: Engelsfors, tom 2
Ilość stron: 693



Ogień znalazł się w moim ręku przypadkowo. Natrafiłam na niego w bibliotece, choć przeczytanie pierwszej części skandynawskiej serii miałam dopiero w planach. Jako, że w moim mieście, takie nowości jak Ogień, są szybko wypożyczane i właściwie ciężko je dostać, tę pozycję zabrałam ze sobą do domu od razu.

Głównymi bohaterami jest piątka na pozór zwyczajnych nastolatek z małego szwedzkiego miasteczka Engelsfors: Minoo, Linnea, Anna–Karin, Vanessa i Ida. Młode czarownice po ostatnich demonicznych wydarzeniach myślały, że w końcu w mieście zapanuje spokój. Wszystko jednak zmierza w odwrotnym kierunku. Adriana Lopez – dyrektorka zostaje zwolniona ze szkoły, Nicolaus, który zawsze wspierał dziewczyny, nieoczekiwanie wyjeżdża, za to do miasta przyjeżdżają Alexander i Victor – wysłannicy Rady, którzy oskarżają Annę-Karin o nieprzepisowe używanie magii, za które grozi jej potężna w skutkach kara. Jednocześnie nad światem pojawiają się czarne chmury – zbliża się apokalipsa, którą tylko magiczni Wybrańcy mogą powstrzymać…

Po rewelacyjnej pierwszej części przyszedł czas na drugą, która o dziwo okazała się jeszcze lepsza. Czytałam wiele pochlebnych recenzji, a każda z nich mówiła przede wszywstkim jedno - choć Ogień jest dobry, nie dorównuje Kręgowi. Osobiście nie zgadzam się z tymi opiniami.

W tej książce wszystko do siebie pasuje i ze sobą współgra. Każdy elemnt jest dopracowany do perfekcji. Bohaterowie, którzy sen spędzili z moich powiek i których nie potrafiłam poszufladkować, przykleić im odpowiedniej metki: "dobry" lub "zły". Podziwiałam ich i denerwowałam się na nich jednocześnie. Po drugie, sceneria - autorzy pokazali, że nawet zwyczajna szkoła potrafi być niezwykła. No i skandynawski klimat, za który pokochałam ten serię od pierwszego wejrzenia. Co tu dużo pisać? Nic dodać, nic ująć. Z niecierpliwością czekam na trzecią część sagi - Klucz.

Ogień jest rewelacyjną kontynuacją Kręgu, za którą warto się zabrać od razu, jeśli przypadła Wam do gustu pierwsza część. Polecam z czystym sercem!

Moja ocena: 10/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANASTYKĘ

niedziela, 17 listopada 2013

037. Mats Strandberg, Sara B. Elgren - Krąg

Tytuł: Krąg
Oryginalny tytuł: Cirklen
Autorzy: Mats Strandberg, Sara B. Elgren
Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria: Engelsfors, tom 1
Ilość stron: 574


Literatura skandynawska jest w moim życiu bardzo ważna, tak samo zresztą jak sama Skandynawia, której jestem zakochana po wsze czasy. Kryminały skandynawskie zna chyba każdy, a co, z kryminałami, w których pojawiają się wątki magiczne? Seria Engelsfors jest ostatnio na rynku bardzo popularna, zwłaszcza, że od sierpnia czytelnicy mają okazję poznać drugą część magicznej sagi. Czy warto?

