Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CZYTAM FANTASTYKĘ 2014. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CZYTAM FANTASTYKĘ 2014. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 września 2014

096. Jakub Ćwiek - Kłamca 2,5. Machinomachia

Jakub Ćwiek  już wielokrotnie potwierdził, że polski pisarz również może tworzyć bestsellery na miarę tych światowych. Seria o Kłamcy jest ich doskonałym przykładem. Tym razem jednak, prócz samej książki, czytelnik dostaje grę o zabawnej nazwie Kłamcianka towarzyska. To zdecydowanie coś, czego w Polsce jeszcze nie było.

Kłamca 2,5. Machinomachia składa się na dwa krótkie opowiadania oraz tytułową nowelkę. Wszystkie trzy fabularnie osadzone są w świecie Kłamcy. Posiadacz książki przeczyta o historii z indiańskim bóstwem, pozna Lokiego jako swata anioła i śmiertelniczki, a także odwiedzi go w Tokio, gdzie bohater będzie próbował poradzić sobie z pewnym planem.

Tytułowe, najdłuższe opowiadanie jest mistrzowskie, aczkolwiek nie ukrywam, że to w drugim - Swacie - odnalazłam to, na co tak czekałam. Pełne akcji i przemocy, humoru typowego dla głównego bohatera. Nie zabraknie więc ciętego języka, arogancji i cynizmu oraz seksu. Jednak nie liczcie na za wiele, bo Jakub Ćwiek zna umiar. Pod kurtyną trudnego charakteru Lokiego, dostrzeżemy także niebywałą inteligencję i spryt. Nordyckiego boga po prostu nie da się nie lubić.

Pisarz serwuje czytelnikowi bardzo dobry zbiór opowiadań. Wszystko się w nim zgadza, dopieszczony jest niemal każdy wątek. Niezbyt wzniosły język pozostaje poprawny. Jednak z treści nie wyniesie się właściwie żadnego przekazu, więc jeśli na to liczycie, niechybnie się zawiedziecie. Machinomachia bowiem to przede wszystkim akcja, krew i perfekcyjna ironia, którą odnajdziecie tutaj we właściwie każdym zakamarku.

Dodatkiem do książki jest Kłamcianka Towarzyska. Gra karciana, choć na pozór nieco skomplikowana, okazuje się być  dość prostą. Instrukcja, zamieszczona na ostatnich stronach, wszystko zgrabnie i obrazowo wyjaśnia. Nie ma co prawda określonej liczby graczy, ale im ich więcej, tym będzie zabawniej!

Ćwiek powrócił w dobrym stylu, a jedynym mankamentem książki jest jej objętość. Te trzy opowiadania to zdecydowanie zbyt mało. Jednak fantastyczna gra pozwala nacieszyć się światem Kłamcy jeszcze długo po zakończeniu lektury.

Kłamca 2,5. Machinomachia jest przyjemnym przypomnieniem postaci Lokiego. Jednakże pozostaje tylko tym, bo owy zbiór jest pozycją dobrą na zaledwie jeden wieczór. Miejmy jednak nadzieję, że ta książka jest zapowiedzią  następnych historii o Kłamcy, bo jednak po zakończeniu Machinomachii można odczuć pewien niedosyt.

Moja ocena: 7/10

Jakub Ćwiek, Kłamca 2,5. Machinomachia, Wydawnictwo SQN, Kraków 2014. s. 192

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu SQN:

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

wtorek, 9 września 2014

095. Kady Cross - Dziewczyna w stalowym gorsecie

Epoka wiktoriańska wraz z X-Menami? Lubię historie traktujące o tych czasach, natomiast bajką o X-Menach zachwycałam się w dzieciństwie, podobnie zresztą jak teraz uwielbiam filmy z tej serii. Więc dlaczego by nie chwycić po książkę? W dodatku ta wpadająca niemal od razu w oko okładka, a wierzcie mi, że oprawa graficzna jest dla mnie bardzo ważna.

Główną bohaterką jest szesnastoletnia Finley, która po raz kolejny traci pracę za sprawą swoich tajemniczych, przeklętych zdolności. Jest urodziwą młodą dziewczyną, a przez to wabi do siebie mężczyzn. Gdy opisywanej nocy powala wielbiciela jednym ciosem, ucieka, a chwilę później trafia na przystojnego Griffina, który również skrywa mroczną tajemnicę...

Żadna osoba nie była zupełnie dobra czy zupełnie zła-jedna część nie mogła istnieć bez drugiej.

Zacznijmy jednak od tego, że podchodziłam do tej książki aż trzy razy. Za pierwszym przeczytałam około piętnastu stron, drugie podejście również nie było zbyt owocne. Za trzecim razem w końcu dałam jej szansę i przeczytałam w całości Dziewczynę w stalowym gorsecie, ale nadal zastanawiam się, czy nie lepiej było zakończyć moją przygodę z nią, jeszcze zanim ona się tak właściwie rozpoczęła.

