Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CZYTAM FANTASTYKĘ 2013. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CZYTAM FANTASTYKĘ 2013. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 grudnia 2013

047. Cassandra Clare, Rees Brennan Sarah - What Really Happened in Peru

Tytuł: Co naprawdę wydarzyło się w Peru (nie została wydana w Polsce)
Oryginalny tytuł: What Really Happened in Peru
Autorzy: Cassandra Clare, Rees Brennan Sarah
Wydawnictwo: Margaret K. McElderry Books
Seria: Kroniki Bane'a
Ilość stron: 40



Każdy z Was, kto czyta tego bloga, na pewno wie, że darzę miłością, jak również i sentymentem, Cassandrę Clare. Choć nieco zawiodłam się pierwszą częścią Diabelskich maszyn, seria Dary Anioła jest dla mnie czymś naprawdę magicznym i fantastycznym. Prócz mojego uwielbienia do jednego z bohaterów – Jacego Waylanda, równym uwielbieniem darzę też Magnusa Bane’a. Zabrałam się więc za krótkie opowiadanie z cyklu Kronik Bane’a: Co naprawdę wydarzyło się w Peru.

Nie będę przedstawiać fabuły, bo naprawdę nie ma o czym mówić. Jest to po prostu kilka historii czarownika i jego przyjaciela Ragnora podczas ich pobytu w Peru w XVIII, XIX i XX wieku.

Trudno mi było cokolwiek o tym „dziele” napisać. Bohater, którego humor był dla mnie niejednym powodem do śmiechu i łez (spowodowanych śmiechem oczywiście), został ukazany w nader infantylny i powierzchowny, a wręcz prostacki sposób. A jego humor? Pisany na siłę, ukazujący skrajną głupotę.

Nie wiem, jak przedstawiają się dalsze części Kronik i naprawdę nie mam siły i chęci do nich zaglądać. Po prostu nie chcę psuć sobie wizerunku autorki, której powieści są dla mnie czymś, przy czym mogę odpocząć i się odprężyć. Odniosłam wrażenie, że Kroniki były pisane jedynie dla chęci zarobku, a nie dla jakości i zawartości.

Osobiście? Nie polecam ich nikomu, nieważne jak bardzo kochacie tego bohatera. Wierzcie mi – nie chcecie sobie psuć jego – idealnego wręcz – wizerunku.

Moja ocena: 1/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANTASTYKĘ

niedziela, 22 grudnia 2013

044. J.K. Rowling - Harry Potter i kamień filozoficzny

Tytuł: Harry Potter i kamień filozoficzny
Oryginalny tytuł: Harry Potter and the Philosopher's Stone
Autor: J. K. Rowling
Wydawnictwo: Media Rodzina
Seria: Harry Potter, tom 1
Ilość stron: 324


Tytuł Harry Potter i kamień filozoficzny znany jest każdemu. Jeśli nie czytaliście, na pewno obejrzeliście (fantastyczny moim zdaniem) film. Wiele by mnie opuściło, gdybym nie zabrała się za lekturę o czarodzieju z Hogwartu, dlatego postanowiłam ją przeczytać.

Głównym bohaterem jest młody Harry Potter – sierota, wychowanek mugoli Dursley’ów. W swoje jedenaste urodziny dowiaduje się, że jest znanym czarodziejem i trafia do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Tam poznaje dwójkę najlepszych przyjaciół – Rona i Hermionę oraz wrogów, np. Draco Malfoy’a, uczy się sztuczek magicznych, walczy z trollem oraz zostaje szukającym w najsłynniejszej grze w świecie magii – qudditchu. Na dodatek musi zmierzyć się z Lordem Voldemortem, który w przeszłości zabił jego rodziców i nieskutecznie jego samego.

Trudno napisać mi recenzję tak znanej książki jak Harry Potter i kamień filozoficzny. Ci, którzy są jej zwolennikami (również ja), zachwalają tę powieść. Są również przeciwnicy serii o młodym czarodzieju, którzy nie rozumieją fenomenu Harrego Pottera.

W głównej mierze sławę książce przyniosła ekranizacja, ale sama pozycja nie jest zła. Czyta się ją w niesamowicie szybkim tempie, akcja wre prędko do przodu, a gdy skończy się jeden rozdział, pragnie czytać się od razu następny, bez względu na obowiązki w życiu codziennym. Mnogość bohaterów i ich charakterów jest zdecydowanie na plus, choć może nieco razić to, że bardzo łatwo każdemu z nich idzie przyczepić określone metki. Ten ubytek ratują jednak interesujące historie ich życia i mimo, że są czarodziejami, każdy czytelnik – zwykły człowiek – może się z nimi utożsamiać. Jedyną postacią, która wykracza ponad wszelkie reguły jest nauczyciel eliksirów – Severus Snape. Przez obejrzenie filmu znam całą historię, aczkolwiek jest on w taki sposób opisany, że nadal mam dużo wątpliwości, co do tego, po jakiej stronie stoi. 

Pierwszej części właściwie nic złego nie można zarzucić. Jest wręcz idealna. Jedyne, co może razić czytelnika, jest wyraźnie niewprawiony warsztat pisarski autorki. Wierzę, że w kolejnych tomach się to poprawi.

Będąc młodsza, chciałam zabrać się za tę serię. Nic dziwnego, że zabrałam się za jej czytanie od drugiej części, bo często czytam serie nie po kolei. Szybko się jednak nią znudziłam. Teraz nie żałuję, że wróciłam do tej lektury. Już czekają na mnie kolejne tomy przygód młodego czarodzieja. A jeśli jeszcze jej nie czytaliście, nie czekajcie, tylko biegnijcie po książkę. Jeśli jednak macie już tę serię za sobą, myślę, że warto do niej kiedyś powrócić. Miłej lektury!

Moja ocena: 9/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania: 
CZYTAM FANTASTYKĘ

czwartek, 19 grudnia 2013

043. Dee Shulman - Gorączka 1

Tytuł: Gorączka 1
Oryginalny tytuł: Fever 
Autor: Dee Shulman
Wydawnictwo: Egmont
Seria: Poza czasem, tom 1/ Gorączka, tom 1
Ilość stron: 428



O istnieniu takiej książki, jak Gorączka dowiedziałam się dzięki portalowi Lubimy Czytać. Z opisu wydawała się ciekawa, zachęcała do przeczytania. Kilka razy widziałam ją w bibliotece, ale jakoś zawsze wybierałam inne książki. Ostatnio jednak w końcu ją wypożyczyłam, a z czytaniem nie zwlekałam – zabrałam się za nie już tego samego dnia.

Główną bohaterką jest Ewa – licealistka, która zdążyła na własne życzenie zostać wyrzucona z dwóch szkół. Gdy postanawia, że nie będzie się dłużej uczyć, nagle na jej drodze staje prywatna szkoła z internatem – St Magdalene’s – wyposażona w mikroskop elektronowy, czyli rzecz, przy której dziewczyna pragnie pracować najbardziej. Zapisuje się więc do owej szkoły, zdaje trudne egzaminy wstępne i zaczyna naukę. Poznaje kilku przyjaciół, nawet zakłada zespół, ale przede wszystkim mieszka z dala od swojej matki, jej chłopaka i przyszywanego brata, którego nienawidzi. Wkrótce poznaje tajemniczego Setha Leontisa – starożytnego słynnego gladiatora. Seth w swoich czasach zakochał się w Liwii o wyglądzie identycznym co Ewa… Tę dwójkę bohaterów łączy również tajemnicza gorączka, która powoli wykańcza Ewę, a za sprawą której Seth znalazł się we współczesności.

Z początku nie wiedziałam, co o tej książce sądzić. Z jednej strony, chcę przeczytać kolejną część, a z drugiej, cieszę się, że już skończyłam pierwszą.

Rzadko spotykam się z książkami, które początkowo są fantastyczne – wciągająca historia, ciekawi bohaterowie, jednak z każdą kolejną stroną było coraz gorzej. Wydarzenia wydawały się przerysowane, ciągnęły się niemiłosiernie, a zarys bohaterów, który wydawał się „dobry”, stawał się płytki. Ich charaktery i metki typu „dobry” lub „zły”, które bez problemu mogłam im przyczepić są głównym minusem książki.

Starożytna miłość Liwii i Setha była według mnie miłością zakazaną, kończącą się tragicznie, aczkolwiek miłością, o której chciało się czytać. Z kolei miłość między Ewą a Sethem jest przewidywalna. W dodatku niezdecydowanie bohaterów, czy pozostać przy ukochanym, czy jednak uciec jest zdecydowanie irytujące.

