Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrap up. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrap up. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 września 2018

225. Podsumowanie sierpnia


Sierpień był miesiącem wyjątkowym - cudownym i trudnym zarazem. Rozpoczęłam go dwutygodniowym urlopem i prócz zasłużonego odpoczynku nad jeziorem na Kaszubach, udałam się również na niesamowity koncert Eda Sheerana do Warszawy. Supporty dały radę, organizacja na ogromny plus (nie stałam w żadnych kolejkach pomimo potrójnej kontroli, a przyszłam zaledwie godzinę po otwarciu bramek), magia samego występu tego rudego mężczyzny z gitarą i cudowna atmosfera już po samym koncercie, gdy podczas ulewnej burzy wracałam pieszo do centrum stolicy środkiem mostu Poniatowskiego, który okazał się być wyłączony z ruchu, pomimo wcześniejszych informacji, że komunikacja miejska jeździć będzie. Dla mnie był to kolejny niezapomniany wieczór w Warszawie. Miesiąc skończyłam natomiast stresem w poszukiwaniu nowej pracy i rozterką, którą ofertę mam wybrać, bo każda ma swoje plusy i minusy, a w tej chwili już sama nie wiem, co mam zrobić.

W całej tej gonitwie udało mi się przeczytać 11 książek. I szczerze? Nie wiem, jak ja to zrobiłam.

Sierpień rozpoczęłam od niewymagającej książki, czyli Powrót władcy wampirów. Ta historia mnie zaskoczyła - była lekka i przyjemna, ale czuć w niej było klimat Londynu, no i same wampiry. Od razu nabrałam ochoty na opowieści z tymi istotami w roli głównej. Czas więc w końcu zabrać się za Wampira Lestata, który na mojej półce kwitnie już od kilku lat.

Jadąc na Kaszuby, kompletnie nie wiedziałam, co mam ze sobą wziąć. Zdecydowałam się na pięć książek i ostatecznie przeczytałam trzy z nich, czyli Załącznik, Kredziarz (o którym opinia niedługo na blogu się pojawi) oraz Lawa, owce i lodowce. Zadziwiająca Islandia.

Już po powrocie w końcu skończyłam czytać Aż po horyzont, które okazało się być dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Miałam co do tej książki duże oczekiwania, a ostatecznie bardzo się z nią męczyłam i żałuję, bo ta historia naprawdę miała potencjał. Jedyne, co mi się podobało to fakt, że autorka do jej pisania naprawdę się przyłożyła. Aż po horyzont to opowieść o dwójce bohaterów, którzy wyruszają w podróż (można to w sumie nazwać road trip) z zachodu na wschód USA. Morgan Matson sama więc wybrała się w taką podróż, a opowieść urozmaiciła czytelnikowi zdjęciami lub np. skopiowanymi rachunkami za jedzenie. To dodało tej powieści autentyczności i podniosło trochę moją ocenę.

Następnie w pracy przeczytałam szokujące Hate i moim zdaniem to książka, po którą każdy powinien sięgnąć. Nie jest idealna, ale niesie ze sobą spore i ważne dzisiaj przesłanie.

Przeczytałam również Girl Online. Solo i tym samym skończyłam tę uroczą trylogię o przygodach Penny. Bardzo ją lubię i choć ma ona swoje wady, to żałuję, że to już koniec, bo ogromnie zżyłam się z bohaterami.

Za to zdecydowanie najgorszą książką w sierpniu okazał się być Wilk. Ja mam z tą książką ogromny problem. Z jednej strony warsztat pisarski był fatalny (tak, zdaję sobie sprawę, że był to debiut zaledwie piętnastoletniej wówczas pani Miszczuk), ale historia sama w sobie zaciekawiła mnie na tyle, że sięgnę po drugi tom, czyli Wilczycę. Więcej o niej pojawi się niedługo na blogu, bo opinię mam już przygotowaną.

Pochłonęłam również fenomenalne Gdzie niebo mieni się czerwienią, o którym również wpis opublikuję we wrześniu.