Za sam pomysł autorce można postawić ogromnego plusa. I zrobiłabym to z ogromną chęcią, jeśliby oczywiście pisarka poradziła sobie z historią. To, że była ona nudna i przewidywalna jest oczywiste. Ta opowieść była wręcz infantylna i tak banalnie prosta, że aż boli. Bohaterowie również nie przyciągają uwagi czytelnika. Samo przez siebie mówi to, że miałam ogromny problem z zapamiętaniem ich imion. Gdy w końcu mi się to udało, książka się skończyła, a i one szybko wyparowały mi z głowy. Finley irytowała mnie na każdym kroku swoją głupotą i sztuczną słabością. Griffin, bohater, którego powinnam uwielbiać - arogancki, ale bardzo przystojny - tutaj w ogóle nie przypadł mi do gustu. O całej reszcie aż szkoda wspominać.

Na ludzkie serce nie było ceny.

Jedyne, do czego nie mogę się przyczepić to język. Pasował idealnie do młodzieżówek - ani nie zbyt ambitny, ani nie też zbyt prosty. Choć strasznie irytowały mnie zabiegi autorki. Gdy już zaczęła pewne sytuacje i bohaterów porównywać do innych postaci literackich, to przez dobre pół książki robiła to notorycznie.

Żałuję bardzo, że Kady Cross nie udało przenieść się mnie do czasów wiktoriańskiej Anglii. Żałuję również, że przynajmniej w połowie nie zachwyciła mnie tak swoim tworem, jak zachwycają mnie X-Meni. Być może pomysł był oryginalny, ale wyraźnie widać, że pisarka nie udźwignęła postawionemu sobie zadaniu. 

Nie powiem, by książka była aż tak zła. Po prostu nic nie wniosła do mojego życia. Nie zapadła mi w pamięci. Co prawda, nie była aż tak słaba, bym przerwała czytanie (bo jednak dotrwałam do końca!), ale jednak na tyle nudna i banalna, bym nie miała ochoty na kontynuacje. I Wam również ją odradzam. A już na pewno odradzam jej kupno, bo sama żałowałabym wydanych pieniędzy na Dziewczynę w stalowym gorsecie.

Moja ocena: 3/10

Kady Cross, Dziewczyna w stalowym gorsecie (ang. The girl in the steel corset), wyd. Fabryka Słów, Lublin 2013. s. 400

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

czwartek, 26 czerwca 2014

081. Robert Kirkman, Jay Bonansinga - Żywe trupy. Upadek Gubernatora. Część 1

Tytuł: Żywe trupy. Upadek Gubernatora
Tytuł oryginału: The Walking Dead. The Fall of The Governor
Autorzy: Robert Kirkman, Jay Bonansinga
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Cykl: The Walking Dead, tom 3
Ilość stron: 340


Po zaskakujących Narodzinach Gubernatora oraz po fantastycznej Drodze do Woodbury, przyszła kolej na wyczekiwaną przeze mnie część pierwszą Upadku Gubernatora. Czy było warto?

Po przybyciu Lilly Caul z towarzyszami do Woodbury, srogie lecz skuteczne rządy Gubernatora Philipa Blake'a przeistaczają się w istną rzeź. Sam Blake staje na rozdrożu - z jednej strony pozostaje krwawym łotrem, z drugiej jednak rozum podpowiada mu, że powinien się opanować. Jaką drogę wybierze? I czy faktycznie doprowadzi go ona do upadku? Odpowiedzi na te pytania serwuje Wam kolejny tom serii The Walking Dead.

Książka nie opowiada tylko o despocie w Woodbury. To również kontynuacja historii Lilly, która z bojaźliwej i kruchej dziewczyny, przeradza się w silną i odważną kobietę. Z początku niechętnie podchodziłam do takiego pomysłu autorów. Miałam bowiem nadzieję, że książka pędzie poświęcona tylko i wyłącznie Gubernatorowi. Jednak po zakończeniu lektury stwierdziłam, że dobrze się stało. Bez wątku Lilly Upadek Gubernatora byłby tylko i wyłącznie pełen przemocy, znęcania, gwałtów oraz krwawych jatek.

Żałuję natomiast, że tak mało uwagi było poświęconych żywym trupom. Zombie bowiem pojawiały się bardzo rzadko i wydawało mi się, że ich kreacja nie była już tak mordercza i bezlitosna jak we wcześniejszych tomach. Brakowało mi ich ataków, a opisy wypadów po prowiant bez tego nie były już tak pełne grozy.

Należy zaznaczyć, że dla osób, które zaznajomiły się z komiksem lub przynajmniej obejrzały wszystkie serie serialu The Walking Dead, wydarzenia opisywane w książce nie będą wielkim zaskoczeniem. Jedyną różnicą był ich punkt widzenia. Prócz tego wydawało mi się, że ich opisy były o wiele bardziej bezlitosne, a czasem wręcz nieludzkie. Czytelnicy w końcu mogą również poznać znajomych bohaterów - Ricka, Glenna i Michonne z kataną, która w szczególności zapadnie w pamięci i niejednokrotnie zaszokuje.