Trudno też nie wspomnieć o samej głównej bohaterce – niby nad wyraz inteligentnej nastolatce, która z powodzeniem łamie hasła i włamuje się do szkolnych systemów, która celująco zdaje trudne egzaminy wstępne, czasem zdającej się być zwyczajnie głupią i naiwną. Bo który mądry człowiek, mając na swoim koncie nieskończone liceum, szuka pracy w laboratorium, pracy z mikroskopem elektronowym…

Książka sama w sobie nie jest zła. Myślę, że autorka popełniała głupie błędy, ale przede wszystkim mogła bardziej dociągnąć fabułę i wprowadzić kilka, moim zdaniem dość ważnych i znaczących, poprawek. Na szczęście, mimo ciągnącej się akcji, książkę czyta się wyjątkowo szybko. Nie wiem również, czy był to specjalny zabieg autorki, czy zwykły przypadek, że skończyła książkę, pozostawiając czytelnikowi kluczowe sprawy niewyjaśnione. Jest to jednak powód, dla którego sięgnę po kolejną część, mając też nadzieję, że będzie ona znacznie lepsza od Gorączki 1.

Moja ocena: 5/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANTASTYKĘ

poniedziałek, 9 grudnia 2013

041. Cassandra Clare - Mechaniczny anioł

Tytuł: Mechaniczny anioł
Oryginalny tytuł: Clockwork Angel
Autor: Cassandra Clare
Wydawnictwo: MAG
Seria: Diabelskie maszyny, tom 1; prequel trylogii Dary Anioła
Ilość stron: 470



Dla osoby, która polubiła twórczość Clare, bo ma już za sobą większość serii Dary Anioła, jest wręcz obowiązkiem sięgnięcie po Mechanicznego anioła.

Historia zaprowadza czytelnika do wiktoriańskiej Anglii. Młoda Tessa przybywa tam statkiem z Nowego Jorku, pragnąc spotkać swojego brata Nathaniela. Zamiast niego, w porcie czekają na nią nieznajomi. Zamieszkuje z Mrocznymi Siostrami - dwójką kobiet, które twierdzą, że dziewczyna posiada niesamowity dar - jest zmiennokształtną i potrafi zmieniać się w postać każdego człowieka, zmarłego lub żywego, jeśli trzyma tylko w ręku należącą do tego człowieka rzecz. Dar ów staje się dla Tessy przekleństwem. Zmiany bowiem są bardzo bolesne i męczące, a nowy, podziemny świat, jaki poznaje i o którego istnieniu nigdy wcześniej nie miała pojęcia, nie wydaje być się bajkowym. Nagle jednak na jej drodze staje Nocny Łowca, Will Herondale, który ratuje dziewczynę z opresji i wprowadza ją do Instytutu - miejsca, które być może stanie się dla niej nowym, bezpiecznym domem...

Wszystkie fanki Clare, a także tej serii, pewnie mnie teraz zabiją lub przynajmniej zbesztają z błotem, ale muszę być szczera – mianowicie książka  mnie ogromnie rozczarowała. Choć historia była ciekawa (napomnę tylko, że akcja prawdziwie rozkręciła się dopiero po ponad połowie książki) i samo osadzenie jej w czasach wiktoriańskich (Anglia, Londyn – czyli wszystko co kocham całym sercem) jest ogromnym plusem dla autorki.  Mam natomiast ogromne wrażenie, że Clare chwyciła się pewnych schematów, które ni mniej, ni więcej – przyniosły jej ogromny sukces i popularność. Schematy te można tłumaczyć tym, że jest to prequel trylogii, ale powiedzmy sobie szczerze… Pewne „podobieństwa” do Miasta kości są przesadzone. Jeden z bohaterów, Will Herondale mógłby być bratem przyrodnim Jacego Waylanda. Charakter  Willa, który jest, nie przesadzę,  mówiąc: identyczny co Jacego. Will jest arogancki, zadufany w sobie, posiadający najbardziej opryskliwe wypowiedzi i doprowadzający swoje otoczenie do szaleństwa. Jednocześnie jest przez to bohaterem, który intryguje czytelnika i sprawia, że jest on najciekawszą postacią w całej książce. Jedyne, co różni obu panów to chyba tylko kolor włosów. Tessa z kolei jest odpowiednikiem Clary. To zwykła dziewczyna, która nagle staje się kimś i ma przez to wpływ na losy świata. Prawda, że czytaliście już kiedyś  taką samą historię?

Więc powiem to jeszcze raz – jestem okropnie rozczarowana i zawiedziona. Chciałam poznać coś nowego, na nowo odkryć Nocnych Łowców i ich perypetie. A dostałam zaledwie „odgrzane kotlety”. Nie twierdzę, że jest to zła książka. Prócz wlekącej się akcji wszystko jest całkiem w porządku, a gdybym jednak nie przeczytała wcześniej Miasta kości wszystko byłoby nawet bardzo w porządku.

Po tej lekturze pozostaje mi niedosyt i lekki niesmak. Myślę, że jak na razie odłożę w czasie poznanie dalszych przygód Tessy i jej nowych przyjaciół, aczkolwiek wiem, że kiedyś na pewno sięgnę po kolejne części. Choćby z powodu otwartego zakończenia, które wzbudziło moją ciekawość i ostatecznie jakoś uratowało w moich oczach tę lekturę.

Moja ocena: 6/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANTASTYKĘ

poniedziałek, 25 listopada 2013

038. Mats Strandberg, Sara B. Elgren - Ogień

Tytuł: Ogień
Oryginalny tyuł: Eld
Autorzy: Mats Strandberg, Sara B. Elgren
Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria: Engelsfors, tom 2
Ilość stron: 693



Ogień znalazł się w moim ręku przypadkowo. Natrafiłam na niego w bibliotece, choć przeczytanie pierwszej części skandynawskiej serii miałam dopiero w planach. Jako, że w moim mieście, takie nowości jak Ogień, są szybko wypożyczane i właściwie ciężko je dostać, tę pozycję zabrałam ze sobą do domu od razu.

Głównymi bohaterami jest piątka na pozór zwyczajnych nastolatek z małego szwedzkiego miasteczka Engelsfors: Minoo, Linnea, Anna–Karin, Vanessa i Ida. Młode czarownice po ostatnich demonicznych wydarzeniach myślały, że w końcu w mieście zapanuje spokój. Wszystko jednak zmierza w odwrotnym kierunku. Adriana Lopez – dyrektorka zostaje zwolniona ze szkoły, Nicolaus, który zawsze wspierał dziewczyny, nieoczekiwanie wyjeżdża, za to do miasta przyjeżdżają Alexander i Victor – wysłannicy Rady, którzy oskarżają Annę-Karin o nieprzepisowe używanie magii, za które grozi jej potężna w skutkach kara. Jednocześnie nad światem pojawiają się czarne chmury – zbliża się apokalipsa, którą tylko magiczni Wybrańcy mogą powstrzymać…

Po rewelacyjnej pierwszej części przyszedł czas na drugą, która o dziwo okazała się jeszcze lepsza. Czytałam wiele pochlebnych recenzji, a każda z nich mówiła przede wszywstkim jedno - choć Ogień jest dobry, nie dorównuje Kręgowi. Osobiście nie zgadzam się z tymi opiniami.

W tej książce wszystko do siebie pasuje i ze sobą współgra. Każdy elemnt jest dopracowany do perfekcji. Bohaterowie, którzy sen spędzili z moich powiek i których nie potrafiłam poszufladkować, przykleić im odpowiedniej metki: "dobry" lub "zły". Podziwiałam ich i denerwowałam się na nich jednocześnie. Po drugie, sceneria - autorzy pokazali, że nawet zwyczajna szkoła potrafi być niezwykła. No i skandynawski klimat, za który pokochałam ten serię od pierwszego wejrzenia. Co tu dużo pisać? Nic dodać, nic ująć. Z niecierpliwością czekam na trzecią część sagi - Klucz.

Ogień jest rewelacyjną kontynuacją Kręgu, za którą warto się zabrać od razu, jeśli przypadła Wam do gustu pierwsza część. Polecam z czystym sercem!

Moja ocena: 10/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANASTYKĘ

niedziela, 17 listopada 2013

037. Mats Strandberg, Sara B. Elgren - Krąg

Tytuł: Krąg
Oryginalny tytuł: Cirklen
Autorzy: Mats Strandberg, Sara B. Elgren
Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria: Engelsfors, tom 1
Ilość stron: 574


Literatura skandynawska jest w moim życiu bardzo ważna, tak samo zresztą jak sama Skandynawia, której jestem zakochana po wsze czasy. Kryminały skandynawskie zna chyba każdy, a co, z kryminałami, w których pojawiają się wątki magiczne? Seria Engelsfors jest ostatnio na rynku bardzo popularna, zwłaszcza, że od sierpnia czytelnicy mają okazję poznać drugą część magicznej sagi. Czy warto?