W końcu skończyłam słuchać Chroń ją. Był to jedyny audiobook przesłuchany w tym miesiącu, a że moje wyjazdy również się skończyły, na razie więc dam sobie spokój z tą formą "czytania". Książka natomiast bardzo mi się spodobała i cieszę się, że zdecydowałam się ją posłuchać. Widząc mylącą okładkę, pewnie nigdy bym się nią nie zainteresowała w papierowym wydaniu, a okazała się być naprawdę dobra. Polecam!

No i na sam koniec Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy, czyli książka pożyczona od koleżanki z pracy. To książka, która wywołała we mnie sporo skrajnych emocji. Zdaję sobie sprawę, że wypowiedzi lekarzy (bo to z nich głównie składa się ta pozycja) są po prostu stronnicze, a ich opinie subiektywne, ale mając kontakt ze służbą zdrowia właściwie od urodzenia i od paru lat pracując w centrum tego armagedonu (bo w Klinice, w Izbie Przyjęć) nie mogę się z nimi stuprocentowo zgodzić. Niemniej jednak książka wciągająca i głównie ukazująca straszną prawdę polskiej służby zdrowia.

Jak minął Wam sierpień? Gotowi na nowy rok szkolny? A może ktoś z Was ma jeszcze miesiąc wolnego lub (tak jak ja) zapomniał już, co to powrót do szkoły/na uczelnię po wakacjach?

środa, 1 sierpnia 2018

220. Podsumowanie lipca


Upalny lipiec minął szybko i przyniósł mi 14 nowo poznanych książek.

Miesiąc rozpoczęłam co prawda skończeniem Osaczonej, ale z racji, że było to zaledwie kilkadziesiąt stron przeczytanych po północy, książkę dodałam do czerwcowego podsumowania.

Następnie zabrałam się za Naznaczonych śmiercią, a zaraz po nich za Spętanych przeznaczeniem, czyli fantastyczną duologię, o której na blogu już mogliście przeczytać.

W międzyczasie przeczytałam Duńczyków. Patent na szczęście, której patentem bym nie nazwała oraz pamflet o Norwegii, czyli Najlepszy kraj na świecie. Książka jednak najlepsza nie była. Nie wspominam jej dobrze i naprawdę nie rozumiem, skąd się biorą pozytywne opinie o niej, bo ja zdecydowanie ich nie podzielam.

Następnie przyszła pora na długo odkładane Oddam ci słońce. Kilka słów o tej książce pojawi się już niedługo na blogu. Uplasowała się ona w czołówce najlepszych przeczytanych książek w tym roku, o ile nie w życiu. Z pewnością do niej kiedyś powrócę i Wam z całego serca ją polecam!

Jakiś czas temu wypożyczyłam z biblioteki Pewnego dnia. To jakby drugi tom Każdego dnia, a dokładniej ta sama historia opowiedziana z perspektywy innego bohatera. Trudno mi tutaj oceniać, czy jej napisanie było konieczne (mi całkowicie wystarczyło Każdego dnia, które czytałam już dobrych kilka lat temu), ale nie ukrywam, że jestem nieco rozczarowana po jej lekturze. Liczyłam, że to będzie ciąg dalszy wydarzeń i moim zdaniem chyba to byłaby jedyna słuszna kontynuacja tej opowieści. Dobrze jednak było sobie przypomnieć tę historię przed obejrzeniem ekranizacji, którą swoją premierę miała w Polsce wiosną.

Mniej więcej w połowie miesiąca założyłam sobie konto w aplikacji Storytel i tym sposobem przesłuchałam już cztery audiobooki - Wiecznie żywego, Margo (bardzo polecam!), Był sobie szczeniak: Ellie oraz Był sobie pies. Nadal nie jestem do końca przekonana do tej formy, ale nie ukrywam, że jest ona idealna na podróż dla osób, które lubią wyglądać przez okno. Ja nigdy nie mogłam skupić się na czytaniu zwykłej książki, bo bardziej mnie interesowało to, co mogę zobaczyć na zewnątrz. Teraz czekają mnie kilkugodzinne podróże, więc audiobooki świetnie się sprawdzą. Jedynym mankamentem tej aplikacji jest na razie dość ubogi zasób książek w języku polskim, ale z dnia na dzień ich przybywa (w tym także sporo nowości). Z kolei cena - 29,90 za miesiąc korzystania to moim zdaniem niezbyt wygórowane koszta, biorąc pod uwagę jak wiele książek w tym czasie możemy przeczytać (no i pierwsze 14 dni macie całkiem darmowe).