Upadek Gubernatora mimo wszystko nie zawiódł moich oczekiwań. Choć znałam zakończenie, nie spodziewałam się takich zwrotów, zwłaszcza jeśli chodzi o historię Lilly Caul. To lektura pełna brutalności i przelewu krwi. Szkoda tylko, że tak mały udział miały w tym żywe trupy. Czekam z niecierpliwością na kolejną część, choć nieco dziwię się, dlaczego autorzy postanowili rozdzielić ten tom. Nie jest on zbyt obszerny. Z drugiej strony jednak cieszę się, że ta przygoda tak szybko się nie skończyła i nadal jest na co czekać.

Moja ocena: 9/10

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

środa, 18 czerwca 2014

079. J.K. Rowling - Harry Potter

Niemal miliony, jeśli nie więcej, znają historię Harry'ego Pottera i jego przyjaciół. Na temat książek i ekranizacji powstało mnóstwo publikacji i jeszcze więcej recenzji czy opinii napisanych na blogach i w magazynach. Ja jednak nie przeżyłabym, jeśli nie dodałabym do tego wszystkiego swoich trzech groszy.

Sławny wśród czarodziejów Harry Potter co roku trafia do szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, gdzie prócz nauki czarów, sporządzania eliksirów i meczów quddichta, musi rozwikłać wiele czarnomagicznych zagadek. Ostatecznie wiodą go one do pojedynku z najniebezpieczniejszym czarodziejem - Lordem Voldemortem. Harry jednak zawsze może liczyć na pomoc i wsparcie wiernych przyjaciół - Rona i Hermiony, a także dyrektora Hogwartu - Albusa Dumbledora. 

To wspaniała historia o walce dobra ze złem, która doskonale pokazuje to, że zło zawsze musi zostać pokonane. Ale nie tylko.  To przede wszystkim historia o mocy przyjaźni, która jest w stanie przetrwać mimo wszystko. A przyjaźń Pottera, Wasley'a i Granger została poddana wielu próbom wytrzymałości. Potwierdza to tylko to, jak silne potrafią być więzi międzyludzkie oparte na prawdziwej przyjaźni.

Nie żałuj umarłych, Harry, żałuj żywych, a przede wszystkim tych, którzy żyją bez miłości.*

Seria o Harrym Potterze jest również bardzo wzruszająca. Niejednokrotnie wiele sytuacji sprawiało, że miałam łzy w oczach. J.K. Rowling zawsze potrafiła idealnie dobrać słowa do wydarzeń i emocji, jakie targały sercami bohaterów. Dlatego też ta siedmiotomowa historia jest skarbnicą cytatów o prawdziwym życiu i miłości.

Chyba nie muszę mówić, jak bardzo pokochałam niektóre postacie, a inne jak bardzo znienawidziłam. Prócz trójki głównych bohaterów, polubiłam także Syriusza czy Hagrida, którego miłość i troska do niebezpiecznych i niekiedy obrzydliwych stworzeń urzekła mnie. Natomiast postaci Lucjusza Malfoy'a czy Bellatrix Lestrange wielokrotnie sprawiały, że miałam ochotę cisnąć książkę w kąt i ochłonąć.

Nigdy nie przepadałam za kończeniem wspaniałych, wciągających, a, co najważniejsze, pouczających historii. Ale po raz pierwszy doznałam uczucia, jakby jakaś część dawnej mnie bezpowrotnie odeszła. Po zamknięciu Insygniów Śmierci przez dobrych kilka minut siedziałam w miejscu, nie mogąc uwierzyć, że to już naprawdę koniec. Następnym razem to już nie będzie to samo, ale i tak miałam pragnienie sięgnąć za tę serię od początku. Gdy tylko uporam się z moim stosem zaległości, z pewnością pójdę wypożyczyć znów Kamień filozoficzny.

Bo widzisz, Harry, to nasze wybory ukazują, kim naprawdę jesteśmy, o wiele bardziej niż nasze zdolności.*

Miałam okazję czytać twórczość Rowling zarówno w starym, jak i w nowym wydaniu.Choć wygląd nowych okładem jest o niebo lepszy, ja nadal mam sentyment do starej szaty graficznej. Co prawda nie kusi ona tak bardzo swoim wyglądem (kolorystyka i kształt twarzy postaci woła o pomstę do nieba!), ja jednak nadal twierdzę, że są magiczne.