Małe miasteczko Engelsfors w Szwecji. Siedmioro, na pozór zwyczajnych, uczniów tamtejszej szkoły. Elias, Rebecka, Minoo, Linnea, Anna-Karin, Vanessa i Ida. Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy Elias popełnia samobójstwo… Wtedy to pozostała szóstka, nie wiedząc w jaki sposób, udaje się w to samo miejsce. Tam dowiadują się, że każda z nich jest czarownicą - Wybrańcem, ma swój żywioł, magiczne zdolności. No i muszą uratować świat przez złem. Wtedy też z dachu rzuca się Rebecka. Ale czy na pewno obydwie śmierci były wynikiem targnięcia się na życie? Piątka Wybrańców musi rozwikłać tajemniczą zagadkę, a jednocześnie walczyć, by samemu nie zginąć…

Z pozoru zwyczajna historia. Nastolatkowie, każde z nich odkrywa w sobie magiczne zdolności, które obracają ich życie do góry nogami. Wszystko wydaje się niemal programowe, schemat taki sam, jak w innych dzisiejszych młodzieżówkach. Mówię jednak z góry – ta książka wcale do typowych nie należy. 

Narracja prowadzona jest ze strony każdego bohatera. Czytelnik zapoznaje się z ich życiem – domem oraz szkołą, relacjami z rodzicami, przyjaciółmi, miłością. Każdy bohater jest zupełnie inny – Minoo ma na pozór idealny dom, Linnea natomiast walczy, aby opieka społeczna nie odebrała jej mieszkania. Czytelnik może utożsamić się z bohaterem i jego problemami, codziennością. Autorzy bowiem doskonale ukazali realia nastoletniego życia.

Z początku opowieść nieco mi się dłużyła. Nie powiem, że nudziła, bo wcale tak nie było, aczkolwiek niczym nie odbiegała mi ona powieści obyczajowej. Dopiero po kilkunastu rozdziałach pojawiają się wątki magiczne, co bardzo ubarwia historię. Akcja jednak nadal nie była zbyt szybka. Przyznam szczerze – nie czytałam jej z zapartym tchem, ale nie żałuję tej lektury. Północny klimat wręcz bije od książki, co było dla mnie ogromnym plusem. Czy wydarzenia działy się w lesie, czy w szkole – zawsze miałam poczucie mroczności i wiedziałam, że niedługo wydarzy się coś znaczącego. Choć nigdy nie wiedziałam co – autorzy pomysłowością zaskakiwali mnie na każdej stronie.

Według mnie, jest to książka nie tylko o magii, ale przede wszystkim o grupie nastolatek, które muszą poradzić sobie z dorosłym życiem – podejmować dojrzałe decyzje, bo to od nich będą zależeć nie tylko ich losy, ale i losy całego świata. To książka o walce o przetrwanie. Ale też próbie zespolenia – mniej lub bardziej udanego. Wyobraźcie sobie – nagle musicie na siłę przebywać z kimś właściwie przez większość swojego wolnego czasu, rozmawiać z tym kimś i próbować działać w grupie, znaleźć wspólne rozwiązanie, które będzie dobre dla wszystkich, choć w głębi duszy tego kogoś nienawidzicie. Myślę, że dla każdego młodego człowieka jest to dość poważny problem, z którym bardzo ciężko jest sobie poradzić. Bohaterki tej powieści tego dowiodły. 

Dlatego też Krąg polecam każdemu, nie tylko lubującym się w czarach i magii. Autorzy dowiedli mi, że książki z Północy, nie tylko kryminały, są naprawdę godne przeczytania.

Moja ocena: 8/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANTASTYKĘ

niedziela, 10 listopada 2013

036. Cassandra Clare - Miasto upadłych aniołów

Tytuł: Miasto upadłych aniołów
Oryginalny tytuł: City of Fallen Angels
Autor: Cassandra Clare
Wydawnictwo: MAG
Seria: Dary Anioła, tom 4
Ilość stron: 434


Po Mieście szkła, którym właściwie nadal jestem oczarowana, było dla mnie kwestią czasu to, abym sięgnęła po kolejny tom Darów Anioła, mając nadzieję, że będzie on równie dobry jak poprzedni.

W świecie Nocnych Łowców i innych Podziemnych wszystko wydaje się układać. Clary w końcu może być z Jacem. Jej matka wychodzi za mąż za Luke'a. Alec podróżuje po świecie z Magnusem. Tylko Simon ma małe problemy - którą dziewczynę wybrać? Isabelle czy Maię? Długo jednak nie mogło być kolorowo. Ktoś morduje Nocnych Łowców i podrzuca ich ciała w miejsca, gdzie mieszkają wampiry, wilkołaki i faerie. Wygląda na to, że ktoś próbuje skłócić ich ze sobą, a przez to zerwać pakt między Nocnymi Łowcami i Podziemnymi, który dopiero co zawarto w Idrysie. W tym samym czasie Simonem zaczyna interesować się piękna, ale równie niebezpieczna wampirzyca Camillie, która pragnie odzyskać władzę w Nowym Jorku. W mieście pojawia się tajemniczy Kyle, który uwagę swoją skupia także na Chodzącym Za Dnia. Na dodatek Jace zaczyna oddalać się od Clary, a dziewczyna zupełnie nie wie, co ma zrobić. Jak bohaterowie poradzą sobie z kolejnymi trudnościami?

Miałam ogromną nadzieję, miałam. Jednak rozczarowałam się, ale na szczęście nie tak bardzo. Fakt, książka nie trzyma poziomu trzeciego tomu, który był wręcz rewelacyjny. Ale, co również jest faktem, nadal w pewiem sposób jest świetna. 

Z początku akcja "wlokła" się niemiłosiernie. Wszystko było  pokazane w różowych barwach, aczkolwiek nad bohaterami już pojawiały się ciemne chmury. Simon, którym byłam tak zachwycona wcześniej, teraz okazał się zwyczajnie dziecinny. No ale chyba nic nie irytowało mnie bardziej od zachowania Jace'go. Miało to co prawda swój powód, jednak zakończenie, jakie napisała autorka, było już dla mnie lekką przesadą. Wiedziałam, że w związku Clary i Jace'a długo nie będzie się dobrze dziać, nie spodziewałam się również wielkiego happy endu, no ale uważam, że Cassandra Clare nieco przegięła. Myślę, że sami najlepiej zrozumiecie o co mi chodzi, gdy przeczytacie tę książkę. Muszę jeszcze wspomnieć o pewnych irytujących gestach bohaterów. Mianowicie, Clary zagryzała wargę, Jace odgarniał włosy z czoła, a Isabelle rutynowo nawijała ich kosmyk na palec, gdy była zdenerwowana. Z jednej strony dobrze, że każdy z bohaterów cechuje się czymś "oryginalnym", ale z drugiej nie przesadzajmy - gesty te bowiem pojawiały się notorycznie co kilkanaście stron.

Ale, żeby wszystko nie było w czarnych barwach, książka ma też w sobie dużo dobrego! Podobał mi się pomysł autorki, aby odstawić na bok wątek Clary i Jace'a. Na główny plan przeszedł Simon i jego wampiryczne życie. Młodzi Nocni Łowcy nadal często się pojawiali, ale Simon miał w tej części prawdziwe pole do popisu. Już mówiłam, że był on zwyczajnie dziecinny, aczkolwiek w zakończeniu autorka trochę zrehabilitowała się przedstawieniem jego postaci. Również pomysł na samą historię również wart jest pogratulowania. Szkoda jedynie, że akcja nabrała tempa dopiero w ostatnich kilku rozdziałach, które czytałam z zapartym tchem, w przeciwieństwie do początku. No i humor! Dialogów, przy których wybuchałam śmiechem, jest tutaj całe mnóstwo. Chyba właśnie za te dowcipne rozmowy i docinki bohaterów tak uwielbiam tę serię. 

Podsumowując, uważam, że dla samego zakończenia warto przebrnąć przez "byle jaki" początek. Choć to już nie to samo, co wcześniej, książka nadal jest bardzo dobrą pozycją dla każdego fana takich opowiastek.