Małe miasteczko Engelsfors w Szwecji. Siedmioro, na pozór zwyczajnych, uczniów tamtejszej szkoły. Elias, Rebecka, Minoo, Linnea, Anna-Karin, Vanessa i Ida. Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy Elias popełnia samobójstwo… Wtedy to pozostała szóstka, nie wiedząc w jaki sposób, udaje się w to samo miejsce. Tam dowiadują się, że każda z nich jest czarownicą - Wybrańcem, ma swój żywioł, magiczne zdolności. No i muszą uratować świat przez złem. Wtedy też z dachu rzuca się Rebecka. Ale czy na pewno obydwie śmierci były wynikiem targnięcia się na życie? Piątka Wybrańców musi rozwikłać tajemniczą zagadkę, a jednocześnie walczyć, by samemu nie zginąć…

Z pozoru zwyczajna historia. Nastolatkowie, każde z nich odkrywa w sobie magiczne zdolności, które obracają ich życie do góry nogami. Wszystko wydaje się niemal programowe, schemat taki sam, jak w innych dzisiejszych młodzieżówkach. Mówię jednak z góry – ta książka wcale do typowych nie należy. 

Narracja prowadzona jest ze strony każdego bohatera. Czytelnik zapoznaje się z ich życiem – domem oraz szkołą, relacjami z rodzicami, przyjaciółmi, miłością. Każdy bohater jest zupełnie inny – Minoo ma na pozór idealny dom, Linnea natomiast walczy, aby opieka społeczna nie odebrała jej mieszkania. Czytelnik może utożsamić się z bohaterem i jego problemami, codziennością. Autorzy bowiem doskonale ukazali realia nastoletniego życia.

Z początku opowieść nieco mi się dłużyła. Nie powiem, że nudziła, bo wcale tak nie było, aczkolwiek niczym nie odbiegała mi ona powieści obyczajowej. Dopiero po kilkunastu rozdziałach pojawiają się wątki magiczne, co bardzo ubarwia historię. Akcja jednak nadal nie była zbyt szybka. Przyznam szczerze – nie czytałam jej z zapartym tchem, ale nie żałuję tej lektury. Północny klimat wręcz bije od książki, co było dla mnie ogromnym plusem. Czy wydarzenia działy się w lesie, czy w szkole – zawsze miałam poczucie mroczności i wiedziałam, że niedługo wydarzy się coś znaczącego. Choć nigdy nie wiedziałam co – autorzy pomysłowością zaskakiwali mnie na każdej stronie.

Według mnie, jest to książka nie tylko o magii, ale przede wszystkim o grupie nastolatek, które muszą poradzić sobie z dorosłym życiem – podejmować dojrzałe decyzje, bo to od nich będą zależeć nie tylko ich losy, ale i losy całego świata. To książka o walce o przetrwanie. Ale też próbie zespolenia – mniej lub bardziej udanego. Wyobraźcie sobie – nagle musicie na siłę przebywać z kimś właściwie przez większość swojego wolnego czasu, rozmawiać z tym kimś i próbować działać w grupie, znaleźć wspólne rozwiązanie, które będzie dobre dla wszystkich, choć w głębi duszy tego kogoś nienawidzicie. Myślę, że dla każdego młodego człowieka jest to dość poważny problem, z którym bardzo ciężko jest sobie poradzić. Bohaterki tej powieści tego dowiodły. 

Dlatego też Krąg polecam każdemu, nie tylko lubującym się w czarach i magii. Autorzy dowiedli mi, że książki z Północy, nie tylko kryminały, są naprawdę godne przeczytania.

Moja ocena: 8/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANTASTYKĘ

niedziela, 10 listopada 2013

036. Cassandra Clare - Miasto upadłych aniołów

Tytuł: Miasto upadłych aniołów
Oryginalny tytuł: City of Fallen Angels
Autor: Cassandra Clare
Wydawnictwo: MAG
Seria: Dary Anioła, tom 4
Ilość stron: 434


Po Mieście szkła, którym właściwie nadal jestem oczarowana, było dla mnie kwestią czasu to, abym sięgnęła po kolejny tom Darów Anioła, mając nadzieję, że będzie on równie dobry jak poprzedni.