Tak więc, nie przejmujcie się obszernością kolejnych tomów, bo i tak będziecie potem narzekać, że przygoda z Harrym Potterem zbyt szybko się skończyła. Nie zrażajcie się też myślą, że znacie już filmy na pamięć, więc po co Wam książka, której widzieliście zakończenie. Wbrew pozorom, w szczegółach są ogromne różnice. Więc dla osób, które najpierw oglądały film, będzie to miłą niespodzianką. Czytajcie, a jeśli już to zrobiliście... Nie zaszkodzi sięgnąć po książkę ponownie!

Moja ocena: 10/10

Książki przeczytane w ramach wyzwań:
REKORD 2014 (tomy 4-7)
PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU (tomy 4-7: 16,4 cm)

Zapraszam również do zapoznania się z recenzją pierwszego tomu o tutaj.

*cytaty pochodzą z: J.K. Rowling - Harry Potter i Insygnia Śmierci

środa, 28 maja 2014

074. Veronica Roth - Niezgodna

Tytuł: Niezgodna
Oryginalny tytuł: Divergent
Autor: Veronica Roth
Wydawnictwo: Amber
Cykl: Niezgodna, tom 1
Ilość stron: 352


O Niezgodnej słyszałam już od dawna. Za każdym razem na półkach w księgarniach nawet jej nie brałam do ręki, a w Internecie nie zawracałam sobie głowy czytaniem jej recenzji. Nie potrafiłam pojąć, czym tak bardzo zachwycają się czytelnicy i czy może być coś lepszego od fantastycznych serii Igrzysk śmierci czy Delirium. W końcu jednak chwyciłam za powieść. Najpierw jednak zupełnie przypadkiem obejrzałam ekranizację, czego teraz niestety bardzo żałuję. A jakie mam zdanie na temat lektury Niezgodnej?

Pięć frakcji - Altruizm, Nieustraszoność, Erudycja, Prawość i Serdeczność – stanowi społeczeństwo Chicago. Altruistka Tris i reszta szesnastoletnich mieszkańców muszą przejść test przynależności i ostatecznie wybrać frakcję, w której chcą zamieszkać przez resztę życia. Nie jest to jednak takie proste i nie każdemu test wskazuje jednoznaczny wynik... Niezgodna Tris wybiera Nieustraszoność, gdzie obok morderczego treningu, będzie ukrywać tajemnicę, przez którą może zostać wyeliminowana…

Książkę Veronici Roth czytało mi się bardzo szybko. Myślę, że przyczyną tego była głównie wartka akcja i jej dynamizm powodowany przez krótkie zdania.  A działo się faktycznie wiele. Wydarzenia pędziły za wydarzeniami w niesamowitym tempie i czytelnik faktycznie mógł odnieść wrażenie, że razem z Tris i innymi bohaterami przebywa w Nieustraszoności. Nie wiem, czy był to celowy zabieg autorki, czy zupełny przypadek, ale gdy akcja rozgrywała się chociażby w Altruizmie, nie odczuwałam już tak  tego pędu.

Sami bohaterowie zostali dość dobrze skonstruowani. Choć wydaje mi się, że Ci drugoplanowi byli o wiele ciekawsi od głównych. Cztery czy nawet sam Eric – dowódca Nieustraszonych – fascynowali mi swoją oryginalnością i tajemnicą, jaka od nich biła.

Sam świat także był nieco oryginalny. Wydawać by się mogło, że to niemożliwe. Na rynku w końcu w dzisiejszych czasach pojawiło się mnóstwo dystopijnych książek o dokładnie takim samym schemacie. Presja bezlitosnej władzy i jedna, niepozorna dziewczyna, która nagle zmienia wszystko. W Niezgodnej również tak jest, jednak mam nieodparte wrażenie, że autorka skonstruowała zupełnie nowy, niepowtarzalny świat.

Niezgodna to bardzo dobra książka, którą czyta się szybko i w której nie ma czasu na nudę. Nie wymaga wiele od czytelnika, a za to daje wspaniałą historię. Zachwyciła mnie, choć uważam, że nad postacią Tris Veronica Roth powinna lepiej popracować. Mam nadzieję, że nie będę rozczarowana drugim tomem - Zbuntowaną, który z przyjemnością przeczytam.

Moja ocena: 8/10

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

poniedziałek, 19 maja 2014

072. Stanisław Lem - Solaris

Tytuł: Solaris
Autor: Stanisław Lem
Wydawnictwo: Literackie
Ilość stron: 209


Stanisław Lem, science fiction... Niby niemożliwe dla mnie. A jednak. Solaris pojawiło się na mojej drodze kilka miesięcy temu, kiedy to zabierałam się za pisanie pracy maturalnej. Temat fantastyczny jak dla mnie. Niestety, prócz zanalizowania fantasy, musiałam zmierzyć się również z literaturą science fiction, której, przyznaję szczerze, nie jestem wielką fanką. Jak było z powieścią Lema?