Moja ocena: 7/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania
CZYTAM FANTASTYKĘ


środa, 6 listopada 2013

035. Suzanne Collins - Kosogłos

Tytuł: Kosogłos
Oryginalny tytuł: Mockingjay
Autor: Suzanne Collins
Wydawnictwo: Media Rodzina
Seria: Igrzyska śmierci, tom 3
Ilość stron: 361


Kosogłosa przeczytałam już kilka dni temu. Dlaczego więc recenzję piszę dopiero teraz? Potrzebowałam czasu, by ułożyć sobie wszystkie emocje, jakie odczuwam względem tej książki, a także i całej Trylogii Igrzysk śmierci.

Dla przypomnienia, główną bohaterką jest Katniss Everdeen, pochodząca z Dwunastego Dystryktu w państwie Panem. Po powrocie z Kapitolu dziewczyna trafia do Trzynastego Dystryktu, gdzie dowiaduje się, że jej dom został doszczętnie zniszczony. Od teraz dane jej jest zamieszkać wspólnie z innymi obywatelami pod ziemią. Wszędzie natomiast wybuchają rebelie, mieszkańcy Panem buntują się przeciwko władzy i Strażnikom Pokoju. Katniss staje przed dość trudnym wyborem - stanie na czele tej rebelii, jako symbol - Kosogłos, czy też pozostanie w cieniu wspólnie z siostrą i matką? Dziewczyna zmaga się też z innymi problemami - nie wie, co dzieje się z Peetą, którego prezydent Snow trzyma w Kapitolu. Z dnia na dzień dowiaduje się też, jak po kolei giną jej znajomi i przyjaciele. Pozostaje też Gale, do którego Katnis żywi równie gorące uczucia co do Peety. Jak sobie ze wszystkim poradzi bohaterka? Dowiedzcie się sami!

Z początku miałam mieszane uczucia co do Kosogłosa. Z jednej strony, byłam pod ogromnym wrażeniem drugiej części, dlatego niemal od razu sięgnęłam po trzecią. Z drugiej jednak strony dużo osób mówiło mi, że książka ta nie jest już tak dobra co poprzednia. Faktycznie, z początku, choć czytało mi się ją bardzo przyjemnie, byłam nieco rozczarowana. Akcja wolno ciągnęła się do przodu, nie działo się w gruncie rzeczy nic ciekawego, bo na każdej stronie napotykałam właściwie jedno i to samo. Wszystko się zmieniło od drugiej części książki (tom ten, podobnie jak poprzednie, podzielony jest na trzy części). Akcja przyspieszyła, a ja znów czytałam, nie mogąc się oderwać i irytując się jednocześnie, dlaczego nie potrafię czytać odrobinę szybciej.

Nie lubię rownież pozytywnych opinii o książce na obwolutach, wychwalających i zachęcających do sięgnięcia po konkretną lekturę, która nie zawsze jest tak wspaniała, jak piszą. W tym przypadku w zupełności zgadzam się ze zdaniem opiniujących. Uważam bowiem, że każdy chociaż raz w życiu powinien sięgnąć po tę Trylogię. Już nawet nie ze względu na gatunek powieści (polecam fanom antyutopii), ale chociażby ze względu na skutki, które może spowodować tyrania i niewłaściwie wybory. 

Bohaterowie i ich kreacja są według mnie majstersztykiem. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z książką, w gruncie rzeczy dla młodzieży, która miałaby tak dobrze i ciekawie zarysowanych bohaterów. Ich sprzeczne emocje i odważne decyzje były dla mnie pełne podziwu, chociaż nie z każdą do końca się zgadzałam.

Muszę też wspomnieć o zakończeniu (nie bójcie się, niczego Wam nie zdradzę!), którego w zupełności się nie spodziewałam. Z jednej strony cieszę się, że książka nie skończyła się jak wszsystkie tego typu młodzieżówki, z drugiej szczerze żałuję takiego zakończenia. Jednak przede wszystkim żałuję, że moja przygoda z Katniss, Peetą, Galem i Haymitchem (którego wręcz uwielbiam) oraz innymi bohaterami już się skończyła. Wiem, że często będę do tej Trylogii wracać, ale jak na razie pozostanę zaczarowana tą historią i wspomnieniami z nią związanymi.

Moja ocena: 9/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANTASTYKĘ

czwartek, 24 października 2013

033. Suzanne Collins - W pierścieniu ognia

Tytuł: W pierścieniu ognia
Oryginalny tytuł: Catching fire
Autor: Suzanne Collins
Wydawnictwo: Media Rodzina
Seria: Igrzyska śmierci, tom 2
Ilość stron: 358


W pierścieniu ognia jest drugim tomem Igrzysk śmierci. Miałam zamiar sprezentować sobie ów książkę na Boże Narodzenie, ale natknęłam się na nią w bibliotece. Nie czekałam więc dłużej, tylko wypożyczyłam i zaczęłam czytać.

Wydarzenia rozgrywają się w Panem - państwie podzielonym na dwanaście Dystryktów, a niegdyś trzynaście. Główną bohaterką jest Katniss Everdeen - zwyciężczyni 74. Głodowych Igrzysk (razem z Peetą Mellarkiem) i mieszkanka ostatniego, nauboższego Dwunastego Dystryktu.

Katniss po zwycięstwie musiała nauczyć się żyć jako słowna i rozpoznawalna osoba. Takie życie jej jednak nie odpowiada. Na porzeby widzów musi twierdzić, że po uszy zakochana jest w Peecie, choć jej serce w tajemnicy wyrywa się do innego - Gale'a, którego, o losie, każdy uważa za jej kuzyna. W dodatku dziewczynę czeka teraz tradycyzja podróż do każdego dystryktu, zakończona w Kapitole. A jakby tego było mało, nastroje mieszkańców się pogarszają, niemalże każdy pragnie rewolucji, której symbolem staje się Kosogłos - sama Katniss. W dodatku nieubłagalnie zbliżają się kolejne Igrzyska Ćwierćwiecza. Co tym razem szykują władze? Nikt się tego nie spodziewa...

Mówiąc szczerze, po przeczytaniu inforamcji na obwolucie książki, nie byłam usatysfakcjonowana. Ponad trzysta stron opisów jednej podróży? Chciałam jednak pociągnąć moją przygodę z Igrzyskami śmierci po tak rewelacyjnym pierwszym tomie. I było warto! By nie uchylać rąbka tajemnicy tym, którzy jeszcze nie czytali W pierścieniu ognia, powiem jedynie, że zupełnie nie spodziewałam się takiego potoczenia historii Katniss i innych bohaterów.

Bohaterka znów objawiła się jako pomysłowa osoba, która potrafi wyjść cało z najgorszych sytuacji. Nie jest to jednak idealna dziewczyna - ona sama, jak i jej przyjaciele wytykają jej wiele wad - jest to dla mnie ogromnym plusem tej lektury, ponieważ bohaterka wydaje się przez to jednym z nas - zwyczajnych ludzi. Podejmuje nie zawsze słuszne decyzje, których później odczuwa skutki, tylko dla szczęścia innych, choć należy zaznaczyć, że i dla własnego również.

Świat, jaki stworzyła autorka także nie jest doskonały. Przypomina mi czasy wojny, choć w nieco bardziej nowoczesnym wydaniu. Aż serce się krajało, czytając i co najważniejsze odczuwając cierpienie bohaterów.

Książkę czytałam z zapartym tchem. Całkowicie mnie pochłonęła, zabierając mi cały jeden dzień życia. Ale czym jest jeden dzień w obliczu tak wspaniałej lektury? Choć miałam inne zajęcia, nie potrafiłam jej odłożyć, dopóki nie skończyłam czytać ostatniego zdania. A więc moja mała rada: jeśli macie tego dnia pilne sprawy, trzymajcie się z daleka od dzieł Suzanne Collins! Wciągają!

Moja ocena: 10/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANTASTYKĘ

sobota, 19 października 2013

031. Cassandra Clare - Miasto szkła

Tytuł: Miasto szkła
Oryginalny tytuł: City of Glass
Autor: Cassandra Clare
Wydawnictwo: MAG
Seria: Dary Anioła, tom 3
Ilość stron: 526


Po Miasto szkła sięgnęłam niemal od razu, gdy tylko skończyłam czytać drugi tom serii autorstwa Cassandry Clare. 

