Emocjonalny, intensywny i chwytający za serce... Czy taki naprawdę był pierwszy tom trylogii Oddechy? Przekonajmy się sami.
Emma - jedna z niewielu licealistek, którą naprawdę obchodzą wyniki w nauce i naprawdę nie interesują zdania znajomych. Wśród wszystkich uczniów ma tylko jedną przyjaciółkę, a na całym świecie miejsce, które z pozoru wygląda jak dom, ale wcale nim nie jest. Każdego dnia dziewczyna zastanawia się, co tym razem ją tam spotka i każdego dnia odlicza czas pozostały jej do wyprowadzki na studia. Czy Sara i nowopoznany chłopak Evan pomogą jej przetrwać katorgę?
Chwytając tę powieść do ręki, nie spodziewałam się akurat takiej historii. Zamiast tej emocjonalnej i chwytającej za serce, dostałam typową młodzieżówkę o dziewczynie, której życie nie składa kwiatów pod nogi. Jednakże Powód by oddychać ma w sobie coś, co naprawdę sprawia, że lektura jest przyjemna, a po jej zakończeniu przez najbliższe kilka dni ma się kaca książkowego.
Nie mogę przyznać, że pokochałam bohaterów całym swoim sercem, bo wcale tak nie jest. Polubiłam po prostu historię i świat, jaki wykreowała czytelnikom autorka. Czytając jednak, nie czułam jakiegoś "wow", jakie doznaje się przy rewelacyjnych książkach. Ona była po prostu dobra, ale niczym nie odróżniała się od reszty. Emma i Evan - dwójka osób, które wśród przeciwności losu, stara się skupić na miłości. No i Sara - typowa amerykańska dziewczyna, gwiazda szkoły - nieco mnie irytowała, ale uwielbiałam wątki z jej udziałem.
Znalazłam jednak rzecz, której po prostu nie mogłam znieść podczas lektury. Czułam bowiem, że wszystkie wydarzenia nie są realne. Już nie chodzi o sytuację Emmy w domu z niekochanymi opiekunami (nie myślcie, że żyję w jakiejś bańce i nie zdaje sobie sprawy, że takie rzeczy dzieją się naprawdę wielu domostwach). Chodzi mi głównie o sytuację w szkole. Wydaje mi się, że skoro główna bohaterka tak się izolowała, to w takiej prawdziwej amerykańskiej szkole większość uczniów powinna ją po prostu wyśmiewać. Tutaj jednak było inaczej. Licealiści byli nią po prostu zainteresowani, a co najlepsze - duże grono ich zwyczajnie Emmę lubiło. Dziwne, nie prawda?
Ogromnie trudno pisało mi się tę recenzję, bo Powód by oddychać był dla mnie książką pełną sprzeczności. Była ona zwyczajna, ale jednak miała coś w sobie. Może w drugim tomie odkryję, co to było takiego i dlatego bardzo się cieszę, że zakupiłam z pierwszym od razu ten drugi. Polecam ją tym, którzy szukają przyjemnej i lekkiej lektury na wiosenno-letnie wieczory. A po takim zakończeniu, jakie zaserwowała nam autorka, uwierzcie, że będziecie chcieli więcej! Więc doradzam od razu zakupić kontynuację.
Moja ocena: 7/10
Rebecca Donovan, Powód by oddychać, Feeria, Łódź 2015, s. 493
Książka przeczytana w ramach wyzwania:
PRZECZYTAM TYLE, ILE MAM WZROSTU

-horz.jpg)
.jpg)
-horz.jpg)