Akcja rozgrywa się na stacji badawczej na planecie Solaris. Jest ona pokryta niemal w całości przez ocean, a warunki, jakie na niej panują, są nieprzyjazne dla rozwoju jakiegokolwiek życia. Jednak owy ocean został sprowokowany do stworzenia "mimoidów" - zjaw czy omamów odpowiadających tłumionym w człowieku emocjom i lękom. Efektem tego są ich samobójstwa. Dlatego na stację przybywa psycholog Kris Kelvin, który dostaje za zadanie rozwiązania, a przede wszystkim zrozumienia tajemnicy solaryjskiej inteligencji.

Niewątpliwie Solaris to dzieło wyjątkowe. Na pierwszym miejscu czytelnik nie otrzymuje, jak by się mogło spodziewać, wynalazków techniki i nauki. Lektura ta jest bowiem jednym wielkim studium ludzkiej podświadomości. Autor co prawda zadaje odbiorcom pytanie o granice ludzkiego poznania, ale nie jest to jedynie poznanie obcego świata i bytu - oceanu. To również poznanie samego siebie, swoich lęków, obaw i skrytych gdzieś głęboko uczuć.

To powieść nie tylko o podróży w kosmos i życiu w kosmosie, to powieść nie tylko naukowa. Przede wszystkim to książka o miłości, niestety nieszczęśliwej, trudnej, a przede wszystkim niespełnionej miłości. Uczucia, które nie ma racji bytu, ale które istnieje i przezwycięża nawet śmierć. Myślę, że to dzięki tym aspektom Solaris tak mi się spodobało.

Nie mogło jednak zabraknąć wszystkich cech charakterystycznych dla science fiction. Niestety to nie jest "moja bajka" i owe czysto naukowe fragmenty, rozważania czy opisy jakiś wielce skomplikowanych obliczeń nużyły mnie. Niestety, z racji tego, że to na nie musiałam zwracać największą uwagę, musiałam przez nie przebrnąć. Nie odebrały mi one jednak przyjemności z czytania lektury, choć czasem musiałam sobie ponarzekać...

Dla każdego miłośnika fantastyki naukowej jest oczywiste, że dzieło polskiego pisarza jest lekturą obowiązkową. Osobom lubiącym poczytać o skomplikowanej miłości, która choć wymyślona, wydaje się być nazbyt realna, również polecam. 

Moja ocena: 7/10

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

wtorek, 13 maja 2014

071. Polscy fani Uniwersum Metro 2033 - W blasku ognia

Tytuł: W blasku ognia
Autor: Polscy fani Uniwersum Metro 2033
Wydawnictwo: Insignis
Cykl: Uniwersum Metro 2033
Ilość stron: 160


W blasku ognia to wybór najlepszych i najciekawszych opowiadań autorstwa polskich fanów Uniwersum Metro 2033 (projekt stworzony przez Dmitry'a Glukhovskiego). Niemal od początku, gdy pojawiły się pierwsze informacje, że ów e-book powstanie, wyczekiwałam go gorąco. Choć mam za sobą jedynie dwie książki z tego projektu, lektury W blasku ognia nie potrafiłam dłużej odwlekać.

Czasami przecież lepiej nie planować. Można zapeszyć. Skusić zły los. A po co to człowiekowi w tych czasach?

Darmowy e-book, bo tylko w takiej formie został wydany, składa się na kilkanaście krótkich opowiadań napisanych przez laureatów konkursu zorganizowanego na stronie metro2033.pl. Fabuła każdego z nich osadzona jest w świecie metra w klimatach postapokaliptycznych. A choć świat ten sam, tematyka jest wielce różnorodna. Mamy co prawda podziemne tunele, szczury i ludzi, którzy w obronie swojej broni są w stanie zrobić wszystko, ale nie brakuje też opowieści o wilkołaku, który sieje grozę w podziemnych korytarzach.

Moje odczucia po odłożeniu lektury są również bardzo różne. Z jednej strony jestem pełna podziwu dla Polaków, którzy odważyli się i napisali własne historie. Świadczy to również o tym jak doskonały świat stworzył sam Dmitry. W końcu jego pomysł był inspiracją. Jednak każdy medal ma dwie strony. Tak też i tutaj nie da się ukryć, że opowiadania nie dorastają do pięt samemu Metru 2033. Choć spośród nich znalazłam kilka naprawdę wybitnych, to większość pozostaje zbyt schematyczna i przewidywalna, a dodając do tego mdłą historię i bohaterów, którym czasem brak rozumu i odrobiny pomyślunku... Kilka z nich stanowczo byłoby trzeba dopracować.

Człowieczeństwo nie istnieje i nawet tutaj wciąż liczą się tylko pieniądze i układy. A dane słowo... obietnice... W Świecie Popiołów to słowa nieznane.

W blasku ognia pozostaje lekturą na jeden wieczór, do której przynajmniej ja nie mam zamiaru więcej wracać. Jednakże kilka opowiadań jest wartych poświęcenia chwili czasu przed snem lub, jak to uczynili bohaterowie, przy ognisku...