Tym razem główna bohaterka Clary trafia w niezwykłyh okolicznościach razem z przyjaciółmi do Idrisu. Ma ku temu kilka powodów. Po pierwsze - pragnie wybudzić matkę z magicznej śpiączki. Po drugie, co wydaje się jeszcze straszniejsze, znów do gry wkracza Valentine. Nad światem ciąży widmo nieuniknionej wojny między demonami a Nocnymi Łowcami. Co natomiast z resztą Podziemnych? Czy czarownicy, wilkołaki, wampiry i faerie zjednoczą siły i pomogą walczyć? Czy po latach będą zdolni przekroczyć granicę i połączyć swoje siły z Nocnymi Łowcami? Nie mniej ważne jest również uczucie Clary i Jace'a. Czy w końcu będą mogli pozwolić sobie na miłość? Na te i wiele innych pytań możecie znaleźć odpowiedź w Mieście szkła.

Tym razem zarówno jak książka, tak i pomysłowość autorki mnie nie zawiodły. Akcja wartko prze do przodu, a czytelnik nie spostrzeże się, jak szybko "przeleciał" przez nieco ponad pięćset stron. Mam wrażenie, że tom ten jest jeszcze lepszy od swojego poprzednika. Bohaterowie są o wiele bardziej zarysowani i w końcu można przyznać bez oporów, że zaczynają podejmować naprawdę dojrzałe decyzje. Simon przerósł samego siebie! Tak, jak nigdy się za nim nie przepadałam, tak teraz zaczęłam go naprawdę lubić. Nie jest już tym samym strachliwym Chodzącym za Dnia, ale staje się rasowym wampirem. Całą ewolucję widać na przestrzeni tych kilkuset stron. Sam Jace i Clary, a także Alec się zmieniają. Jace, choć nadal jest ironiczny, zaczyna czuć, że nie wszystko kręci się wokół niego. Być może jest to jedynie moje odczucie, ale autorka w tej częście w końcu  to pokazuje. Clary w końcu zaczyna myśleć o tym, jak jej decyzje wpłyną na innych, a Alec w końcu nie boi się otwarcie pokazywać swoich uczuć. Cóż można mówić więcej? Tę książkę po prostu trzeba wziąć w ręce i przeczytać.

Na zakończenie, czy tylko ja mam takie dziwne uczucie, że przygoda z bohaterami Darów Anioła zbyt szybko się kończy? uż nie mogę doczekać się momentu, gdy w moje ręce trafi kolejny tom.

Moja ocena: 10/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANTASTYKĘ

czwartek, 10 października 2013

029. Cassandra Clare - Miasto popiołów

Tytuł: Miasto popiołów
Oryginalny tytuł: City of Ashes
Autor: Cassandra Clare
Wydawnictwo: MAG
Seria: Dary Anioła, tom 2
Ilość stron: 442


Po tę serię sięgnęłam już kilka lat temu, czytając pierwszą część: Miasto kości. Wtedy bardzo przypadła mi do gustu, ale sama nie wiem, dlaczego nie zabrałam się za czytanie dalszych części. O Darach Anioła przypomniałam sobie dopiero po niedawnej ekranizacji pierwszego tomu. A skoro zabrano się za nakręcanie kolejnych części, postanowiłam je również przeczytać. Rzadko kto lubi przecież czytać książki po obejrzeniu filmu. Choć spodziewałam się kolejnej książki dla nastolatków, byłam mile zaskoczona. No ale zacznijmy od początków... 

Dawno temu Anioł Rajzel stworzył rasę Nephilim - Nocnych Łowców, mających za zadanie chronić świat przed istotami ciemności - demonami. Takim Nocnym Łowcą okazuje się być główna bohaterka - Clary Fray. Nastolatka, która zakochana jest w swoim bracie Jace'u, również Nocnym Łowcy, napotyka na swojej drodze wiele trudności. Zakazana miłośc do brata, matka będąca w magicznej śpiączce, w dodatku coś dziwnego zaczyna dziać się z jej przyjacielem Simonem... Jakby tego było mało, jest również jej ojciec Valentine, o którym głoszą pogłoski, że powraca na czele armii Wyklętych. W tym samym czasie w dziwnych okolicznościach giną młode wampiry, fairy i wilkołaki... Jak Clary poradzi sobie z czymś takim, skoro sama dopiero niedawno zętknęła się z nadprzyrodzonym światem?

Jak już wczęścniej wspomniałam, książka nie okazała się być kolejnym, mówiąc za przeproszeniem chłamem, dla nastolatków. To lektura z rodzaju tych, przy których pozytywnie irytuję się na każdej stronie i krzyczę w myślach, dlaczego dzieje się inaczej, niż chciałabym przewidzieć. W dodatku nie ma w niej czasu na nudę! Za każdym razem czytelnik spotyka nieoczekiwane zwroty akcji, a akcja wre do przodu. Książkę, choć ma ponad 400 stron, czyta się w niesamowitym tempie. Jest to bardzo przyjemna lektura. 

Przyznam się szczerze, że nie lubię opowieści, gdzie wampiry, wilkołaki, wróżki, pixy i inne fantastyczne "stworzenia" współistnieją ze sobą. Miasto popiołów jest pod tym względem zupełnie inne. Autorka ma bowiem talent do pisania opowieści, które dosłownie wciągają czytelnika w lekturę i wszystko, co następuje w opowiadanej historii, czuje się, że jest pisane lekkim, ale bardzo dobrym piórem. Nie ma tu nic pisanego na siłę, na całe szczęście!

Jeśli jeszcze nie zabraliście się za Dary Anioła koniecznie uwzględnijcie je w swoich najbliższych czytelniczych planach! Ja już zabrałam się za trzeci tom. Polecam!

Moja ocena: 10/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANTASTYKĘ

niedziela, 6 października 2013

028. Christopher Paolini - Eragon

Tytuł: Eragon
Oryginalny tytuł: Eragon
Autor: Christopher Paolini
Wydawnictwo: MAG
Seria: Dziedzictwo, tom 1
Ilość stron: 484


Byłoby zbrodnią, gdyby fanka fantastyki wkrótce nie sięgnęła po lekturę Eragona, bez względu jakie opinie książka ów niesie za sobą. Tak więc w końcu książka ta dostała się w moje ręce, po wielkim trudzie znalezienia  jej w bibliotece. 

Tytułowy bohater - Eragon - pewnego dnia znajduje w Kośćcu (pasmo gór) niebieski kamień. Myśląc, że jest on wiele warty, planuje go sprzedać okolicznemu handlarzowi. Zanim jednak by to zrobił, kamień okazuje się jajem, z którego wykluwa się niebieski smok. Ten zwykły wiejski chłopak jest bowiem Smoczym Jeźdzcem. Obecności smoczycy Saphiry długo nie udaje mu się jednak utrzymać w tajemnicy. I nią, i Eragonem zainteresował się władca Alagaesii - Galbatorix, który niekoniecznie ma co do nich dobre zamiary. Przejawem tego jest chociażby bestialskie zamordowanie wujka Eragona. Chłopak, chcąc pomścić śmierć opiekuna, udaje się wspólnie ze smoczycą i grajkiem Bromem w pełną niebezpieczeństw misję...

Jak przystało na prawdziwą powieść fantasy bohaterem musi być pozornie mało znaczący chłopiec, który okazuje się być kimś ważnym. Kimś, kto może odmienić losy świata i stać się bohaterem. Mamy tutaj nie tylko fantastyczne smoki, ale również inne potwory: kulle czy urgale; magię i elfy oraz walkę na śmierć i życie. 

I wszystko byłoby pięknie, gdyby historia ta nie była napisana tak (mówię to z ciężkim sercem) nudnym językiem... Każdy dzień z życia Eragona, począwszy od jego obudzenia się, aż do zaśnięcia, jest opisany w krótkich, bo około dziesięciostronicowych rozdziałach. Czytelnik ma, mówiąc dosłownie, wszystko podane na tacy. Dialogi, a zwłaszcza rozmowy między Saphirą a Eragonem, wieją prostotą. Czytelnik nawet nie musi się domyślać kolejnego posunięcia bohaterów, bo jest ono otwarcie powiedziane. Są co prawda wymyślne opisy miejsc, walk, nauk czy bohaterów, którzy na szczęście wydają się być interesujący. Jednak ogólnie mówiąc, nuda towarzyszy czytelnikowi przez niemal całą powieść. 

Dopiero przy końcu akcja wydaje się rozkręcać i książka zaczyna naprawdę wciągać. Gdyby nie zakończenie (które nawiasem mówiąc niestety również udało mi się przewidzieć), nie mam pojęcia, czy w ogóle skończyłabym tę lekturę. Po ostatnich kilku zdaniach jestem niemal zdziwiona, że pragnę przeczytać kolejną część, choćby z czystej ciekawości.

