piątek, 8 maja 2015

108. Rebecca Donovan - Powód by oddychać

Emocjonalny, intensywny i chwytający za serce... Czy taki naprawdę był pierwszy tom trylogii Oddechy? Przekonajmy się sami.

Emma - jedna z niewielu licealistek, którą naprawdę obchodzą wyniki w nauce i naprawdę nie interesują zdania znajomych. Wśród wszystkich uczniów ma tylko jedną przyjaciółkę, a na całym świecie miejsce, które z pozoru wygląda jak dom, ale wcale nim nie jest. Każdego dnia dziewczyna zastanawia się, co tym razem ją tam spotka i każdego dnia odlicza czas pozostały jej do wyprowadzki na studia. Czy Sara i nowopoznany chłopak Evan pomogą jej przetrwać katorgę?

Chwytając tę powieść do ręki, nie spodziewałam się akurat takiej historii. Zamiast tej emocjonalnej i chwytającej za serce, dostałam typową młodzieżówkę o dziewczynie, której życie nie składa kwiatów pod nogi. Jednakże Powód by oddychać ma w sobie coś, co naprawdę sprawia, że lektura jest przyjemna, a po jej zakończeniu przez najbliższe kilka dni ma się kaca książkowego. 

Nie mogę przyznać, że pokochałam bohaterów całym swoim sercem, bo wcale tak nie jest. Polubiłam po prostu historię i świat, jaki wykreowała czytelnikom autorka. Czytając jednak, nie czułam jakiegoś "wow", jakie doznaje się przy rewelacyjnych książkach. Ona była po prostu dobra, ale niczym nie odróżniała się od reszty. Emma i Evan - dwójka osób, które wśród przeciwności losu, stara się skupić na miłości. No i Sara - typowa amerykańska dziewczyna, gwiazda szkoły - nieco mnie irytowała, ale uwielbiałam wątki z jej udziałem.

Znalazłam jednak rzecz, której po prostu nie mogłam znieść podczas lektury. Czułam bowiem, że wszystkie wydarzenia nie są realne. Już nie chodzi o sytuację Emmy w domu z niekochanymi opiekunami (nie myślcie, że żyję w jakiejś bańce i nie zdaje sobie sprawy, że takie rzeczy dzieją się naprawdę wielu domostwach). Chodzi mi głównie o sytuację w szkole. Wydaje mi się, że skoro główna bohaterka tak się izolowała, to w takiej prawdziwej amerykańskiej szkole większość uczniów powinna ją po prostu wyśmiewać. Tutaj jednak było inaczej. Licealiści byli nią po prostu zainteresowani, a co najlepsze - duże grono ich zwyczajnie Emmę lubiło. Dziwne, nie prawda?

Ogromnie trudno pisało mi się tę recenzję, bo Powód by oddychać był dla mnie książką pełną sprzeczności. Była ona zwyczajna, ale jednak miała coś w sobie. Może w drugim tomie odkryję, co to było takiego i dlatego bardzo się cieszę, że zakupiłam z pierwszym od razu ten drugi. Polecam ją tym, którzy szukają przyjemnej i lekkiej lektury na wiosenno-letnie wieczory. A po takim zakończeniu, jakie zaserwowała nam autorka, uwierzcie, że będziecie chcieli więcej! Więc doradzam od razu zakupić kontynuację.

Moja ocena: 7/10

Rebecca Donovan, Powód by oddychać, Feeria, Łódź 2015, s. 493

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU

piątek, 1 maja 2015

107. Kwietniowy Wrap Up & TBR na maj

Witajcie! Znów dawno mnie tutaj nie było, ale ostatnio tyle się w moim życiu dzieje, a dodatkowo zbliża się sesja i ogrom zaliczeń, z którymi właśnie się zmagam... Obiecuję, że w maju będzie mnie tutaj więcej! Mam przygotowane już kilka recenzji dla Was. Ale teraz nie przedłużajmy.

Postanowiłam wrócić/pisać starą/nową serię na blogu. Trochę podsumuję kwiecień (choć nie ma właściwie czego podsumować...) i trochę opowiem o tym, co będę czytać w maju. Zaczynajmy!



W kwietniu przeczytałam tylko dwie książki, ponieważ głównie starałam skupić się na nauce. Każdej z nich pojawi się niedługo recenzja, także nie będę rozwodzić się nad ich treścią, aczkolwiek już teraz mogę powiedzieć, że naprawdę warto je przeczytać.

Co do maja, to wylosowałam w swoim The Book Jar kilka tytułów:


Looking for Alaska czytam cały czas, przerywając ją polskimi książkami, ale myślę, że niedługo ją skończę. Podobnie mam z W śnieżną noc; choć pogoda już mało zimowa, to postanowiłam, że nie będę już odkładać jej na później, bo naprawdę niewiele mi zostało. Za Love Rosie i Ćpuna zabiorę się zaraz po nich.

Znalazło się też kilka e-booków:


Wierną chciałam przeczytać już od dawna i może w końcu mi się uda; Girl Online już od jakiegoś czasu mnie ciekawi i po prostu nie mogę jej ominąć, a Hopeless akurat czytam i chyba nie wiem, czym wszyscy się tak zachwycają, bo naprawdę nie przemawia do mnie ta książka...

Niedługo na blogu w zakładkach pojawi się coś w stylu kalendarza lub planu (sama jeszcze nie wiem jak to będzie wyglądać), w którym nieco uporządkuję to, jakie wpisy będą się pojawiać w najbliższym czasie. 

Wiem, że nie ma mnie tu za wiele, ale mam nadzieję, że rozumiecie, ile czasu zajmuję nauka (zwłaszcza podczas sesji), a jako że jestem studentką zaoczną, sesja trwa u mnie właściwie cały czas, więc myślę, że dopiero podczas wakacji będę zasypywać Was postami.

I koniecznie opowiadajcie jakie są Wasze plany na maj!