Moja ocena: 5/10

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

sobota, 26 kwietnia 2014

069. Cassandra Clare - Miasto zagubionych dusz

Tytuł: Miasto zagubionych dusz
Oryginalny tytuł: City of Lost Souls
Autor: Cassandra Clare
Wydawnictwo: MAG
Seria: Dary Anioła, tom 5
Ilość stron: 550


To jedna z recenzji, którą w mojej dość krótkiej karierze blogowej, najtrudniej się pisało. Nawet nie z powodu tego, że książkę czytałam właściwie ponad dwa miesiące... Ale najpierw pokrótce o fabule.

Wszystkie wydarzenia obracają się wokół Jace'a, który został "opętany" przez brata Clary - Sebastiana. Obydwoje wędrują po świecie za celem, o którym wie tylko Sebastian. Jace bowiem potulnie zgadza się na wszystkie jego zachcianki. Jedyną nadzieję, że w chłopaku tlą się jeszcze prawdziwe uczucia, ma Clary i dlatego to postanawia odnaleźć ukochanego i odkryć, jakie intencje ma jej brat. A cena jest spora. Chodzi tu nie tylko o życie Clary i wydawałoby się, że nieśmiertelną miłość, ale także o życie i duszę Jace'a. 

Schemat jest właściwie każdemu dobrze znany. Zbyt długo nie mogło być kolorowo między kochankami, bo byłoby za nudno i słodko. Tym razem jednak pojawia się Sebastian, który według mnie ratuje tę książkę. Z jednej strony jest strasznie podobny do ukochanego Clary, z drugiej jednak zupełnie od niego inny. Przystojny, czarny charakter, a w dodatku wydaje się być wrażliwy i uczuciowy. Ideał dla każdej dziewczyny. Tak jak niegdyś Jace był jednym z najbardziej humorystycznych postaci, tak teraz jego miejsce zajmuje syn Valentine'a. Jace został zepchnięty na dalszy plan, a przez całą sytuację "opętania" i służenia złu, pozbawiony tego, co było w nim najlepsze.

Fakt, czytałam tę książkę bardzo długo. Miałam mały kryzys, ale nawet patrząc przez pryzmat tego, myślę, że w "normalnych okolicznościach" wcale szybciej bym jej nie przeczytała. Mianowicie - strasznie mnie nużyła. 500 stron to dla mnie naprawdę niezbyt dużo. Mam jednak wrażenie, że gdyby autorka nieco jej odjęła, powieść nie straciłaby na wartości. Może by nawet zyskała. Wydarzenia ciągnęły się, a w dodatku wszystko było dla mnie nad wyraz przewidywalne. Być może po wcześniejszych częściach oczekiwałam czegoś więcej. A tymczasem jest to dobrze napisany ciąg dalszy historii. I tylko dobrze. Bo nic więcej nie potrafię na jej temat powiedzieć. A szkoda.

Moja ocena: 6/10

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

środa, 5 lutego 2014

061. Lauren Oliver - Requiem

Tytuł: Requiem
Oryginalny tytuł: Requiem
Autor: Lauren Oliver
Wydawnictwo: Moondrive
Seria: Delirium, tom 3
Ilość stron: 390


Requiem kupiłam już wczesnym latem. Sama do końca nie wiem, dlaczego przeczytałam tę książkę dopiero teraz. Z jednej strony miałam mnóstwo innych, które bardzo chciałam przeczytać, choć ta ciekawiła mnie równie mocno. Z drugiej strony nie chciałam zbyt szybko rozstawać się z bohaterami trylogii DeliriumRequiem jest bowiem trzecim i jednocześnie ostatnim tomem.

Tym razem narracja podzielona jest między dwie dziewczyny. Lena, która zdołała uciec do Głuszy, wspólnie z resztą Odmieńców wyrusza do miasteczka Waterbury, gdzie ponoć znajduje się bezpieczna osada innych niewyleczonych, chorych na delirię. Osada ludzi, którzy potrafią prawdziwie kochać. Przeciwieństwem głodu i ubóstwa jest historia Hany – dawnej przyjaciółki Leny. Dziewczyna poddała się remedium, a już niedługo ma wyjść za nowego burmistrza Portland i stworzyć z nim idealną, wzorową rodzinę. Rodzinę bogatą i znaną, ale pozbawioną jakichkolwiek czułych uczuć. Żadna z nich nie wie, że będzie dane spotkać im się jeszcze raz…

Chcieliśmy móc kochać bez przeszkód. Chcieliśmy mieć wolność wyboru. Teraz więc musimy o to walczyć.

Trylogia Delirium to jedna z wielu na rynku antyutopii. Jest jednak serią wyjątkową i zapadającą w pamięć. Lauren Oliver stworzyła prawdziwe arcydzieło, a główne wartości, jakie rządzą światem, ujęła w dość prostą historię. Historie miłosne między nastolatkami, których w księgarniach na półkach piętrzą się różne oblicza, tutaj przyjmują kompletnie inny wymiar. Ta opowieść, choć wydaje się być nieprawdopodobna, jest po prostu prawdziwa. Każdy z nas bowiem w mniejszym lub większym stopniu spotkał się z różnymi obliczami miłości. 