Co do oceny końcowej, muszę być jednak mniej surowa i przymknąć oko. Należy zaznaczyć, że Eragona napisał szesnastolatek. Jestem więc pełna podziwu dla Paoliniego, że udało mu się stworzyć tak fantastyczny świat w tak młodym wieku. Sama bym tego nigdy nie dokonała. Nie będę porównywać go do Władcy Pierścienia, czy Harry'ego Pottera (chociażby z tego względu, że ich nie przeczytałam), bo podejrzewam, że Eragon chyli się przed nimi. 

Podsumowując, książka nie jest zła. Mając na myśli "nudna", nie mówię, że z trudem udało mi się przez nią przebrnąć. Czytałam ją z przyjemnością, ale też dość z często z irytacją (bo wiedziałam, co zaraz nastąpi). No i co najważniejsze wiem, że moja przygoda z tym smoczym światem Paoliniego jeszcze się nie skończyła. Warto ją przeczytać, choć nie jest to lektura, do której chce się wracać.

Moja ocena: 6/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANTASTYKĘ

niedziela, 15 września 2013

023. Robert Kirkman, Jay Bonansinga - Żywe trupy: Droga do Woodbury

Tytuł: Żywe trupy: Droga do Woodbury
Oryginalny tytuł: The Walking Dead: The Road to Woodbury
Autor: Robert Kirkman, Jay Bonansinga
Wydawnictwo: SINE QUA NON
Seria: The Walking Dead
Ilość stron: 318


Kolejna w mojej biblioteczce powieść dwójki, należących do ulubionych już, autorów. Droga do Woodbury jest drugą częścią trylogii osiągającej szczyty popularności amerykańskiej serii o tematyce żywych trupów.

Książka opowiada historię Lilly Caul - młodej dziewczyny, która przerwała studia i razem z innymi walczy o przeżycie w świecie opanowanych przez plagę zombie. Z początku jest ona strachliwą osobą, która sparaliżowana lękiem przed światem, skrywa się za plecami Josha Hamiltona - barczystego mężczyzny, który w swoim wielkim ciele skrywa dobre, potrafiące kochać tę słodką dziewczynę, serce. Razem z grupą ocalałych i przyjaciółką Lilly, Megan, mieszkają na polanie w środku lasu, w którym roi się od przegniłych zwłok spragnionych ludzkiego mięsa... 

Czytając dalej, dowiemy się, że przeznaczenie zaprowadzi się Lilly do Woodbury - znanego przez wszystkich fanów serii miasteczka rządzonego przez Gubernatora. Miejsce to, mające być ostoją cywilizacji, naprawdę staje się równie zgniłe, co szwędacze, a Lilly wydaje się jedyną osobą, która potrafi dostrzeć ciążące nad każdym widmo klęski. Dziewczyna będzie musiała sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jest w stanie stać się na tyle odważna, by na twardych nogach postawić się Phillipowi Blake'owi i zawalaczyć o własną przyszłość.

Ta część, tak samo jak poprzednia, jest równie rewelacyjna. Historia Lilly mnie urzekła. Choć tragiczna, patrząc na świat, w jakim przystało jej żyć, potrafi dać człowiekowi ogromną lekcję i kopniaka, aby zawalczyć przede wszystkim o przetrwanie jako człowiek. Walka o życie jest bowiem walką o człowieczeństwo. Wydaje się, że to tak niewiele, ale tak naprawdę człowieka niewiele dzieli od żywego trupa...

Miłą odskocznią było dla mnie uwolnienie się od Gubernatora. Historia jest opowiadana głównie z perspektywy Lilly, a dopóki bohaterka nie znajdzie się w miasteczku, o Blake'u czytelnik nie ma zielonego pojęcia. Przyejmnie czytało się książkę perspektywy bohaterki, choć narracje nie jest przecież pierwszoosobowa.

Dużym plusem jest również wartka akcja i wiele zwrotów akcji. Pod tym względem ta pozycja przebija o głowę swoją poprzedniczkę. Tym razem czytelnik nie ma czasu na nudę. Lekturę czytało się niezwykle szybko, aż niechętnie przekartkowywałam ostatnią stronę. Choć nie czuję niedosytu po tej historii, już nie mogę doczekać się kontynuacji. POLECAM!

Moja ocena: 10/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANTASTYKĘ

niedziela, 8 września 2013

022. Laini Taylor - Córka dymu i kości

TytułCórka dymu i kości
Oryginalny tytułDaughter of Smoke and Bone
Autor: Laini Taylor
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 397



Ostatnimi czasy coraz mniej sięgam po romanse paranormalne. Zabieram się za bardziej ambitne lektury, aczkolwiek czasem lubię poczytać dla samej przyjemności czytania; bez sięgania po słownik języka polskiego co chwilę na przykład. W ten oto sposób w moje ręce trafiła Córka dymu i kości Laini Taylor.

Praga. Główną bohaterką jest nastoletnia Karou. To postać dość kontrowersyjna ze swoimi niebieskimi włosami, gromadą tatuaży i niespotykanym jak na jej wiek talentem rysunkowym. Z tego też powodu uczęszcza ona do szkoły plastycznej razem ze swoją przyjaciółką. Karou jednak nie tylko z wyglądu różni się od swoich rówieśników. Od dziecka żyje ona w świecie chimer, które de facto są jej jedyną rodziną. Karou posiada również stałą pracę. Opiekun dziewczyny – Brimstone – daje jej coraz to nowe zlecenia, równie niecodzienne – przez jedne praskie drzwi wyrusza ona do każdego zakątka świata, aby przynosić mu kolekcję zębów. Zęby ów w dużym skrócie w rękach Brimstona mają właściwości magiczne, Brimstone natomiast jest czarownikiem. Magia dla Karou nie jest jednak niczym nadzwyczajnym – jej świat przesycony jest nią od narodzin.

Głównym tematem książki nie jest tutaj, jak mogło by się zdawać, magia, a miłość. Miłość nieszczęśliwa, ale wieczna. Tłem dla owej miłości nie jest bajkowa Praga, a wojna. Wojna pomiędzy dwoma światami. Aniołami i demonami. Serafinami i chimerami. Czy te dwa światy, zwaśnione od wieków, mogą żyć w zgodzie, a co więcej, w miłości? Dla Karou i Akivy jest to realne rozwiązanie, aczkolwiek trudne do zrealizowania. Zwłaszcza, gdy za zbratanie się dwóch światów, przewidziane są najwyższe kary – kary śmierci.

Autorka stworzyła przede wszystkim oryginalną historię. Choć nie wyklucza ona istnienia dobra i zła, miłości między dwoma kochankami, której zawsze musi coś przeszkodzić, jest w niej jakiś niespotykany urok, którego nie doznałam, czytając inne tego typu romanse. Laini Taylor ma coś w swojej twórczości, co jest tutaj ogromnym plusem i o czym muszę wspomnieć. Mianowicie, ma ona talent do wplatania nowych wątków i sprawiania tym, że czytelnik nie potrafi przewidzieć zakończenia.

Każdy zapewne spodziewa się banalnej historii, a tutaj niespodzianka! Język jakim operuje autorka nie pasuje do „zwykłych” młodzieżówek, co plasuje tę pozycję półkę wyżej. Wątki mitologiczne przeplatające się z magicznymi w sposób naturalny. Mnóstwo zwrotów akcji i miłość, która w swym opisie nie przyprawia czytelników o mdłości. Jest namiętna i zmysłowa, a nie przesycona słodyczą. To kolejny plus. No i bohaterowie, niezbyt skomplikowani, ale przyczepienie im tabliczki „prostota”, byłoby grzechem.

Prócz zachowania Zuzany, które mnie irytowało oraz samej jej sylwetki – według mnie banalnej, typowej przyjaciółki, która  czasem się zdenerwuje, ale nigdy nie zostawi, która zaakceptuje wszystko, a inność jest dla niej na porządku dziennym, książka nie ma większych wad. Choć o to chodzi w przyjaźni, przyznajcie sami, czy ktoś z was nie byłby zszokowany, a być może i nie wystraszył, gdyby zobaczył przyjaciela potrafiącego latać?

Polecam Wam z czystym sercem tę historię! Ale uprzedzam, nie zdziwcie się, że po zakończeniu, zamiast rozwiązania akcji, w głowie powstaną pytania o ciąg dalszy, którego nie będziecie mogli się doczekać. Ja już poluję na kolejną część.