W świecie Nocnych Łowców i innych Podziemnych wszystko wydaje się układać. Clary w końcu może być z Jacem. Jej matka wychodzi za mąż za Luke'a. Alec podróżuje po świecie z Magnusem. Tylko Simon ma małe problemy - którą dziewczynę wybrać? Isabelle czy Maię? Długo jednak nie mogło być kolorowo. Ktoś morduje Nocnych Łowców i podrzuca ich ciała w miejsca, gdzie mieszkają wampiry, wilkołaki i faerie. Wygląda na to, że ktoś próbuje skłócić ich ze sobą, a przez to zerwać pakt między Nocnymi Łowcami i Podziemnymi, który dopiero co zawarto w Idrysie. W tym samym czasie Simonem zaczyna interesować się piękna, ale równie niebezpieczna wampirzyca Camillie, która pragnie odzyskać władzę w Nowym Jorku. W mieście pojawia się tajemniczy Kyle, który uwagę swoją skupia także na Chodzącym Za Dnia. Na dodatek Jace zaczyna oddalać się od Clary, a dziewczyna zupełnie nie wie, co ma zrobić. Jak bohaterowie poradzą sobie z kolejnymi trudnościami?

Miałam ogromną nadzieję, miałam. Jednak rozczarowałam się, ale na szczęście nie tak bardzo. Fakt, książka nie trzyma poziomu trzeciego tomu, który był wręcz rewelacyjny. Ale, co również jest faktem, nadal w pewiem sposób jest świetna. 

Z początku akcja "wlokła" się niemiłosiernie. Wszystko było  pokazane w różowych barwach, aczkolwiek nad bohaterami już pojawiały się ciemne chmury. Simon, którym byłam tak zachwycona wcześniej, teraz okazał się zwyczajnie dziecinny. No ale chyba nic nie irytowało mnie bardziej od zachowania Jace'go. Miało to co prawda swój powód, jednak zakończenie, jakie napisała autorka, było już dla mnie lekką przesadą. Wiedziałam, że w związku Clary i Jace'a długo nie będzie się dobrze dziać, nie spodziewałam się również wielkiego happy endu, no ale uważam, że Cassandra Clare nieco przegięła. Myślę, że sami najlepiej zrozumiecie o co mi chodzi, gdy przeczytacie tę książkę. Muszę jeszcze wspomnieć o pewnych irytujących gestach bohaterów. Mianowicie, Clary zagryzała wargę, Jace odgarniał włosy z czoła, a Isabelle rutynowo nawijała ich kosmyk na palec, gdy była zdenerwowana. Z jednej strony dobrze, że każdy z bohaterów cechuje się czymś "oryginalnym", ale z drugiej nie przesadzajmy - gesty te bowiem pojawiały się notorycznie co kilkanaście stron.

Ale, żeby wszystko nie było w czarnych barwach, książka ma też w sobie dużo dobrego! Podobał mi się pomysł autorki, aby odstawić na bok wątek Clary i Jace'a. Na główny plan przeszedł Simon i jego wampiryczne życie. Młodzi Nocni Łowcy nadal często się pojawiali, ale Simon miał w tej części prawdziwe pole do popisu. Już mówiłam, że był on zwyczajnie dziecinny, aczkolwiek w zakończeniu autorka trochę zrehabilitowała się przedstawieniem jego postaci. Również pomysł na samą historię również wart jest pogratulowania. Szkoda jedynie, że akcja nabrała tempa dopiero w ostatnich kilku rozdziałach, które czytałam z zapartym tchem, w przeciwieństwie do początku. No i humor! Dialogów, przy których wybuchałam śmiechem, jest tutaj całe mnóstwo. Chyba właśnie za te dowcipne rozmowy i docinki bohaterów tak uwielbiam tę serię. 

Podsumowując, uważam, że dla samego zakończenia warto przebrnąć przez "byle jaki" początek. Choć to już nie to samo, co wcześniej, książka nadal jest bardzo dobrą pozycją dla każdego fana takich opowiastek.

Moja ocena: 7/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania
CZYTAM FANTASTYKĘ