Bohaterowie, z którymi możemy się utożsamiać, którymi może być każdy z nas. Świat, w którym zwykły człowiek jest tylko pionkiem w ręku władzy. Świat, w którym ludzie chcą się buntować, bo pragną nie tylko kochać, ale przede wszystkim pragną być wolni.

Co to za dziwny świat, w którym ludzie pragnący po prostu kochać zostają zmuszani do walki. Co za przewrotna natura życia.

Muszę też wspomnieć, że to jedyna książka, z jaką w życiu się spotkałam, w której pisarz przedstawił tak wyraźny apel, trafiający do serc czytelników. Lauren Oliver właśnie tym mnie najbardziej ujęła. Pisze prostym, ale pięknym i osobliwym językiem. Radzi i apeluje jak kochać, jak dążyć do celów, po prostu jak żyć.

Jeśli nie jesteście przekonani do tej trylogii i wahacie się, czy po nią chwycić, nie zwlekajcie dłużej! Powtórzę raz jeszcze – to wyjątkowa historia, wyjątkowi bohaterowie i wyjątkowy świat. Myślę, że właśnie dlatego ta książka stała się bestsellerem. Jest mistrzowska i chyba te wszystkie pochwały i moje ukłony właśnie w tym słowie powinnam zawrzeć – Lauren Oliver jest dla mnie po prostu mistrzem.

Moja ocena: 10/10

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

sobota, 11 stycznia 2014

054. Dmitry Glukhovsky - Metro 2034

Tytuł: Metro 2034
Oryginalny tytuł: Метро 2034
Autor: Dmitry Glukhovsky
Wydawnictwo: Insignis
Seria: Metro, tom 2
Ilość stron: 491



Długo zwlekałam, by zabrać się za Metro 2034. Przyznam się szczerze – bałam się. Niezbyt pochlebne opinie, mówiące w skrócie, że kolejna część jest o wiele słabsza od poprzedniczki. Nie chciałam, by ta książka zepsuła moją opinię o metrze, które mnie zachwyciło. W końcu jednak przełamałam się i zabrałam za lekturę.

Akcja powieści znów rozgrywa się moskiewskim metrze, z tą różnicą, że w jego południowej części. Karawana wysłana ze stacji Sewastopolskiej po amunicję nie wróciła. By odkryć, co się właściwie stało, Homer, Ahmed oraz Hunter, który, nie wiadomo jak, przeżył po tragicznych wydarzeniach w WOGNie wyruszają w stronę tajemniczych i śmiertelnie niebezpiecznych tuneli wprost do Hanzy... Wkrótce dołącza do nich Sasza – nastolatka, skazana razem z ojcem na banicję.

Moje obawy co do tej lektury się potwierdziły. To już nie to samo metro, co w roku 2033. Metro 2033 było wręcz perfekcyjne. Nie brakowało mu niczego. Nastrój grozy i tajemniczości, jaki panował w podmoskiewskich korytarzach oraz na powierzchni, tym razem po prostu znikł. Czytelniczy mają do czynienia z pełną niebezpieczeństw wyprawą, aczkolwiek nie da się tego w tak dobitny sposób odczuć, a wędrówka staje się momentami zwykłym spacerkiem. Poprzednio, wchodząc do tuneli miało się świadomość, że razem z bohaterem się z nich nie wyjdzie. Teraz? Już nawet powierzchnia – zniszczona, na której roi się od drapieżników i mutantów – wydaje się być niczym.

Duże zastrzeżenie mam także do bohaterów. Autor skupił się na ich profilu psychologicznym, roztrząsaniu z nimi przeszłości jeszcze przed wojną, na ziemi, co negatywnie wpłynęło na akcję, która wlokła się niemiłosiernie. (Teraz już sama nie wiem, czy lepiej mało zarysowany profil bohatera, czy wręcz przerysowany... Chyba każdy z pisarzy powinien znać umiar). Momentami książka była naprawdę męcząca i nużyła do tego stopnia, że musiałam ją odłożyć na bok. W dodatku ni stąd, ni zowąd pojawia się nasz znajomy z poprzedniej części – Artem. Nie wiadomo jak, nie wiadomo skąd, nie wiadomo, dlaczego znajduje się w zupełnie innej części metra, a co gorsza – nie jest to w ogóle czytelnikowi wyjaśnione.

Spodziewałam się czegoś więcej. Spodziewałam się kolejnej, rewelacyjnej przygody w metrze, a dostałam coś na pograniczu fantastyki postapokaliptycznej i dramatu psychologicznego, słaniającego się niestety bardziej do drugiego gatunku.