Moja ocena: 8/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANTASTYKĘ

czwartek, 29 sierpnia 2013

020. Dmitry Glukhovsky - Metro 2033

TytułMetro 2033
Oryginalny tytuł
: Метро 2033
Autor: Dmitry Glukhovsky
Wydawnictwo: Insignis
SeriaMetro, tom 1
Ilość stron: 613


Długo zwlekałam, zanim sięgnęłam po Metro 2033. Nigdy nie przepadałam za literaurą rosyjską, ani za fantastyką postapokaliptyczną, jaką jest ów lektura. Mój znajomy natomiast bardzo sobie zachwalał tę pozycję. Głupio mi więc było rozmawiać z nim, nie mając o niczym zielonego pojęcia. Zaczęłam czytać o Metrze 2033 i powiem Wam szczerze - ten świat, moskiewskie metro, wciąga. 

Sam autor, ponad trzydziestoletni rosyjski pisarz i dziennikarz, właśnie dzięki Metrze stał się sławny. Stworzył, według mnie, mistrzowskie dzieło fantastyczne i sprawił, że chcą sięgnąć po nie i młodsi, i starsi czytelnicy. Sądzę, że to trochę tak jak z polskim Wiedźminem Sapkowskiego - wstyd nie znać. 

Głównym bohaterem jest Artem. To młody człowiek, który kilka pierwszym lat życia przeżył na powierzchni - zanim świat uległ zagładzie atomowej, a nieliczni ocalali skryli się pod ziemią - w moskiewskim metrze. Razem ze swoim ojczymem mieszkał on na stacji WOGN i wiódłby dalej w miarę normalne życie  przepełnione szarą codziennością (bez światła słonecznego, gdzie zamiast nieba, są tylko mury, stare kable, rury i kilka latarenek, zamiast domu - namiot, a miast pożywnego obiadu - grzyby wychodowane pod ziemią), gdyby nie otwarcie przez niego za czasów młodości wyjścia na powierzchnię. Od tego momentu WOGN zaczynają atakować Czarni - tajemnicze istoty, których napaści mieszkańcom coraz trudniej jest odpierać. Żeby ratować, nie tylko WOGN, ale i wszystkie inne stacje, Artem wyrusza na misję do serca metra - Polis, by przekazać wieści o niebezpieczeństwie. 

Czytelnik razem z nim poznaje budowę metra, inne stacje, a także uda mu się zobaczyć zniszczoną Moskwę. Z każdą kolejną stroną odkrywa mechanizm społeczny, jaki wykształcił się w metrze. Tak jak w dzisiejszym świecie, tak tam - w roku 2033, nikt nie żyje pokojowo, a zagrożeniem dla człowieka jest przede wszystkim... Sam człowiek. Metro zamieszkują trzy główne frakcje: Faszyści, Czerwoni i Hanza. Każda frakcja ma swoje ideologie, których odmienność, powoduje nieustające konflikty. Prócz tych trzech frakcji, społeczność utworzyła się w sekty - satanistów, świadków Jehowy i według mnie najgroźniejszych - kanibali, wyznaznów Wielkiego Czerwia (odpowiednika Boga). Jest też oczywiście Stowarzyszenie WOGN i różne Konfederacje - Arbacka oraz 1905 roku. Jak sami widzicie - moskiewskie metro to jedno wielkie społeczeństwo, które prócz świata, w jakim żyje, nie różni się wiele od nas. Łączy je metro, ale dzielą ideologie, religiie i bogowie, w których wierzą, a także majętność. Są biedne stacje i te, które prosperują o wiele lepiej. Tam też istnieje handel, w którym pieniądze okazują się bezwartościowym papierem; zastępują je bowiem bedące na wagę złota naboje.

Metro 2033 to nie tylko powieść o dojrzewaniu młodego człowieka, który przemierzając kolejne stacje, poznaje je i uczy się, a także odnajduje swoje przeznaczenie. To nie jest zwykła fantastyka, ale powieść ponadczasowa (dzisiaj też mamy wiele wyznań czy stowarzyszeń, które niczym organizm żyją napędem wyznawców czy członków), która nie tylko dostarcza rozrywki czytania, ale przede wszystkim uczy, jak NIE postępować. Pokazuje, że największym zagrożeniem dla życia człowieka, nie są jakieś wymyślne stwory (tutaj akurat wytworzone poprzez zabójcze promieniowanie), ale sam człowiek. Maszyny, rakiety, czołgi, broń - bez ręki i umysłu człowieka są zwykłą kupą złomu. Ta lektura również przestrzega - jeśli ludzie się nie opamiętają, być może świat w 2033 roku będzie tak właśnie wyglądał - zniszczony wojną nuklearną, porośnięty wymyślną roślinnością i zamieszkały przez ogromne, zdawałoby się prehistoryczne stwory, gdzie człowiek okaże się małą, bezbronną mróweczką.

Metro 2033, dzięki wartościom jakie przekazuje, jest dla mnie mistrzostwem i takim też mistrzostwem pozostanie (do którego na pewno w przyszłości nie raz powrócę). Wszystko dopełnia język - który dla czytelnika jest wręcz piękny w swej prostoscie. To nie jest książka, gdzie trzeba nosić przy sobie słownik, by zrozumieć, co autor miał na myśli. Nie jest to również banalność językowa. Bogatość słownictwa, homeryckie czasami porównania i przekaz, jaki słowa ów niosą ze sobą - to symboliczna wisienka na torcie.

Dodatkiem do Metr2033 jest krótka Ewangelia według Artema. Przedstawia ona czytelnikowi możliwość innego, być może lepszego i bardziej humanitarnego zakończenia, a także pokazuje samego bohatera z zupełnie innej strony. Czytelnik, myśląc, że wie o nim wszystko, nagle poznaje zakamarki jego umysłu, szczelnie skrywane przez całą powieść. Czegóż chcieć więcej?

Moja ocena: 10/10, bez dwóch zdań.

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANTASTYKĘ


piątek, 23 sierpnia 2013

019. Trudi Canavan - Uczennica maga

TytułUczennica maga
Oryginalny tytułThe Magician's Apprentice
Autor: Trudi Canavan
Wydawnictwo: Galeria Książki
Seria: Prequel Trylogii Czarnego Maga
Ilość stron: 808



Po przeczytaniu Kapłanki w bieli byłam zauroczona twórczością Trudi Canavan. Trylogia Czarnego Maga również zapowiadała się obiecująco. Przygodę z nią postanowiłam zacząć od prequelu - Uczennicy maga.

Główną bohaterką jest, mieszkająca w Mandryn (Kyralia), Tessia - córka Uzdrowiciela. Widziała w swoim dość krótkim życiu więcej krwi i obrażeń od niejednego starca; z zawodem tym też chciała związać swoją przyszłość. Przeciwna temu była jej matka, która dla córki poszukiwała dobrego męża. W wyniku dość nieprzyjemnych zdarzeń dziewczyna odkrywa w sobie talent magiczny. Odtąd musi zamieszkać w domu Mistrza Dakona - miejscowego maga, którego zostaje uczennicą. Poznaje tam również jego drugiego ucznia - Jayana. z którym z początku nie potrafi się porozumieć. Sielanka jednak nie trwa długo - Mandryn zostaje zniszczone przez Sachakan, którzy rozpoczynają inwazje na Kyralię. Tessia odtąd musi zacząć panować nad swoją magią w trudnych chwilach, w cieniu wojny.

Oprócz historii Tessi, autorka przedstawia czytelnikowi bliżej również innych bohaterów. Poznajemy Sterię - kobietę, która wychodzi za mąż za Sachakana. Jest ona postacią ciekawie wykreowaną; czasem myślę nawet, że ciekawszą od głównej bohaterki. Choć nie uczestniczy ona w wojnie w takim dużym stopniu jak Tessia, odniosłam wrażenie, że w jej życiu działo się o wiele więcej.

Prócz kobiet, które w książce mają decydującą przewagę, w kilku rozdziałach narrację prowadzą również mężczyźni - Takado - sachakański mag, a jednocześnie człowiek, który rozpętał wojnę i jego niewolnik - Hanara. Czasem narratorem jest również Jayan czy Dakon. To miła odskocznia od wszechobecnego głosu kobiet.

Myślę, że Uczennica maga jest dobrym wstępem do całej Trylogii. Wydarzenia również dzieją się w Kyralii i Sachace, tyle, że kilkaset lat przed wydarzeniami rozgrywającymi się w Gildii Magów. Lektura ta podzielona jest na 5 części, z czego każda ma kilka rozdziałów.

Książka ma jednak wiele minusów. Trudi, jak wszystkim pewnie wiadomo, ma okropny nawyk lania wody. Gdyby odjąć nieco opisów, które momentami były w ogóle niepotrzebne, książka mogłaby być lżejsza o kilkadziesiąt stron, a i tak nie straciłaby tym na wartości. Sylwetki bohaterów - choć ciekawe, były jednak nieco płytkie (przynajmniej w porównaniu z innymi postaciami literackimi, jakie udało mi się w życiu poznać), a sama fabuła - niestety bardzo przewidywalna. Choć czasem byłam zaskoczona zwrotami akcji, w gruncie rzeczy od początku wiedziałam, kto wygra wojne i kto się w kim zakocha. 

Dużym jednak plusem jest właśnie wątek miłosny, bez którego pewnie ów książkę nieskończoną odniosłabym z powrotem do biblioteki. Dzięki niemu mimo wszystko chciałam wiedzieć, jak potoczą się wydarzenia, mając nadzieję, że może na ostatnich stronach Trudi zaskoczy czytelnika nieoczekiwanym zwrotem akcji. Tak się niestety nie zdarzyło...

Mimo wszystko, jeśli chcecie zabrać się za całą Trylogię, zacznijcie od tego prequelu. Choć ma wiele wad i gdyby niektóre rzeczy rozegrać nieco inaczej, czego nie zrobiła autorka, książka ogólnie jest dobra. Nie odkładajcie jej, gdy akcja będzie się ciągnąć i nie przerażajcie się grubością - czyta się ją na całe szczęście bardzo szybko.

Moja ocena: 6/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANTASTYKĘ



poniedziałek, 12 sierpnia 2013

017. Robert Kirkman, Jay Bonansinga - Żywe trupy: Narodziny Gubernatora

Tytuł: Żywe trupy: Narodziny Gubernatora
Oryginalny tytułThe Walking Dead: The Rise of the Governor
Autor: Robert Kirkman, Jay Bonansinga
Wydawnictwo: SINE QUA NON
Seria: The Walking Dead
Ilość stron: 358


Żywe trupy: Narodziny Gubernatora to pierwsza z serii powieści, która zaraz po kultowym komiksie i serialu, opowiada o przygodach bohaterów, którzy starają się przetrwać w świecie opanowanym przez nową chorobę, zmieniającą ludzi w maszyny do pożerania żywcem - zombie.

Siegnęłam po nią pod wpływem zafascynowania wcześniej wspomnianym komiksem i serialem. Dodatkową rzeczą, jaka mnie przyciągnęła do tej pozycji jest to, że nie opowiada ona o Ricku i jego przygodach, ale o kimś zupełnie innym, kto z początku nawet nie pojawia się w historii Żywych trupów. Poznajemy go później, ale jest jednym z najbardziej barwnych bohaterów. Książka ów pomaga go poznać znacznie bliżej, sięgnąć do początków - narodzin despoty - gubernatora Woodsbury.

Historia bardzo przypomina wędrówkę Ricka. I tutaj mamy wyprawę do Atlanty, gdzie rzekomo ma się znajdować obóz dla uchodźców, a ocalali mają otrzymać pomoc i dach nad głową. Także i tutaj zamiast obozu mamy gromadę żywych trupów i rozwiane nadzieję... Razem z Philipem Blakem i jego grupą czytelnik podróżuje po Stanach Zjednoczonych w poszukiwaniu ratunku, schronienia i odrobiny jedzenia oraz wody pitnej, napotykając się na innych ocalałych, którze wbrew pozorom niechętnie przyjmują pod swoje skrzydła nieznajomych, choć być może to umożliwiłoby im przetrwanie.

Jednocześnie czytamy o walce o własne życie i życie najbliższych - nie jest to więc jedynie ucieczka przed kanibalami. Na stronach książki prócz Philipa, zapoznajemy się również z sylwetkami jego brata - Briana, który opiekuję się swoją siostrzenicą Penny, jego przyjaciela Nicka i Bobby'ego. Każdy z bohaterów jest kompletnie inny, ale łączy ich jedna rzecz - instynkt przetrwania. Dobrze zarysowane są również postacie drugoplanowe i epizodyczne.

Właśnie dobry zarys bohaterów podobał mi się w powieści najbardziej. Do teraz trudno jest mi stwierdzić, który z nich był dobry, a który zły. Tłumaczę to sobie jedynie robieniem złych rzeczy w dobrym celu, choć powątpiewam, czy czasami istniał jakikolwiek cel. Drugą rzeczą jest akcja - na każdej stronie coś się działo, co sprawiało, że książkę niesamowicie szybko się czytało, a czytelnik nie był znudzony. W prawie 300 stronach zawarta jest jednak akcja obejmująca niewielki odcinek czasowy. Choć w gruncie rzeczy jest ona przewidywalna, samo zakończenie zwala z nóg. Właśnie dla niego warto przeczytać całość i niekiedy troszkę się niestety pomęczyć.

Główną wadą książki są błędy wydawnicze - literówki; raz zdarzyło się nawet, że bohater w obronie strzelał do samego siebie. Chyba jeszcze nigdy nie czytałam książki z taką masą błędów. Gdyby nie to, mogłabym się pokusić na wyższą ocenę, bo mówiąc szczerze - wiem, że książka długo pozostanie mi w pamięci i chętnie do niej powrócę. Równie chętnię sięgnę i po kolejną część.

Moja ocena: 7/10

Wakacyjnie w górach, z Żywymi trupami :)

sobota, 3 sierpnia 2013

016. Brent Weeks - Cień doskonały

TytułCień doskonały
Oryginalny tytuł
Perfect Shadow
Autor
: Brent Weeks
Wydawnictwo: MAG
Ilość stron: 118


Cień doskonały nie można uznać za powieść. Książka jest bowiem krótką nowelą, której akcja toczy się w świecie znanej trylogii Nocnego Anioła.

Postanowiłam sięgnąć po nią, gdy tylko skończyłam czytać drugą część - Na krawędzi cienia. Żałuję tylko, że stało się to dopiero teraz, a przede wszystkim, że przeczytałam ją po rozpoczęcia czytania Trylogii. Jeśli jeszcze nie chwyciliście za Drogę cienia, poczekajcie i przeczytajcie najpierw tę nowelę. Wyjaśniła mi ona wiele sytuacji, których wcześniej mogłam się jedynie domyślać. Z drugiej jednak strony, gdybym nie przeczytała Trylogii, kilka wątków byłoby dla mnie niejasnych, ponieważ autor oszczędza w wyjaśnieniach.

Wydarzenia rozgrywają się kilka lat przed; zanim losy Durzo Blinta i Kylara złączą się oraz zanim Durzo zostanie tak właściwie Durzo Blintem.

W noweli tej (która równie dobrze może być prequlem), głównym bohaterem jest zwykły farmer - Gaelan Gwiezdny Żar. Poznajemy go jako szczęśliwego męża i ojca, ale także jako nieśmiertelnego. Z tego względu nie można więc powiedzieć, że są to początki historii człowieka o wielu nazwiskach, a raczej początki jego bycia siepaczem.

Głównym wątkiem jest pierwsze spotkanie Gaelana z Gwinvere Kireną (znaną jako Mamę K). To ona ma decydujący wpływ na przyszłość mężczyzny - posyła go na nauki zawodu u jednego z najlepszych płatnych zabójców - Wrable Szramy. Czytając książkę, mamy do czynienia z pierwszymi zabójstwami Gaelana oraz niewielkim stopniu poznajemy jego przeszłość, a także walki w obronie czarnego ka'kari. Dowiadujemy się, skąd wzięło się jego kolejne nazwisko - Durzo Blint oraz poznajemy kilka fragmentów historii cesarza Jorsina Alkestesa.

Jestem wielką fanką twórczości Brenta Weeksa. Uwielbiam jego styl, język jakim się posługuje, który, choć łatwy w odbiorze, nie jest banalny oraz świat, jaki potrafi stworzyć w swoich twórczościach. Wiedziałam, że pozycja ta mnie nie zawiedzie. Choć nowela jest krótka i zwięzła, sądzę, że więcej jej nie potrzeba. Nie pozostawia czytelnikowi niejasności, a mi nie pozostawiła niedosytu. To lektura dobra na jeden wieczór, bo czegóż mamy oczekiwać po 120 stronach?

Jeśli zaciekawiła Was postać Durzo Blinta czy chociażby Mamy K, sięgnijcie po ten prequel. Nie macie po co jej czytać ze zwględu na Kylara Sterna, bo bohater ów nie pojawia się w tej książce. Lektura ta jest, według mnie, dobrym uzupełnieniem trylogii Nocnego Anioła lub pozycją od której rozpoczniecię swoją przygodę z siepaczami i Sa'kage.

Moja ocena: 10/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
CZYTAM FANTASTYKĘ