Zabrałam się również za erotyk Za sceną. Tak jak szybko zaczęłam zapoznawać się z tą lekturą, tak szybko przestałam. Od dawna chciałam tę książkę przeczytać, ale teraz nie mogę pojąć, dlaczego zbiera ona tak pozytywne opinie. Dla mnie okazała się być słaba (a nawet gorzej). Bohaterzy i ich kreacja to jakiś koszmar, a im dalej w las, tym gorzej. 

Na sam koniec miesiąca znów bardzo się rozczarowałam - tym razem tomikiem "poezji" Rupi Kaur, czyli The sun and her flowers. O ile Milk and honey byłam oczarowana, o tyle o tym chcę jak najszybciej zapomnieć.

Ostatni dzień lipca zakończyłam przeczytaniem Simon vs. the Homo Sapiens Agenda. Na pewno o książce i ekranizacji coś tutaj napiszę, bo obie wywarły na mnie ogromne wrażenie. Książka jest napisana w prosty sposób (polecam osobom na początek przygody z czytaniem po angielsku), ale w niesamowity sposób trafia do serca. 

Jak więc możecie się domyślać, mój lipiec był bardzo udany i sama jestem w szoku, jak wiele udało mi się przeczytać oraz jak wiele z tych książek było naprawdę dobrych. 

A Wam jak mijają wakacje? Co ciekawego przeczytaliście? Ja właśnie rozpoczęłam urlop i wprost nie mogę się doczekać czytania do godzin nocnych, podróżowania i kupowana nowych lektur.

niedziela, 1 lipca 2018

212. Podsumowanie czerwca


Miesiąc moich urodzin i półmetek roku znów minął mi zbyt szybko. Nie wiem, jak to się dzieje, że odkąd skończyłam edukację czas po prostu przepływa mi przez palce. Za to czytam znacznie więcej. I o wiele lepiej się z tym faktem czuję.

W czerwcu przeczytałam... Aż 10 książek. Aż, bo dla mnie to naprawdę bardzo dobry wynik. Rzadko kiedy uda mi się tak dużo w miesiącu przeczytać. Co więcej, większość z tych książek jest moją własnością - w końcu więc maleje mi ilość nieprzeczytanych książek na półce. Pozostało ich jeszcze 45.

Z początkiem miesiąca skończyłam dwie zaczęte już dawno temu książki, czyli On wrócił (której opinia w tygodniu pojawi się na blogu) oraz Tamte dni, tamte noce, których nie potrafię jednoznacznie ocenić (ale więcej dowiecie się tutaj).

Następnie rozpoczęłam i naprawdę wkręciłam się w Zresetowaną od Teri Terry. Krótko później skończyłam Rozdartą, a w nocy z 30 czerwca na 1 lipca Osaczoną. Uwielbiam tę dystopijną trylogię i na pewno więcej o niej wkrótce napiszę.

Oczywiście nie mogło zabraknąć czegoś o Północy. Tym razem padło na ostatnio zakupioną książkę o Norwegii, czyli Szczęśliwy jak łosoś.

Już w maju porwałam się na przeczytanie Ugrofińskiej wampirzycy. Dodałam ja na półkę na lubimyczytać.pl już bardzo dawno temu i w końcu naszła mnie na nią ochota. Niestety nie dałam rady. Nie mam słów na to, jak ta książka jest słaba. Dobrnęłam do połowy z nadzieją, że się rozkręci, ale w czerwcu po prostu odpuściłam.

Tydzień temu Marta i Anna z kanału bestselerki zorganizowały 72-godzinny maraton czytelniczy, a z okazji wolnego weekendu postanowiłam wziąć w nim udział. Przeczytałam więc Listy Napoleona i Józefiny, które kupiłam jakiś rok temu i które bardzo mi się spodobały. Napoleon Napoleonem, ale historia Józefiny urzekła mnie i nawet wzruszyła. Polecam! Następnie zabrałam się za fenomenalny ładunek emocjonalny, czyli Moją najdroższą. Na pewno wyrażę o tej książce swoją opinię, ale na razie muszę zebrać myśli na temat tej trudnej, prawdziwej, wzruszającej, odrażającej i fantastycznej jednocześnie książce. 

Podczas maratonu zabrałam się jeszcze za opowieść o Saroo czyli Lion. Droga do domu. Skończyłam ją co prawda kilka dni później i zaklinam siebie, że kurzyła się na mojej półce ponad rok. To była wzruszająca i dająca nadzieję historia. Bardzo miło spędziłam z nią czas.

Liczę, że pod względem czytelniczym mój lipiec będzie wyglądał podobnie, bo z czerwca jestem naprawdę zadowolona. A jak Wam minął ubiegły miesiąc? Jakie macie plany na wakacje?

środa, 2 maja 2018

206. Podsumowanie kwietnia


Jak zwykle, kolejny miesiąc minął równie szybko, co pstryknięcie palcami. Mimo tego zdążyłam przeczytać 6 książek i jestem usatysfakcjonowana z wyniku, a co więcej - moja chęć na czytanie nie mija.

Przeczytałam drugą część Girl Online, czyli Girl Online. W trasie. Uwielbiam tę młodzieżową trylogię i myślę nad zakupem trzeciej części, by dowiedzieć się, jak skończyły się przygody Penny.

Oczywiście nie mogło zabraknąć tutaj kolejnego tomu Darów Anioła - skończyłam Miasto zagubionych dusz i od razu zabrałam się za Miasto niebiańskiego ognia, by nie popełnić błędu sprzed lat i nie czytać ostatniego tomu po dłuższej przerwie.

W kilka godzin przeczytałam Światło Jaya Ashera , które jeszcze zimą wypożyczyłam z biblioteki. Myślałam, że nie odczuję tego zimowego, świątecznego klimatu w wyjątkowo upalnym kwietniu, ale nic mylnego. Pozytywnie zaskoczyła mnie ta pozycja, mimo że nie oczekiwałam od niej zupełnie nic. Liczyłam na przyjemną, lekką lekturę i właśnie taką otrzymałam.

W kwietniu po raz pierwszy od kilku lat zmierzyłam się z komiksem. Przeczytałam Persepolis. Historię dzieciństwa oraz Persepolis II. Historię powrotu Marjane Satrapi. Obydwa komiksy są mistrzowskie, jeśli oceniać je pod względem opowiedzianej historii. Pod kątem graficznym mam mieszane uczucia - historia jest świetnie wyrysowana, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że mogło być lepiej. Zastanawiam się też, czy komiksy są dla mnie. Persepolis wybrałam, bo byłam ciekawa tej historii, ale o stokroć bardziej wolałabym, gdyby była napisana w sposób prozatorski.

Na koniec, bo ostatnie 10 stron pochłonęłam 1 maja, przeczytałam drugi tom trylogii Millenium, czyli Dziewczynę, która igrała z ogniem. To zdecydowania najlepsza książka, jaką miałam okazję poznać w tym miesiącu i najlepszy kryminał, jaki przeczytałam w życiu. Poziom intryg, zawirowania w fabule, prędkości akcji i skonstruowania samej historii jest o stokroć wyższy niż w przypadku pierwszego tomu, już w którym przecież był bardzo wysoki. Nie mogę się doczekać, co przyniesie mi lektura trzeciego tomu.

A co Wy przeczytaliście w kwietniu?

niedziela, 31 grudnia 2017

190. Podsumowanie grudnia


Moja aktywność czytelnicza w tym miesiącu była porażająco mała. Czytałam w sumie nawet sporo (za każdym razem jadąc pociągiem oraz tramwajem do i z pracy, wieczorami albo w samochodzie), ale ostatecznie skończyłam zaledwie dwie książki. 

Pierwszej w ogóle nie byłam pewna. Księżniczka z lodu - kryminał - to dla mnie może nie coś nowego, ale z pewnością odmiennego od tego, co czytam zazwyczaj. Sama się sobie dziwię, że się za nią zabrałam, ale gdy już zaczęłam ją czytać, nie potrafiłam się od niej oderwać. Niesamowity klimat, tajemnice i bohaterowie... Wkrótce napiszę o tej pozycji coś więcej. 

Druga książka - Psiego najlepszego, czyli był sobie pies na święta - to wybór również nieoczekiwany, ale za to szybko przeczytany. Miałam ochotę na coś lekkiego w Święta i dzisiaj w pracy udało mi się ją skończyć. To była ciepła i przyjemna lektura. Moja opinia również na blogu na dniach się pojawi. 

Grudzień był dla mnie miesiącem intensywnym. Obowiązki jednak nie przeszkadzały mi aż tak, jak się mogłam spodziewać. Nie ukrywam - w tym miesiącu bardziej skupiłam się na oglądaniu seriali, które niesamowicie wciągają. Być może to jest przyczyną tak słabego wyniku. Jednakże mi to nie przeszkadza - wierzę, że styczeń i w zasadzie cały Nowy Rok będzie lepszy. Ale o tym więcej w podsumowaniu roku 2017... Trzymajcie się ciepło!

sobota, 2 grudnia 2017

186. Podsumowanie listopada


Listopad był dla mnie trudnym miesiącem. Jednocześnie najgorszym i najlepszym w - nie boję się stwierdzić - moim całym życiu. Czytałam bardzo mało. Ze względu na wypadek mamy ostatnie dnie spędzałam w szpitalu, a moje życie w domu wygląda teraz zupełnie inaczej.

Ale spełniłam swoje jedno marzenie. Pojechałam do Warszawy i brałam udział w prawdopodobnie najbardziej magicznym koncercie. Na HIM czekałam długo i w końcu mogę powiedzieć, że to stało się prawdą. Więcej o HIM przygotowałam jednak dla Was w osobnej notce, którą na dniach opublikuję. Miałam tyle do opowiedzenia o tej fińskiej grupie, że już w podróży powrotnej ze stolicy napisałam całość.

Wróćmy jednak do książek, których nie będzie tutaj za wiele. Przeczytałam dwie, a szczerze mówiąc właściwie jedną. Króla szczurów skończyłam na samym początku listopada, a na blogu pojawiła się już recenzja. Natomiast książką przeczytaną w całości w listopadzie było Sekretne życie drzew, które interesowało mnie już od dawna. Coś więcej o tej książce w grudniu z pewnością napiszę.

I to byłoby wszystko, jeśli chodzi o listopad. Miałam ogromne plany, jednak życie je nieco zmieniło. Mam jednak nadzieję, że w grudniu znajdę więcej czasu na lektury.

A co Wy przeczytaliście w listopadzie?

niedziela, 1 października 2017

178. Podsumowanie września


Wrzesień dobiegł końca, a ja sama nie mam zielonego pojęcia jak szybko ten miesiąc minął. Udało mi się przeczytać aż 5 książek, z czego jestem dumna, bo miałam nadzieję, że jedna, no może dwie, to będzie najwięcej, na ile mnie będzie stać. Poprzez przesunięty termin obrony, znalazłam jednak więcej czasu na czytanie, a z kolei oficjalnie od dzisiaj zaczynam się już naprawdę uczyć. 30 stron materiałów? Kto nie da rady jak nie ja.

Wróćmy jednak myślami do tego pięknego, chłodnego września i różności książkowych, jakie poznałam. Podczas trzydniowego wypadu do Świnoujścia przeczytałam jedną z najbardziej wartościowych książek, jakie udało mi się w życiu poznać. Mowa tutaj o this modern love, o której kilka słów na blogu już tutaj pisałam. Następnie skończyłam Gusa, którym odrobinę się rozczarowałam. Bardzo przyjemnie czytało mi się tę książkę, ale jednak to nie było to samo, co Promyczek. W październiku coś więcej o nim na pewno na blogu się pojawi. W ramach klubu czytelniczego @czytajta (założonego przez Alicję i Klaudię) chwyciłam po Marinę i tutaj spotkało mnie naprawdę miłe zaskoczenie. Tego hiszpańskiego autora znałam jedynie Księcia mgły i po jakości tej książki od Mariny nie wymagałam za wiele. Książkę jednak zapamiętam i z przyjemnością będę wspominać, choć jest ona do bólu przesączona smutkiem. Ostatnio znalazłam chwilę czasu pomiędzy załatwianiem spraw na uczelni do egzaminu dyplomowego a pracą na krótkie zakupy. Wybrałam się między innymi do Empiku i znalazłam tam książkę, która interesowała mnie już od kilku tygodni. Mowa tutaj o Przewodniku ksenofoba. Finowie. Upolowałam ją za jedynie 14 złotych i od razu w tramwaju zaczęłam czytać. Skończyłam ją następnego dnia i była to humorystycznie napisała kopalnia wiedzy o samych Finach. O większości z tych rzeczy już wiedziałam lub gdzieś słyszałam, ale mimo tego na pewno z chęcią do tej lektury będę wracać. I dosłownie 30 września, kilka minut przed północą, skończyłam Podwieczność. Sama jeszcze nie wiem, co o niej myśleć. Nie zawiodłam się, ale też nie była to książką, którą będę długo pamiętać. Myślę, że coś więcej o niej na blogu wkrótce napiszę.

Na październik i całą jesień mam sporo ambitnych planów, o których możecie przeczytać tutaj.

A jak Wam się udał wrzesień? Co przeczytaliście? Jakie macie plany na październik?

czwartek, 3 sierpnia 2017

170. Podsumowanie lipca

Cześć i czołem! Lipiec był w pewnym sensie dla mnie miesiącem przełomowym. Podjęłam sporo ważnych decyzji w moim życiu, sporo spraw zakończyłam i zdecydowałam się na nowe przygody. Zakończyłam studia (jeszcze tylko obrona) i postanowiłam wyjechać z kraju na rok lub dwa za jakiś czas. Więc tak, organizuję i planuję mój American dream. Lada chwila zaczynam oficjalne wakacje, urlop i na trochę  wyjeżdżam w Polskę, odhaczając na liście miejsca, które pragnę zobaczyć. Dosłownie przed chwilą odebrałam również bilety na koncert Eda Sheerana na PGE Narodowym, także do zobaczenia w Warszawie za rok, 11 sierpnia. Dajcie koniecznie znać, kto z Was również jedzie!


Ten post będzie oczywiście przede wszystkim książkowy. Jestem niesamowicie dumna z siebie, że po dłuższej przerwie powróciłam do czytania. Powróciła mi chęć do czytania.

Dokończyłam jednak tylko dwie książki. Tak to jest gdy człowiek czyta ich około dziesięciu jednocześnie, w dodatku każdego dnia ma ochotę na rozgrzebanie innej historii. Przeczytałam Sfejsowanych, których recenzję znajdziecie tutaj oraz Osobliwy dom Pani Peregrine, który wstyd się przyznać, ale zaczęłam czytać jeszcze w 2016 roku. Obydwie książki bardzo mi się podobały. Recenzja tej drugiej już jest napisana, czeka tylko na opublikowanie w najbliższym czasie.


Niestety nie udało mi się skończyć Milion odsłon Tash, Promyczka i Draculi, których zostało mi może z kilkadziesiąt stron. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że powróciłam do swojej pasji, czyli rysunku i malowania. Ostatnio trochę eksperymentuję z markerami na bazie alkoholu i ćwiczę swoje umiejętności w doskonaleniu lineartu. Marzą mi się jeszcze akwarele, którymi (o zgrozo!) nie malowałam nigdy. Ale na wszystko przyjdzie swoja pora. Prócz tych książek, mam w planach w końcu poznań Dumę i uprzedzenie oraz wersję tej historii z zombie w tle. Na półce leży też Król szczurów, który kolega zachwala, a za którego dopiero teraz mam chęć chwycić.

A jak Wasz lipiec? Wielu z Was jest na półmetku wakacji, więc jak, uporaliście się ze swoimi postanowieniami? Co czytacie?

wtorek, 4 kwietnia 2017

164. Podsumowanie zimy


Hej! Od kilku dni gości u nas przeklęte słońce, które sprawia, że dni są coraz cieplejsze. Tak, wiosna nadeszła na dobre, a to oznacza, że czas w końcu schować czapkę i ciepłe szale do szafy, wyciągnąć trampki i spróbować zaakceptować pogodę. 

Postanowiłam podsumować więc cały okres zimowy. Choć niewątpliwie na blogu działo się bardzo mało, to jednak w moim życiu, nie tylko książkowym, sporo się wydarzyło. Ja jednak skupię się przede wszystkim na tej czytelniczej stronie.

Grudzień, styczeń, luty i marzec były bardzo intensywnymi miesiącami. Głównie zajmowałam się pracą i studiami, bo tak, zaczęłam w końcu pisać swój licencjat! Jestem z tego bardzo dumna, bo uwierzcie mi, z dnia na dzień coraz większym problemem stawało się dla mnie napisanie choć kilku stron. Nie jest to wina tematu, bo uwielbiam czytać, zajmować się szeroko pojętą reklamą internetową, blogami i decyzjami konsumenckimi, a skoro mogę tutaj pisać o czymś takim jak zakup książek, to po prostu bajka. Moją winą stało się więc lenistwo. Ujmę to wprost - wolałam po prostu czytać, oglądać seriale i spędzać czas w gronie najlepszych znajomych.

Z tego względu zimą przeczytałam naprawdę sporo (jak na mnie), bo aż 17 książek. Znalazły się tam obowiązkowe już u mnie pozycje o krajach Północy, jak Hygge. Klucz do szczęścia czy Nordicana. Za co kochamy Skandynawie, a także, napisana przez autorkę MuminkówCórka rzeźbiarza. Nie mogło zabraknąć obiecanej mi literatury anglojęzycznej - przeczytałam The Foxhole Court, w których to Lisach się zakochałam, a także milk and honey. Udało mi się przeczytać zalegającą od czerwca u mnie na półce dającą wiele do myślenia Historię pszczół (recenzja na pewno się wkrótce pojawi). Przeczytałam też kilka okołokryminalnych książek, thrillerów, czyli Biel Helsinek, która bardzo mi się spodobała, dwie książki o płatnych zabójcach (Numer Thomasa Berrymana oraz Spowiedź mordercy), a także młodzieżówkę o przygodach Lumikki autorstwa Salli Simukki. 

A skoro mowa o serialach (których też sporo teraz oglądam), to bardzo spodobały mi się Gilmore Girls. Nawiązuję więc tym do pewnie znanego Wam wyzwania czytelniczego Rory Gilmore. Nie uważam, bym brała w nim udział, ale książki z tej listy czytelniczej w głównej mierze są książkami, które od zawsze chciałam poznać. Tak więc mam więc za sobą Kruka, 451 stopni Fahrenheita, Opowieść miłosną, Dziwny przypadek psa nocną porą.

Po szczegóły zapraszam na moją listę przeczytanych książek w 2017 roku o tutaj.

Wiosna zapowiada się dla mnie dobrze, chociażby z jednego prostego faktu - czytam aktualnie 10 książek naraz. Nie jest to dla mnie nic dziwnego, bo nie jestem typem osoby, która potrafi czytać jedną książkę, skończyć ją i dopiero rozpocząć kolejną. Najchętniej chłonęłabym te wszystkie historie jednocześnie!

A jak Wam poszło zimą? Jak skończył się dla Was marzec? I jakie są Wasze plany na najbliższe miesiące?