Mimo wszystko książka nadal daje ogromne przesłanie i potwierdza fakt, że to tylko i wyłącznie człowiek jest największym zagrożeniem dla drugiego człowieka.

Pozostaje mi tylko wierzyć, że Metro 2035 wyjdzie autorowi o wiele lepiej i choć w minimalnym stopniu dorówna pierwszej części.

Moja ocena: 6/10

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

poniedziałek, 6 stycznia 2014

053. Gena Showalter - Alicja w krainie zombie

Tytuł: Alicja w krainie zombie
Oryginalny tytuł: Alice in Zombieland
Autor: Gena Showalter
Wydawnictwo: Mira
Seria: Kroniki białego królika, tom 1
Ilość stron: 508



Tematyka zombie jest w dzisiejszej kulturze niezwykle popularna. Zwłaszcza w literaturze osiąga swoje apogeum. Książek na temat żywych trupów powstaje coraz więcej, a pisarze muszą się bardzo natrudzić, aby ich dzieło zasłynęło choć odrobinę w świecie. Alicja w krainie zombie już ze względu na sam tytuł nawiązujący do bajki wabi czytelnika. Ale czy jest do czego?

Główną bohaterką jest Alicja, która w wypadku samochodowym traci rodziców i siostrę.  Przeprowadza się do dziadków i zaczyna naukę w liceum, gdzie zaprzyjaźnia się z Kat – kompletnym przeciwieństwem Ali. Nastolatka zyskuje popularność w szkole i trafia w oko jednemu z największych buntowników – Cole’owi. Chłopak razem ze swoją paczką przyjaciół poluje na zombie. Poznając go, Alicja poznaje świat, o którym zawsze mawiał jej ojciec, przed którym tak bardzo chronił ją, jej siostrę i matkę, ale świat, w który Ali nigdy nie chciała mu uwierzyć. Jak będzie teraz?

Przede wszystkim spodziewałam się więcej nawiązań do pierwowzoru – Alicji w krainie czarów. Prócz królika, który pojawia się na niebie i tytułów rozdziałów oraz oczywiście imienia głównej bohaterki, nic więcej czytelnik raczej nie spotka. Po drugie byłam nieco rozczarowana tym, że Alicja w krainie zombie nie jest pierwszą powieścią o takim tytule. Już wcześniej napisano książkę tak samo zatytułowaną. Prawdę mówiąc, myślałam, że autorka jest nieco bardziej oryginalna, a przede wszystkim, że podoła poprzeczce, jaką sobie postawiła.

Bohaterowie? Jest ich mnóstwo. Czytelnicy poznają klasyczny typ nastolatków imprezowiczów. Aż dziw, że tytułowa bohaterka stroni od alkoholu… Cole – buntownik – typowy niegrzeczny chłopak, który swoim zachowaniem przyciąga dziewczyny jak magnes. I tutaj drugie zdziwienie – choć nie stroni od towarzystwa dziewczyn, nagle Ali staje się dla niego tą jedyną, której musi strzec jak oka w głowie. Wiem, że jest to typowy schemat dla literatury młodzieżowej, aczkolwiek wiem również, że takie zachowanie graniczy z cudem…

Zaczęłam od minusów, a jakie są plusy? (Przyznam się szczerze, że naprawdę trudno jest mi je wymienić; musiałam długo myśleć). Przede wszystkim kreacja żywych trupów, z jaką nigdy wcześniej się nie spotkałam. Zombie nie są tutaj rozpadającymi się zwłokami, które bezmyślnie ciągną do ludzi, by się pożywić. Zostały ukazane jako forma dusz, a co więcej – istot myślących, zdolnych porozumieć się z człowiekiem.  Autorka opisała je dość dokładnie, za co chwała jej. Po drugie, historia jaką stworzyła, mimo wielu ale, kusi i wciąga. Choć z początku akcja rozwijała się wolno, a trupów było niewiele, pod koniec mamy prawdziwy mix wszystkiego (pisarka chyba chciała zadośćuczynić za początkową nudę). Wszystko to składa się w przemyślaną, ale niestety czasem nieco nieskładnie opisaną historię. Całą książkę jednak ratuje jedna, drugoplanowa, a nawet epizodyczna bohaterka – Kat. Jej wypowiedzi oraz zachowanie, nie tylko względem przyjaciół, ale również samej siebie były dla mnie powodem do śmiechu, ale również do podziwu dla niej.

Dziękuję również za wywiad z Geną umieszczony na końcu książki, dzięki któremu zapałałam do niej sympatią i ostatecznie wiem, że jednak będzie część kolejna książki, na którą miałam nadzieję, czytając zakończenie. Mam także nadzieję, że kontynuacja będzie napisana nieco lepiej niż poprzedniczka.

Moja ocena: 7/10 (mimo mojej dośc krytycznej oceny, miło wspominam lekturę tej książki)

Książka przeczytana w ramach wyzwań: